Polskie banki są bezpieczne

0
Marek Zuber
REKLAMA

Stres test to badanie, które stało się szczególnie popularne po kryzysie lat 2008 – 2009. Jak wiemy, tamte wydarzenia o mało nie doprowadziły do załamania systemu bankowego w większości krajów świata. A właściwie doprowadziły, bo gdyby nie pomoc rządów doszłoby do spektakularnych bankructw najważniejszych instytucji światowych finansów. A to z pewnością pogrążyłoby jeszcze bardziej gospodarkę. Stres test, czyli test warunków skrajnych, to badanie, które zakłada wyraźne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Spada wzrost PKB lub nawet spada PKB, rośnie bezrobocie itd. itp. Zakłada się, że w efekcie np. część klientów przestaje spłacać kredyty. Banki mogą też mieć problemy z uzyskaniem zwrotu z innych aktywów, na które przeznaczyły wpłacone przez nas w formie lokat i depozytów pieniądze. Patrzy się, co się może wtedy wydarzyć z sytuacją finansową banku. Bierze się pod uwagę wielkość i jakość kapitałów, łatwość finansowania w tych trudniejszych warunkach i na bazie tego pokazuje się, czy bank jest odporny na pogorszenie sytuacji, czy też nie.
W obecnym badaniu Europejski Urząd Nadzoru Bankowego wziął pod lupę 48 banków, czyli mniej więcej 70% systemu bankowego UE i Norwegii. W tym dwa największe polskie banki, czyli PKO BP i PKO SA. I co się okazało? Polskie instytucje zajęły odpowiednio pierwsze i trzecie miejsce. Czyli okazały się najodporniejsze na ewentualny kryzys. Przedzielił je hiszpański Santander, obecny również w Polsce.
Nie jestem zaskoczony tym wynikiem i to z kilku powodów. Pierwszy powód to sposób budowania całego systemu bankowego. Od początku, czyli od lat dziewięćdziesiątych stawialiśmy przede wszystkim na bezpieczeństwo. Ani Narodowy Bank Polski, który w pierwszym okresie nadzorował system bankowy, ani później Komisja Nadzoru Finansowego nie pozwalały na zbyt odważną politykę zarządzania aktywami i pasywami. Nie od razu było tak radykalnie, jak obecnie, ale na szczęście do jakichś poważniejszych tąpnięć nie doszło. Choć straty wynikając z ryzykownej działalności inwestycyjnej się pojawiały. Wystarczy przypomnieć BRE Bank i politykę kupowania firm na czele z Optimusem. Załamanie na giełdzie z początku tego wieku odbiło się czkawką i grubo ponadmiliardową stratą tego banku. Potem nadzór nie pozwalał już na takie pomysły. Banki uniwersalne, takie jak te działające w Polsce, nie są przecież stworzone do inwestowania w akcje.
Część specjalistów i komentatorów uważała, że polski system jest zbyt zachowawczy: nie przyjmuje nowoczesnych trendów zachodniego świata finansów, nie chce inwestować np. w instrumenty pochodne, czyli jest wręcz zacofany. Dokładnie takie określenie usłyszałem w 2006 roku na konferencji w Dusseldorfie od jednego z przedstawicieli bankowości niemieckiej.
Potem przyszedł kryzys. I okazało się, że to polskie „zacofanie” uratowało nasz system bankowy – w żadnym momencie nie był on zagrożony. Banki były stabilne, nic złego się nie działo. Jeśli już, to w pierwszym okresie kryzysu, po upadku Lehman Brothers, mogły mieć problem z finansowaniem na zachodzie Europy, ale był to jedynie odprysk kryzysu, bowiem ich sytuacja finansowa była stabilna. Na szczęście takie finansowanie nie było konieczne.
Po kryzysie na całym świecie zaczęto podchodzić do kwestii branego przez banki ryzyka bardziej konserwatywnie i tak jest do dzisiaj. Także w Europie. Problem polega jedynie na tym, że nie do końca udało się wyczyścić pozostałości po wcześniejszych decyzjach, szczególnie na przykład we Włoszech. Banki na zachodzie Europy wciąż mają w aktywach instrumenty, które są potencjalnie niebezpieczne, choć ich udział, szczególnie w stosunku do kapitałów tych banków, zdecydowanie spadł. Problem nie został jednak do końca rozwiązany. Tak czy inaczej – dzisiaj panuje polityka bezpieczeństwa, czyli bezpieczeństwo finansowe jest absolutnie na pierwszym miejscu. Dokładnie takimi zasadami kieruje się od lat także polska KNF. Pamiętacie Państwo zalecenie niewypłacania dywidendy przez banki i pozostawienie środków z zysków w bankach? Właśnie to miało je wzmocnić kapitałowo. Po zmianie rządu w 2015 roku polityka „bezpieczeństwa” jest kontynuowana.
Ale jest też druga strona medalu. I ją również widać w tej chwili w naszym kraju. Dwa największe polskie banki dość niechętnie podchodzą do tzw. tematów „niestandardowych”, czyli mówiąc wprost – nie bardzo chcą brać na siebie jakiekolwiek ryzyko. A to z pewnością nie pomaga w rozwoju firm. Szczególnie bardziej dynamicznych, nowatorskich. I to też jest pewien problem. Jak znaleźć złoty środek, żeby z jednej strony rzeczywiście zapewnić bezpieczeństwo naszych bankowych wkładów, a z drugiej jednak uczestniczyć w rozwoju bardziej ryzykownych branż czy przedsięwzięć? Oto jest pytanie w zasadzie wciąż otwarte. Mówiąc innymi słowy: wcale nie jestem pewien, czy akurat w Polsce, kraju wciąż „na dorobku”, polskie banki muszą być na pierwszych miejscach tego typu stres testów…
I jeszcze jedna uwaga. W kwestii brania na siebie większego ryzyka absolutnie nie mam na myśli startupów, bo te „bankowalne” w żaden sposób nie są. Ale o tym przy innej okazji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze