Połączenie

0
REKLAMA

Marek ZuberPołączenie Orlenu z Lotosem stało się faktem. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście dobrze z punktu widzenia klientów?
Widzieliście Państwo ostatnią reklamę „Orlenu”? A właściwie nie reklamę, tylko filmik edukacyjny, który ma nam tłumaczyć, że „Orlen” wcale za dużo na nas nie zarabia, a jeśli już zarabia, to dlatego, że musi inwestować i inwestuje w czystą energię? No i wcale nie zarabia tak dużo na paliwach, w szczególności tak dużo nie zarabia na paliwach sprzedawanych w Polsce. Można by było nawet dojść do wniosku, że sprzedaż paliw w Polsce to coraz mniej znaczący epizod w działaniach płockiego koncernu. Nie można oprzeć się wrażeniu, że cały ten filmik powstał tylko po to, żeby przeciwstawić się powszechnemu przekonaniu, że w ostatnich miesiącach Orlen nas po prostu najzwyczajniej w świecie łupie. Bo ewidentnie jakoś nie współgra ze sobą efekt podwyższania cen na stacjach przy wzroście cen ropy na świecie i spadek cen na stacjach przy spadku cen surowca. Oczywiście z uwzględnieniem kursu złotego.

Pisałem o tym wielokrotnie. Ale tu w sukurs przychodzi nam z kolei inny materiał reklamowy (na ten natknąłem się gdzieś w internecie), z którego wynika, że, piszę to całkiem serio, właściwie to cena ropy nie ma już takiego wpływu na cenę benzyn i oleju napędowego. No pięknie… Zdaję sobie sprawę z różnych zależności, które wpływają na cenę produktów gotowych, ale naprawdę nie przesadzajmy. Tym bardziej, że znowu dziwnym trafem wzrost cen tych wyrobów następuje od razu po wzroście cen surowca, a spadek nie. W ostatnich kilku tygodniach ponownie mieliśmy do czynienia z tym scenariuszem. Problem z ceną, według materiałów reklamowych, wynika między innymi z tego, że w Europie jest niedobór gotowych paliw i stąd specyficzna sytuacja na rynku. OK, zgoda. Mało tego, specjaliści z branży zarówno w Europie, jak i w Polsce – na przykład Piotr Woźniak, były członek rządu, były szef PGNiG – są pewni, że w najbliższych latach będzie podobnie. Tylko jak to się ma z kolei do wypowiedzi prezesa Orlenu, który fuzję uzasadniał między innymi tym, że jakby do niej nie doszło, to Lotos za chwilę nie miałby gdzie sprzedawać produkowanych przez siebie paliw? Widzicie Państwo w tym logikę?

Nie lubię monopoli. Mimo wielu wad, jakie z pewnością możemy znaleźć w działaniu wolnego rynku, konkurujące ze sobą podmioty przemawiają do mnie zdecydowanie bardziej niż jedna firma, która w podatku dostarcza mi produkt istotny z punktu widzenia mojego funkcjonowania. W wyniku połączenia Orlenu z Lotosem nie powstanie co prawda klasyczny monopol, ale na poziomie produkcji na przykład benzyn niewiele będzie mu do tego monopolu brakowało. W 2021 roku produkcja krajowa – czyli Orlen plus Lotos – odpowiadała za 92% rynku. Czyli 92% benzyn, które kupowaliście Państwo, wyprodukowały te dwa koncerny. Od kilku dni już jeden. W przypadku oleju napędowego udział importu jest znacząco wyższy, wyniósł bowiem w zeszłym roku 46%. Ale tak czy inaczej trudno o tezę, że działania Orlenu nie wpływają na to, co się dzieje na rynku. Powtarzane mniej lub bardziej poważnie tezy, że na orlenowskich stacjach na paliwie się prawie nic nie zarabia, bliskie są prawdy. Tyle tylko, że Orlen nie musi zarabiać na stacjach, skoro zarabia na hurcie/produkcji. A ile? A o tym nam już zarząd firmy nie mówi. Bo, jak powiedział również prezes koncernu, to tajemnica handlowa.

REKLAMA (2)

W samym drugim kwartale Orlen zarobił ponad 3 mld złotych. To jeden z najlepszych wyników w historii. Oczywiście oficjalnie nie na bardzo wysokich marżach produkcyjnych/hurtowych, lecz na wszystkim innym. Tak przynajmniej wynika z tego przekazu, który słyszymy. Gdyby w Polsce było kilku producentów jakoś bardziej wierzyłbym w takie tezy. Ale obecnie żadnej kontroli nad działaniami koncernu nie mamy. Oczywiście ma rząd, ale pieniądze z Orlenu są mu bardzo potrzebne. Czy w takiej sytuacji dziwić się posłom opozycji, którzy chcą wprowadzić limit wysokości marż przy produkcji i sprzedaży paliwa? Pomysł, który normalnie można by było tylko wyśmiać, w obecnej sytuacji jawi się jako jedna z realnych alternatyw zarządzania rynkiem paliw w Polsce. Ale czy naprawdę chodzi o takie rozwiązania?

REKLAMA (3)

I jeszcze jedno. Pamiętajcie Państwo, że to słynne połączenie i tworzenie giganta to jednak trochę PR-owski zabieg. Prawie 80% stacji Lotosu trzeba było sprzedać, kupili je Węgrzy, co do których zachowania w stosunku do putinowskiej Rosji mamy wiele zastrzeżeń. A 30% Lotosu kupiło z kolei Saudi Aramco, największy paliwowy koncern świata będący pod kontrolą Arabii Saudyjskiej. Co do której działań i transparentności świat też ma zastrzeżenia. O cenie sprzedaży już nawet nie wspomnę, szczególnie w kontekście tego, ile sam Lotos przy takiej polityce marżowej mógłby w tym roku zarobić.
Zgadzam się z tezą, że jeden właściciel i dwa podmioty, a tak było przed fuzją, to też nie jest optymalna sytuacja. Boję się tylko, że koszty tego łączenia zapłacimy głównie my, klienci. I to pewnie nie tylko na stacjach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze