Mężowie stanu

0
REKLAMA

Stefan NiesiołowskiMężowie stanu to dla rzeczywistości politycznej oczywiście pisowscy politycy, dyplomaci (o których prof. Bartoszewski zwykł mówić – dyplomatołki), ministrowie, analitycy polityczni itp. Cechuje ich służalczość wobec dyktatury, dyspozycyjność, brak godności, odpowiedzialności za słowo, lizusostwo, gigantyczne nieuctwo i wielka łapczywość. Wyhodowaliśmy dużą grupę pisowskich dygnitarzy, których podstawowymi kwalifikacjami jest gromadzenie majątku kosztem państwa, zdobywanie fortun nie na skutek własnych kwalifikacji, dokonań i przysparzania społeczeństwu jakichkolwiek korzyści swoją działalnością, lecz bogacenie się i inkasowanie. To są nasi oligarchowie, którzy jeszcze nie osiągnęli być może poziomu swoich rosyjskich pierwowzorów, ale dzielnie się starają. Oligarcha to wzbogacony w efekcie wysługiwania się władzy biznesmen lub ktoś w tym rodzaju. Dzięki politykom i polityce powstała fortuna Obajtka, Glapińskiego, Rydzyka itd. Obajtek chyba najbardziej wizerunkowo i charakterologicznie, nawet w gestach i mimice, pasuje do typu oligarchy, podobnie jak p. Morawiecki, którego majątek (łącznie z żoną) liczy kilkanaście mieszkań i lokali, tyleż nieruchomości, różnego typu działek, nie licząc takich drobiazgów, jak pieniądze i innego typu bogactwa. Jak na walczącego z komunizmem patriotę oraz bezkompromisowego, dbającego o dobro zwykłych ludzi sługę narodu i przyjaciela ludu, wygląda to imponująco. Służba ojczyźnie p. Obajtka polega między innymi na wykupieniu przez zarządzany przez niego koncern Orlen prasy regionalnej i uczynienie jej bardziej przyjaznej dla PiS-u – mówiąc delikatnie. Również media p. Rydzyka trudno określić jako zdystansowane wobec reżimu i ten reżim zwalczające. Przykłady pisowskich dygnitarzy i zgromadzonych przez nich fortun niemal codziennie podają niezależne media.

Za to znacznie mniej widzimy politycznych, zwłaszcza dyplomatycznych, sukcesów „dobrej zmiany”. Mamy do czynienia z rządzącymi Polską ludźmi wyjątkowo nieudolnymi, gruboskórnymi, niezręcznymi, popełniającymi co jakiś czas błędy, gafy, niezręczności, prowadzącymi pokraczną politykę (jeśli to co robią w ogóle można nazwać polityką). W dodatku co jakiś czas trafia im się wyjątkowo pomyślna koniunktura, „polityczne złoto”, jak był uprzejmy z wrodzoną inteligencją zauważyć wybitny mąż stanu p. Morawiecki. A to okrucieństwo i posyłanie na naszą granicę sprowadzanych uchodźców, a to atak Putina na Ukrainę, a to piękna, bohaterska, solidarna postawa naszego społeczeństwa, które mimo sączonej przez reżimową propagandę nienawiści do uchodźców, potrafiło zdobyć się na wielką życzliwość, bezinteresowności, hojność względem uciekinierów z Ukrainy. Mimo to reżim nieustannie, z jakąś szczególną niezgrabnością, gorliwie popełnia błędy, o których Talleyrand mówił, że w polityce są gorsze od zbrodni.

Nie jest jasne, co kierowało panem Morawieckim, gdy zaatakował Norwegię za samolubne niepodzielenie się z nami dochodami z ropy naftowej. Pojawiły się różne trudne do przyjęcia usprawiedliwienia, a moim zdaniem to zwykła głupota i skierowana na użytek wewnętrzny „polityka wstawania z kolan”, podobnie jak wiązanie Polski z osobą i polityką p. Trumpa, pomysł wojskowej misji na Ukrainie (co w takim momencie dla Ukraińców miało wymiar uderzenia w ich suwerenność), błyskotliwe analizy historyczne (np. że Węgry były przeciwnikami Hitlera). Nie można zajmować się kolaborantami, szmalcownikami, antysemitami podczas hitlerowskiej okupacji. Twierdzenie, że Norwegia postępuje egoistycznie, bo nie dzieli się z nami swoimi dochodami, po raz kolejny zwróciło uwagę na pisowską myśl polityczną i dorobek dyplomatyczny oraz polskiego Metternicha. Nie jest to jednak sukces p. Morawieckiego. Przyjęcie zasady, że państwa bogate mają obowiązek dzielić się swoim bogactwem z biednymi oznacza, że każdy z kimś musi się dzielić. Zasadę tę należy rozciągnąć także na ludzi, np. Glapiński, Obajtek, Sadurska, Horała czy Jacek Kurski dzielą się swoim bogactwem z pensjonariuszami domów opieki społecznej i biednymi emerytami. Idea ta powinna stanowić istotę pisowskiej polityki ekonomicznej i społecznej.

