Wydaje się, że po euforii coraz bezczelniejszych i bezkarniejszych „brunatnych” z powodu nieoczekiwanego sukcesu Batyra najgorsze, co mogło spotkać Polskę, jest już za nami. Szok minął i trzeba z tym co się stało żyć. Nie takie nieszczęścia spadały na Polskę. Ceremonia związana z tzw. zaprzysiężeniem niczego nowego już nie wniesie. Nie mam raczej większych złudzeń co do p. Hołowni, ale w tym dniu i najpewniej w kilku następnych (choć bardzo chciałbym się mylić) będziemy mieli do czynienia z wysypem hipokryzji, podłości i przede wszystkim niesłychanej głupoty. Nie są to w polskiej polityce rzeczy nowe ani zaskakujące, a PiS zdążył nas do nich przyzwyczaić. Nie wydaje mi się, aby złowrogi zamach stanu, do którego zdaniem pisowców chciał ktoś (najpewniej z obozu Koalicji 15 Października) namówić biednego Hołownię, stanowić mógł pożywkę polityczną dla nacjonalistów, bo cała ta historia, zbyt dęta i żenująca, umrze śmiercią naturalną.
Naziolom pozostanie szczucie na uchodźców, publikowanie fałszywych zdjęć, w czym specjalizuje się niejaki Matecki, wsławiony innymi „dokonaniami”, jak dokonywanie linczu na synu jednej z posłanek i na niej samej, włączaniu się do różnorodnego szczucia i podczepiającego się pod każde kłamstwo, byle tylko zaistnieć w pisowskich mediach. Pozostaje otwartym pytanie o dalsze istnienie mediów, których podstawową rolą i zadaniem jest szerzenie kłamstwa i nienawiści. Czy demokracja jest tak dalece bezbronna, że toleruje jawną medialną truciznę, szkalowanie, niszczenie i zniesławianie ludzi, szerzenie kremlowskiej propagandy wymierzonej w rację stanu i polski interes narodowy? Czy szerzące antydemokratyczną, antyunijną, antyukraińską i w sumie antypolską propagandę pisowskie szczujnie mogą korzystać z bezkarnie nadużywanej wolności słowa, skoro same zasady poszanowania ładu medialnego i prawa prasowego nie przestrzegają, ustawicznie szkalując i kłamiąc?
Społeczeństwo minimalną większością wybrało kogoś takiego jak Batyr, co w demokracjach się zdarza, a w Polsce miało miejsce wielokrotnie: Tymiński (delikatnie mówiąc średniej klasy polityk i umiarkowany intelektualista) pokonał Mazowieckiego, Lech Kaczyński, mający pomniki (które mam nadzieję skończą w Kozłówce) i ulice w każdym większym mieście, wygrał z Tuskiem. Duda, będący żywym dowodem na to, że jednak nie każdy może być prezydentem, wygrał z Komorowskim i być może z Trzaskowskim, a Batyr, lubiący „poszarpać się jak niedźwiadek” (złota myśl p. Dudy), wygrał z Trzaskowskim. Uruchomiło to zajadłą kampanię kłamstwa i nienawiści ze strony PiS-u, mającą na celu dorwanie się do władzy Kaczyńskiego i jego szajki, czyli z grubsza powtórkę z ośmiu lat infantylnej dyktatury, tylko tym razem z pewnością znacznie gorszej. Polska polityka w najbliższym czasie i w dającej się przewidzieć przyszłości będzie polegała na powstrzymywaniu nacjonalizmu z jednej i przeprowadzaniu niezbędnych reform cementujących demokrację i wysoką pozycję Polski w Unii z drugiej strony. Brednią jest twierdzenie, że istnieje jakaś trzecia droga pomiędzy obozem nacjonalizmu a demokracji, że istnieje też symetria między KO a PiS, a Kaczyński jest takim samym politykiem jak Tusk i rywalizacja pomiędzy nimi niszczy i zatruwa polską politykę. To taka sama prawda, jak twierdzenie, że za II wojnę światową w jednakowym stopniu odpowiadają Hitler i Churchill, albo USA i Związek Radziecki to w gruncie rzeczy takie same imperialistyczne, złowrogie mocarstwa.
Ważnym działaniem na rzecz opanowania powstałych w efekcie sukcesu Batyra problemów była rekonstrukcja rządu, przeprowadzona w warunkach napięć wewnętrznych i próby (głównie takich strategów politycznych, jak Hołownia) wykorzystania sytuacji dla własnych wątpliwej jakości celów politycznych oraz egoistycznych potrzeb. Tak pisała tuż przed sfinalizowaniem rekonstrukcji rządu publicystka „Polityki” – Joanna Sawicka, zaznaczając, że koalicja ma dość kłopotów niezależnie od wybryków Hołowni, a sama rekonstrukcja miała na celu „Dodanie tlenu poobijanym partiom koalicji… Pomimo pewnych pozytywnych zmian w polityce komunikacyjnej – nowy rzecznik rządu Adam Szłapka jest bardzo aktywny – rządzącym nie udaje się wygrać kluczowych dla siebie tematów, takich choćby jak sytuacja na granicy. Jeżeli jednak koalicji uda się dogadać, pokazać przy okazji rekonstrukcji nowy pomysł, strategię oraz opowieść i pójść do przodu z pracami rządu, może będzie jeszcze mieć na czym budować” („Rekonstrukcja”, „Polityka”, 16.-22.07.2025 r.).
