Ich, czyli pisowców. Raz, dwa, trzy! Ręce w górę – obalimy dyktaturę! Tak krzyczeliśmy na manifestacjach w obronie demokracji i Konstytucji w poprzedniej pisowskiej kadencji. Nie udało się, chociaż są informacje, że PiS – a zwłaszcza p. Duda – te wybory przegrał, ale w tak niewielkim stopniu, że skala fałszerstw w obwodach zamkniętych, za granicą, tam gdzie możliwości kontrolowania fałszerstw i nadużyć były mniejsze, okazała się niemożliwa do sprawdzenia i udowodnienia. Dlatego teraz należy wygrać wyraźną większością, fałszerstwa trzeba uniemożliwić, a walka powinna toczyć się o każdy głos. Nie wiadomo, co wydarzy się w Polsce, ale jedno jest pewne – pisowcy uczynią wszystko, co w ich możliwości, aby nie oddać władzy. Jednak od ich możliwości oraz możliwości zwolenników demokracji zależy, co się ostatecznie stanie, ale pojawia się najważniejsze pytanie: czy uda się obronić nasz kraj przed jawną, brutalną dyktaturą? Hasło „Pokonamy ich” rozumiem tak – musimy ich pokonać, bo od tego zależy przyszłość naszych dzieci i wnuków, naszych rodzin, pracy, poziomu życia, a być może także niepodległości. Wszystkie koszmary skupiają się teraz jak w soczewce, wszystkie patologie, podłości, kłamstwa, idiotyzmy wypełzają ze swoich zapluskwionych nor i szamb i wyciągają ręce po korzyści, jakie daje sprawowanie władzy.
Ta władza już niczego nie ukrywa, zamiast stosować politykę szukania jakiegoś porozumienia, odcinać się od skrajności, pokazywać ludzką twarz „dobrej zmiany”, robi coś przeciwnego. Jej twarzami są najbardziej ograniczeni, odrażający i skorumpowani aparatczycy. Obajtek, Czarnek, Rydzyk są wszędzie. Cały czas rozdają miliony swoim, bez wstydu, tłumaczenia, żenady, zakłopotania. Powstają nowe fundacje o pięknych nazwach: „wolność i demokracja” czy „przyszłość narodowa” oraz różne grupy obrońców wiary, religii, rycerze JP II. Pieniądze przyznają pisowscy aparatczycy swoim lizusom, pociotkom, krewnym, do tego dochodzą stanowiący katolickie ramię PiS-u, przeróżne organizacje kościelne. Co jakiś czas niezależna od PiS-u TVN podaje nazwy, nazwiska, sumy i daty, łączące w jedną całość pompowanie milionów publicznych pieniędzy do kieszeni pisowskich dygnitarzy, lizusów, partyjnych działaczy.
Naiwni być może sądzili, że w sytuacji przedwyborczej będziemy mieli do czynienia z pewnym samoograniczeniem, jakąś powściągliwością, umiarem, taktem ze strony tych, którzy dorwali się do rządów. Ale taktyka PiS-u jest odwrotna – rwać co się da, bo zawsze coś się pewnie uda zatrzymać, a po drugie trzeba okazywać siłę, stanowczość, pewność siebie. Ta władza niczego się nie boi, taktyka pisowców – w moim przekonaniu – jest teraz mniej więcej taka: ani kroku w tył, mamy we wszystkim i zawsze rację. Jak najwięcej pieniędzy, stanowisk, przywilejów, orderów dla swoich, kłamać coraz bezwstydniej, stawiać jak najwięcej pomników pisowskim patriotom i ludziom, o których osiągnięciach oraz postępowaniu nie zawsze można powiedzieć, że było naśladowaniem Franciszka z Asyżu lub Zawiszy Czarnego, ale to przecież głupstwo, jest dość biskupów, aby te miejsca uświęcić swoimi dostojnymi osobami. Wszędzie wieszać tablice krewnym obecnych dygnitarzy, każdy kościół otoczyć pomnikami JP II i kard. Dziwisza oraz uwieczniać wszystkie miejsca, które bohaterowie pisowskich katechizmów w swojej pełnej trudów, trosk i poświęceń, niekończącej się pielgrzymce dla dobra ojczyzny raczyli odwiedzić.
Władysław Frasyniuk tak tytułuje swój świetny, adresowany do opozycji wywiad o obecnej sytuacji: „Jak to się stało, żeście spieprzyli wielki sukces „Solidarności”? Skazujecie swoje własne dzieci? My, obywatele, jesteśmy głęboko przekonani, że aby wygrać z PiS-em, musi powstać blok prodemokratyczny. Ten prodemokratyczny blok musi się zderzyć z blokiem antydemokratycznym. Kto kwestionuje wspólną listę, działa w swoim, partykularnym interesie i przeciwko społeczeństwu (…) mamy ciągłe wzajemne uszczypliwości. Czy to jest przepis na różnorodność ugrupowań opozycyjnych, czy przepis na wyborczą klęskę? Z naszego punktu widzenia jest bez znaczenia, czy było jakieś nieporozumienie, czy nie. Bo to, co widzimy, to brak komunikacji, brak współpracy i chyba jednak brak wiary w sukces… Dzisiaj jesteśmy w podobnej sytuacji (jak w 1989 r. – przyp. S.N.). Jeśli myślimy o sukcesie, wierzymy w sukces, to jedyną receptą jest propozycja Donalda Tuska – wspólna lista. I każdy z przywódców, który tę wspólną listę kwestionuje, działa przeciwko społeczeństwu, przeciwko demokracji, przeciwko wolnościom obywatelskim… Mamy biuro polityczne, mamy wielkie monopole państwowe i coraz więcej narzędzi dla rządzących, którzy mówią: nie jesteś pokorny, nie dostaniesz pracy… Spójrzmy wstecz, to nie jest przypadek, że wszystkie rewolucje, wszystkie zmiany, wszystkie powstania w Polsce robiła radykalna mniejszość.” (Wywiad Doroty Wysockiej Schnepf, „Gazeta Wyborcza” z 24.01.2023 r.).