REKLAMA (2)

Trzeba powołać specjalne komisje w skali krajowej i międzynarodowej do spraw redystrybucji dochodów i poprawiania świata. W radach nadzorczych i spółkach skarbu państwa powinni zasiadać bezrobotni, bezdomni, schorowani i najbiedniejsi, których kwalifikacje wydają mi się z pewnością nie gorsze, niż zasiadających tam protegowanych „dobrej zmiany”. Mężowie stanu pisowskiej Polski znakomicie sprawdzili się w konflikcie o Turów i w sporze z Unią o praworządność, które to konfrontacje kosztowały i nadal kosztują setki milionów złotych. Genialne było dla podkreślenia potęgi i godności Polski nieskładanie gratulacji Prezydentowi USA z okazji wyboru, wycinanie Puszczy Białowieskiej, a dziś demolowanie lasów, niszczenie ekosystemów i konkretnych gatunków oraz wiązanie się z proputinowską międzynarodówką. Powszechnie znane są także sukcesy wybitnych mówców w debatach w Parlamencie Europejskim. Nasza reprezentacja z takimi tuzami woli, czynu, intelektu, jak Szydło, Brudziński, Kempa, Legutko (ma w sobie klasę Dmowskiego w Wersalu) przynosi chwałę polskiej myśli politycznej oraz potędze intelektualnej odrodzonej Rzeczypospolitej.

REKLAMA (3)

Pisowcy bardzo często i chętnie wykorzystują wspaniałą postawę polskiego społeczeństwa, które okazuje bezinteresowną troskę dla ukraińskich uchodźców. Wykorzystują postawę polskiego społeczeństwa dla własnych korzyści, przedstawiają działanie samorządowców i bezinteresowność wielu wolontariuszy jako zasługę PiS-u, bez przerwy powtarzają, że za tak piękną postawę wielu Polaków pisowski reżim powinien być zwolniony z przestrzegania praworządności, że takie „drobiazgi” jak praworządność, demokracja czy niezależne media nie powinny mieć dla Unii znaczenia, bo liczą się szersze i większe cele, które są tylko w stanie pojąć i ogarnąć prawdziwi patrioci i mężowie stanu, czyli politycy „dobrej zmiany”. W imię walki z Putinem (ale już nie z jego pachołkami, np. Orbanem) można bezkarnie łamać praworządność, podporządkowywać władzy politycznej sądy, uczynić z Polski monopartyjną dyktaturę. Można w imię religijnego fanatyzmu pastwić się nad kobietami, likwidować niezależną kulturę, tolerować bezkarność księży pedofilów i biskupów (ich obrońców i protektorów), represjonować niezależnych dziennikarzy, sędziów, pracowników państwowych i wszystkie kontrolowane przez PiS instytucje. Taka jest racja stanu i moralny obowiązek prawdziwych Polaków, katolików, dla których największym autorytetem jest Rydzyk i jego media oraz dygnitarze „dobrej zmiany”.

W mediach internetowych pokazywane są rozmowy z ludźmi o całkowicie niezdolnych do myślenia mózgach, dla których za drożyznę i inflację odpowiada Donald Tusk i on jest winien wszystkiemu, co złe, PiS natomiast jest najlepszą i umiłowaną partią, która nie popełnia żadnych błędów, za nic nie odpowiada, i cokolwiek zrobi lub powie i tak będzie najlepsza, i jako taka oczywiście zasługuje na wieczne poparcie. Do takiego stanu umysłu prowadzą dyktatury i można tylko przypomnieć ludzi, którzy nawet w obozach Gułagu twierdzili, że komunizm jest wspaniały, Stalin jest ojcem narodu, a za ich cierpienia odpowiadają ludzie, którzy nie dopuszczają prawdziwych informacji do Stalina.

To polskie społeczeństwo – a nie Szydło, Terlecki czy Morawiecki – swoją piękną postawą doprowadziło do tego, że słowo „Polska” odzyskało przynajmniej częściowo swój dawny blask, a rola reżimu w działaniach na rzecz pomocy uciekinierom z Ukrainy nie była – delikatnie mówiąc – zbyt nachalna. Oczywiście każda pomoc ma znaczenie i musi być oceniana niezależnie od innej, w tym także działania rządu, ale wolałbym, aby reżimowe media nie wykorzystywały wspaniałej postawy znacznej części społeczeństwa jako argumentu na rzecz twierdzenia, że PiS ma jakieś szczególne zasługi w tym względzie, zasługuje na szczególne poparcie i nie wolno go krytykować, bo broni Ukrainy. Takie podłączanie się pod działania wolontariuszy i cichych bohaterów wykazuje – czasami aż do obrzydzenia – p. Duda. Zachowuje się on niekiedy tak, jakby to jemu świat zawdzięczał szczególnie wiele dla obrony Ukrainy i generalnie wolności oraz demokracji. W mediach (niestety nie tylko pisowskich) mamy jakiś festiwal bohaterskiego, mądrego, wspaniałego p. Dudy, który wyciągając podbródek i kiwając głową nad marnościami tego świata, grzmi i gromi wrogów Ukrainy oraz zapewnia, że nie można oddać ani centymetra ukraińskiej ziemi. Chętnie mówi o męczeństwie ukraińskiego narodu, a kilka dni temu ściskał rękę funkcjonariuszki orbanowskiego reżimu, p. Novak, która z woli Orbana pełni wysoki urząd prezydenta Węgier. Myślę, że w Europie na takie przyjęcie jak w Warszawie p. Novak może liczyć u Łukaszenki. Może za dużo oczekuję (jeśli tak to przepraszam), ale bardzo proszę przynajmniej polityków demokratycznej opozycji, aby zanim zaczną wypowiadać się o sprawczej mądrości i korzystnej przemianie p. Dudy, zastosowali się do zasady kwakrów – czy to co chcę powiedzieć jest: słuszne, potrzebne, konieczne.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze