Polska się broni

1
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Polska się broni, a ściślej – broni się Polska wolna i demokratyczna, z jednej strony przed agresją zewnętrzną odradzającego się imperializmu rosyjskiego, z drugiej strony przed agresją wewnętrzną nacjonalizmu i sprzymierzonego z nim autorytaryzmu. Rosja, która kierowana przez dawnego agenta KGB i zbrodniarza wojennego, Putina, sformułowała po raz kolejny w swojej historii „historyczne” zadanie polegające na zbudowaniu kosztem innych narodów autorytarnego imperium. Oznacza to wojnę ze wszystkimi makabrycznymi konsekwencjami, które wydawało się, że zostały już za nami. Obecnie na drodze do realizacji tego celu stoi przede wszystkim wspierana przez Zachód Ukraina, ale z oczywistych powodów także wiele narodów i państw, które doświadczyły moskiewskiego i sowieckiego ucisku, a więc w pierwszym rzędzie Polska, która wielokrotnie w swojej historii sprzeciwiała się moskiewskiemu zniewoleniu. Nacjonaliści działający w Polsce (największym zagrożeniem jest obecnie Konfederacja) są sojusznikami Putina i chociaż w wymiarze moralnym ma znaczenie, czy ich promoskiewska dywersja wynika z ignorancji, fanatyzmu, czy są agenturą obcego państwa, to ostatecznie efekt tych działań jest podobny. Dla zniewolonej przez obecnych władców na Kremlu Polski nie będzie miało znaczenia, czy takie osoby jak Mentzen, Braun, Rydzyk, Ziobro itd. działają z osobistych korzyści czy z bezmiaru głupot, czy jeszcze z jakichś innych pobudek? Podobnie jak dla moich przyjaciół z opozycji demokratycznej nie miało znaczenia rozwiązanie nurtującej nas od dawna zagadki, czy Macierewicz jest tylko wariatem czy jednak agentem? Co w sumie wychodzi na jedno.

Wybory 15 października odsunęły od władzy szajkę Kaczyńskiego, grupę kryminalistów, którzy dorwali się do rządzenia. Twierdzenie, że jest to zorganizowana grupa przestępcza, które upowszechnił walczący o wolną Polskę, wybitny prawnik prof. Sadurski, to moim zdaniem nadmiar grzeczności, na którą ci ludzie nie zasłużyli. Słowo grupa kojarzy mi się z koloniami w PRL (pierwsza grupa idzie na basen, druga do lasu, albo z wycieczką zakładową na grzyby) lub różnego rodzaju pożytecznymi organizacjami i instytucjami. Tu mamy do czynienia z szajką, która wykorzystując instrumenty i mechanizmy demokracji, dorwała się do rządów. Wykorzystując te rządy wyłącznie w jednym celu – utrwalenia swojej władzy i zapewnienia jej użytkownikom oraz ich rodzinom olbrzymich osobistych korzyści, przywilejów i bezkarnego bogacenia się. Wszystkie możliwości dużego europejskiego państwa przeszły w ręce zakompleksiałego, podłego, a przy tym bardzo sprytnego Kaczyńskiego i otaczającej go cynicznej do szpiku kości zakłamanej szajki, tworzącej coś na kształt biura politycznego PZPR. Kwestie ideologiczne, organizacyjne, to wszystko co stanowi mechanizmy polityczne i decyduje o społecznym poparciu i sprawowaniu władzy stały się całkowicie wtórne i drugorzędne wobec podstawowego celu nieoddania władzy oraz braku jakiejkolwiek kontroli nad nią ze strony społeczeństwa. Z grubsza można powiedzieć, że Kaczyński powiedział swoim zwolennikom, zausznikom, lizusom i pachołkom coś takiego: możecie kraść, ile chcecie, państwo jest nasze, oczywiście lepiej, jak nie dacie się przyłapać, ale potrafimy was wybronić, natomiast grzechem najcięższym jest nielojalność i podleganie komukolwiek innemu niż ustanowiony przeze mnie porządek i ludzie, których ja postawiłem na czele państwa i jego instytucji. Przez osiem lat Polska była wykorzystywana przez okupantów. Polska, mimo całego patriotycznego żargonu, którym posługiwali się bez opamiętania i wstydu, była im potrzebna do osobistego bogacenia się czasami w sposób przekraczający wszelkie granice, jak w przypadku kolejnego wcielenia Nikodema Dyzmy, którym moim zdaniem był p. Obajtek.

Kaczyński miał odwagę sformułować najbardziej cyniczne i pod wieloma względami wydające się niemożliwe do zaakceptowania przez znaczną część społeczeństwa hasła propagandowe. Wbrew – wydawało się – najbardziej elementarnemu zdrowemu rozsądkowi ogłosił kłamstwo smoleńskie i całą religię tego zamachu, którą w pewnym momencie akceptowało prawie 30 proc. społeczeństwa. Wielokrotnie przekraczał bariery zdrowego rozsądku, obrażał inteligencję słuchaczy, głosząc, że Tusk jest jednocześnie niemieckim i rosyjskim agentem, jego przeciwnicy zdrajcami, targowicą, mordercami i drugim sortem itp. Nie ma chyba kłamstwa, obelgi, bredni, której nie użyłby na użytek propagandy politycznej. Pod tym względem bardzo przypomina Lenina, który otwarcie prezentował skrajny polityczny cynizm, np. głosząc, że rewolucja, czyli jego rządy, musi posługiwać się plutonami egzekucyjnymi, a zabijanie winnych jest nieistotne, wrażenie robi dopiero zabijanie niewinnych. Miał też odwagę podpisać z Niemcami pokój w Brześciu, który oddawał Niemcom olbrzymie obszary Rosji w zamian za czas potrzebny dla wygrania wojny domowej i utrzymania władzy. Tego nie rozumieli nawet jego najbliżsi współpracownicy, którym wydawało się, że podpisanie tak krzywdzącego dla Rosji traktatu musi oznaczać upadek. Ale jak wiadomo, to on miał rację, zawsze głosząc i powtarzając, że liczy się tylko zdobycie i utrzymanie władzy.