Ogólny ton wywiadu jest moim zdaniem zbyt pesymistyczny, bo dyktatury – a zwłaszcza dyktatorzy – kończą marnie, a mobilizacja społeczeństwa do walki o wolność i odpowiedzialność przywódców obozu demokratycznego jak w 1989 roku jest także dziś możliwa do osiągnięcia mimo konformizmu, głupoty i tchórzostwa wielu ludzi, którzy zawsze istnieli w naszej historii i na których stawiają dyktatorzy, zawsze żerujący na najgorszych cechach ludzkiego charakteru. Czasami ujawnia się na ogół maskowana układnością i krętactwami obłuda oraz układność pachołków reżimu. Mieliśmy kilka przykładów niesłychanego chamstwa jednej z sędzi neotrybunału konstytucyjnego, a ostatnio wyskok ziobrysty, który z furią nienawiści i czymś w rodzaju piany na ustach rzucił się na Radosława Sikorskiego, wzywając zdaje się p. Morawieckiego do „wyrzucenia z rządu tego szkodnika na zbity…” itp. Do tej samej wypowiedzi Radosława Sikorskiego – i szerzej: stosunku pisowców do Putina i jego ataku na Ukrainę – odniósł się wybitny mąż stanu i strateg polityczny, p. Ryba, zasłużony publicysta mediów p. Rydzyka oraz gwiazda IPN. Pan Ryba powiedział to, co mówi zawsze, czyli atakował przeciwników PiS-u oraz podlizywał się pisowcom. Ale styl, w jakim to zrobił, świadczy, że pisowcy bardzo się boją krytyki ich polityki wschodniej. I kolejny przykład, że pozbywają się skrupułów – nie wpuszczają kontrolerów NIK-u do Orlenu w celu zbadania budzącej kontrowersje transakcji z uroczą dynastia Saudów. Do tego dochodzi uchwalanie w nadzwyczajnym, bez konsultacji, z zaskoczenia i z naruszeniem zasad – nowego, dogodnego dla PiS-u a złego dla opozycji – kodeksu wyborczego, który ma umożliwić pisowcom wygranie wyborów. Co mam nadzieję się nie stanie, ale może poprzez przedłużenie liczenia głosów i wiele innych zmian ułatwić manipulacje, przerwy i w końcu zablokowanie ogłoszenia wyników wyborów przez jakiś pisowski „sąd” lub nadzwyczajny organ powołany w tym celu. Być może o to tylko chodzi, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie uważa, że Sasinowi, Terleckiemu i spółce chodzi o masowy udział wyborców, sprawność i czytelność procesu demokracji. Chodzi jak zawsze o to samo – uwiecznienie swoich rządów.
Nabrał wyraźnego ożywienia proces przekazywania pieniędzy budżetowych do pisowskich instytucji, czyli uwłaszczanie nomenklatury. Ministerstwo Finansów rozdało ok. 60 mln złotych dla „zasłużonych”. P. Szydło, mówiąc 6 lat temu, że „im się po prostu należało”, mówiła o 4 mln zł. Powołany z p. Żarynem jako dyrektorem Instytut Dmowskiego i Paderewskiego do myśli narodowej – czy czegoś w tym rodzaju – dostał ok. miliona złotych, media nieustannie podają o kolejnych milionach na różne fundacje, nagrody i dotacje dla wybranych, czyli zwolenników PiS-u. To jakaś fala czy lawina, która sprawia wrażenie dorwania się przez pisowską nomenklaturę do państwowych pieniędzy. Odnotowuję te fakty przede wszystkim dla ich ujawnienia i zwrócenia uwagi pisowskiej nomenklaturze, że nie pozostaną bezkarni, jak być może naiwnie sądzą, bo samo zagarnianie przez zwolenników partii rządzącej publicznych pieniędzy robi coraz mniejsze wrażenie. Tego typu działań i zachowań, takiej łapczywości i rwactwa jest tyle, że trudno oczekiwać jakiegoś większego zainteresowania akurat tym przypadkiem.
Ale mamy i dobrą wiadomość, przynajmniej jedną. W Czechach wybory prezydenckie wygrał Peter Pavl, pokonując stosunkiem głosów 58% do 42% dotychczasowego premiera Babisza. Babisz, jeden z najbogatszych ludzi w Czechach, był dość przyjaźnie nastawiony wobec Putina, mówiąc między innymi, że nie wysłałby wojsk na pomoc Polsce i krajom bałtyckim. Wielokrotnie wypowiadał się w stylu Orbana i innych wrogów Unii i sojuszników Rosji. Jest to kolejna klęska nacjonalizmu, zwłaszcza w Europie, gdzie Orban i inni nacjonaliści usiłują utworzyć antyunijną koalicję. Ostatnie wypowiedzi Orbana, jawnie i bezczelnie popierające Putina i atakujące Ukrainę, moim zdaniem kwalifikują tego pana do wykluczenia z Unii. Jaki jest sens utrzymywać w demokratycznej, broniącej wolności i praworządności organizacji kogoś, kto wzywa do popierania zbrodniarza? Po raz kolejny Unia oraz USA pokazały swoją siłę, wolę jedności i skuteczność działania, uruchamiając pakiet pomocy dla Ukrainy. Powinno to zatrzymać Putina do czasu umożliwienia siłom zbrojnym Ukrainy podjęcie kontrofensywy, wyzwalającej zajęte przez okupanta terytoria?



