Wydaje mi się, że ostatecznie cała rekonstrukcja była nawet bardziej udana niż oczekiwania i prognozy w/w komentatorki. Chyba największym sukcesem okazała się nominacja nowego ministra sprawiedliwości i podjęte przez niego działania natychmiast po objęciu urzędu. Okazuje się, że jedno z głównych przekleństw polskiej demokracji, tzw. niedasizm, nie zawsze musi być prawdziwe. Należy pamiętać jednak, że nie istnieje coś takiego jak wspólny interes lub jakiekolwiek wspólne cele i poglądy dla obozu obrońców demokracji oraz brunatnych, czyli nacjonalistów, szowinistów, antysemitów i rasistów. Dla Kaczyńskiego, PIS-u, w jakimś stopniu także Konfederacji (przynajmniej tej reprezentowanej przez Mentzena), chociaż tu możliwe są różne warianty, działania i zwroty akcji, istnieje tylko jeden cel – dorwać się do władzy, bezkarnie się nakraść i zniszczyć znienawidzonych ludzi, szczególnie Donalda Tuska. „Nacjonalista Bąkiewicz pajacuje na niemieckiej granicy, udając ze swoimi ludźmi funkcjonariuszy broniących Polski. Dostał od obu prezydentów – Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego – mandat by wymierzać sprawiedliwość. Kaczyński już go podburza: dziękuję tym, którzy własnym ciałem, własnymi rękami, a być może przyjdzie czas, że trzeba będzie coś do tej ręki wziąć, będą bronić i już bronią polskiej granicy. Czyżby szef partii Prawo i Sprawiedliwość nawoływał do tego, by te nacjonalistyczne bojówki na granicy strzelały do ludzi? Już trwa bitwa na epitety. Mentzen odmówił prezesowi PiS podpisania „deklaracji polskiej”, nazwał go ‘politycznym gangsterem’. Riposta była szybka i bolesna – Mentzen usłyszał, że jest ‘rozwydrzonym bachorem’. Wszystkie chwyty dozwolone” (Agnieszka Kublik, „’Gangster’ i ‘bachor’ walczą o wyborcę”, „Gazeta Wyborcza”, 31.07.2025 r.).
Nie ma żadnego wspólnego dla wszystkich interesu Polski, obrony kraju, polityki zagranicznej. To są wszystko kwestie wtórne i drugorzędne. Jest tylko jeden cel naprawdę ważny – władza. Kaczyński i cała otaczająca go grupa – to klasyczni politycy typu leninowskiego. Nie dysponuje on na szczęście możliwościami, jakie miał Lenin, czyli bezkarnego i dowolnego mordowania, ale robi bardzo wiele, aby w ramach swoich możliwości władzy nigdy nie oddać. Kto tego nie rozumie, niech zajmie się może zwalczaniem brudnicy nieparki, turkucia podjadka lub jakiegoś innego owada, ale nie polityką. Walka pomiędzy dwiema nacjonalistycznymi partiami będzie się raczej nasilać. Tak samo jak dla komunistów największym zagrożeniem i wrogiem były inne partie lewicowe, a także wyrosłe z nich grupy mniejszościowe, sekciarskie, trockistowskie i inne. Wielki strateg, Kaczyński, któremu udało się podpalić Polskę, doprowadzić do podziałów i osłabienia naszego kraju, co robi wrażenie prorosyjskiej dywersji (nieważne – świadomej czy nie, ale bardzo dla Putina pożądanej), nie osiągnął tego, co uważał za największy swój sukces i zamiar – nie dopuścić do powstania prawicowej konkurencji, nie tylko silnej, ale żadnej. Dziś taką konkurencją jest Konfederacja, która może w obliczu coraz większego niedołęstwa i widocznej demencji „wielkiego stratega” stać się nawet partią silniejszą od PiS? Oczywista jest niezdolność koalicyjna partii Kaczyńskiego do stworzenia rządu z ugrupowaniami demokratycznymi, co ujawniło się w dramatycznym dla PiS sposobie po wyborach w 2023 roku, ale być może także z partiami nacjonalistycznymi. Widok gabinetu Kaczyński – Braun ze wsparciem Korwina-Mikke i życzliwą neutralnością Hołowni byłby znakomitym obiektem dla satyryków, komików i komediopisarzy, a co do innych personalnych kombinacji to wydaje mi się, że na razie nie ma potrzeby tym tragikomicznym spektaklem się zajmować.
Daleko odeszła Polska od heroicznego okresu walki o wolność, między innymi mojego pokolenia Wielkiej Solidarności, opisanym w znanej piosence: ”Ojciec też walczył kiedy Solidarność niosła nadzieję i wolny nasz głos. A ja nastolatka na przekór beznadziei, na protestach byłam przyjmując każdy cios. Bibuła w plecaku, spojrzenia ukradkiem, opornik na swetrze, odwaga i lęk. Milicja na rogu, rozmowa z sąsiadem, a w sercach nadzieja co tłumiła jęk”. Ale nasz naród, który wydał z siebie tylu wspaniałych ludzi, doprowadził do upadku komunizmu i wyzwolenia Polski, odepchnie brunatną falę kłamstwa i podłości, nawet jeśli jak tyle innych podobnych fal w przeszłości wzrośnie w siłę i nabierze znaczenia, ciesząc się poparciem ogłupionych ludzi.




