REKLAMA (2)

Żadna dyskusja programowa czy jakakolwiek inna z szajką, która przez 8 lat pokazała, czym jest i do czego jest zdolna, nie ma sensu. Trzeba doprowadzić do ich marginalizacji, ukarania przestępców, odebrania im tego, co zrabowali. Do tego będą się sprowadzały najbliższe trzy lata najnowszej historii naszego kraju. Decydują się losy nie tylko Polski, ale także wielu zachodnich demokracji, w pierwszym rzędzie demokracji amerykańskiej oraz samej Unii Europejskiej jako liczącej się siły politycznej i gwarancji pokoju w Europie. Zagrożenie ze strony nacjonalizmu staje się obecnie tak samo realne jak w latach pięćdziesiątych zagrożenie ze strony komunizmu. Od tego, czy demokracje znajdą sposób na pokonanie tego zagrożenia, jak znalazły wówczas dzięki między innymi Trumanowi, Marshallowi, Adenauerowi, Schumanowi, zależą losy świata i Polski. Oczywiście dla naszego kraju w pierwszej kolejności duże znaczenie będą miały wybory prezydenckie, w których PiS nie będzie występował w roli faworyta.

REKLAMA (3)

„Rok, jaki właśnie mija od przełomowych wyborów 15 października, był wypełniony ważnymi wydarzeniami. Sam Kaczyński i jego ludzie od początku czuli, że stało się coś nadzwyczajnego, i robili wszystko, aby energię tego wyjątkowego wydarzenia rozproszyć, wrażenie przełomu rozmyć, od razu unurzać to święto demokracji w bagnie politycznej nawalanki… A potem jeszcze za pomocą głupawych sztuczek proceduralnych i z udziałem prezydenta Dudy nowy gabinet został zaprzysiężony 13 grudnia, z wiadomymi historycznymi skojarzeniami… Ten przedłużający się okres ustrojowej hybrydy, politycznego prowizorium może rodzić frustrację, zniechęcenie, w efekcie demobilizację. Od talentów narracyjnych obecnego obozu władzy będzie zależeć, czy podtrzyma w jakiejś mierze tamten entuzjazm, sprzed roku” (Jerzy Baczyński, Mariusz Janicki, „Idziemy dalej”, „Polityka”, 9-15.10.2024 r.).

Polska musi się bronić przed groźbą pisowskiej recydywy, która nawet nie ukrywa, że chodzi o coś więcej niż porachowanie się z przeciwnikami, tak jak to potrafią nacjonaliści i zabezpieczenie bezkarnego okradania Polski. Od liderów obozu wolności i demokracji zależy, czy potrafią przekonać społeczeństwo, że to nie jest zwykła zmiana partii rządzącej. Wymaga to wielu talentów, zręczności, ale przede wszystkim wiary, że tak jest istotnie. Wyborcy doskonale potrafią rozróżnić tych, którzy mówią z przekonaniem, od grających swoje role aparatczyków i funkcjonariuszy. Dlatego tak istotne jest, aby obóz polskiej wolności i demokracji nie dał się zdegradować do obozu ludzi, którzy weszli w buty swoich poprzedników. Nie można dopuścić, aby twierdzenie, że wszyscy politycy są tacy sami, wszyscy kradną i każdemu chodzi tylko o osobiste korzyści, zyskało potwierdzenie w działaniach tych, którzy odpędzili skorumpowaną szajkę do władzy. Największym marzeniem pisowców jest pokazanie, że nie ma różnicy pomiędzy Koalicją 15 Października i kliką Kaczyńskiego. O to, aby społeczeństwo było przekonanie, że taka różnica jest i to zasadnicza zależy najbliższa, a być może dalsza przyszłość Polski.

Pojawia się makabryczna plotka, że kandydatem Kaczyńskiego na prezydenta ma być dyrektor IPN, p. Nawrocki, postać tyleż żałosna, co odrażająca w swoim serwilizmie. Pod jego rządami IPN jest wyłącznie jedną z pisowskich przybudówek. Miałem zaszczyt referować w sejmie w czasach AWS ustawę o IPN i w jakimś sensie czułem się odpowiedzialny za skutki jej wprowadzenia. Nikt nie potrafił przewidzieć, że uruchomimy coś na kształt potworka, służącego fałszowaniu historii, stworzenia tłustych synekur dla pisowskich lizusów i nieuków, przechowalnię pachołków i fałszerzy historii, pracujących na rzecz kultu wybitnego męża stanu Lecha Kaczyńskiego i dekorowania naszych miast jego tablicami. Z drugiej strony ktoś taki raczej musi wybory przegrać, powtórka zwycięstwa Tymińskiego z Mazowieckim lub Dudy z Komorowskim wydaje się niemożliwa. Walka rozpoczęta pięknym sukcesem 15 października wchodzi w kolejny, tak ważny rozdział, Polska się broni.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze