PPK, czyli Pracownicze Plany Kapitałowe ruszają od pierwszego lipca. Na pierwszy ogień pójdą najwięksi pracodawcy, zatrudniający ponad 250 osób, potem system obejmie resztę przedsiębiorstw. W wielkim skrócie przypomnijmy, na czym polega nowa koncepcja.
PPK to system dodatkowego, obok ZUS, nieobowiązkowego i prywatnego gromadzenia środków z założenia służących nam na emeryturze. Nowością jest to, że ma on dotyczyć środków dodatkowych, czyli nie jest oparty na części obowiązkowej składki emerytalnej. Poza tym do środków, które wpłaca pracownik dokłada się pracodawca i państwo. I to też jest nowość. Wpłata pracownika może wynosić od 2% do 4% wynagrodzenia, pracodawcy od 1,5% do 4% wynagrodzenia, a państwo dokłada 240 złotych rocznie. Przy czym jeśli pracownik wyrazi chęć uczestnictwa w systemie, to pracodawca jest zobligowany swoją część dopłacić. W skrócie tak to mniej więcej wygląda.
Dość ciekawie rozwiązano kwestie wypłat środków. Teoretycznie można jej dokonać jeszcze przed przejściem na emeryturę. Na przykład wtedy, gdy kupujemy mieszkanie, przy czym środki trzeba potem oddać, albo w przypadku choroby, ale wtedy dostajemy tylko 25% całości.
Jeśli natomiast osiągnęliśmy wiek emerytalny, to możemy jednorazowo wypłacić co najwyżej 25% środków bez podatku. Wypłata reszty oznacza konieczność podzielenia się z fiskusem. Chyba że zgodzimy się na to, aby ta cześć trafiała do nas przez dziesięć lat, wtedy podatku nie będzie.
Oczywiście szczegółów w systemie jest znacznie więcej. Tak na marginesie, moim zdaniem, to jest akurat jego minus. Jest on trochę zbyt skomplikowany.
Generalnie jednak cieszę się, że coś nowego powstaje. Zresztą już o tym pisałem. Mam jednak sporo zastrzeżeń. Na przykład nie jest to w pełni system dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego, skoro dodatkowe zastrzyki finansowe można otrzymywać tylko przez 10 lat po przejściu na emeryturę. Jest to raczej system oszczędzania z opcją wypłaty dodatku emerytalnego w okresie do dziesięciu lat od przejścia na emeryturę. Ale abstrahując od szczegółów mam inne poważne wątpliwości. A właściwie pytania.
Po pierwsze, jak społeczeństwo będzie do tego sytemu podchodzić? Czy rzeczywiście w niego uwierzy? Plusem jest to, że obok własnych środków dostaniemy jeszcze dodatkowe, od pracodawcy i państwa. Oczywiście możemy mieć wątpliwości, czy pracodawcy nie będą zniechęcać do wchodzenia w ten system. Teraz w wielu branżach mamy rynek pracobiorcy. Ale co będzie za dziesięć lat, kiedy być może sytuacja na rynku pracy będzie gorsza? Czy wtedy uda się pracobiorcom wyegzekwować chęć uczestniczenia w systemie przez pracodawcę? Tak wiem, w ustawie jest mowa o przeciwdziałaniu zniechęcania do uczestnictwa w systemie, ale jak to będzie działać w praktyce? Jest jeszcze poważniejszy problem: teraz rząd twierdzi, że to są nasze środki, bo to nie jest część składki obowiązkowej, że konta są całkowicie prywatne. Nie podejmuję prawnej dyskusji w kwestii systemu OFE, ale pamiętamy, że tak podchodziliśmy do kont OFE. A jak się skończyło, wszyscy wiemy. W dodatku od wielkiej reformy 1999 roku wciąż ktoś w systemie emerytalnym grzebie. Coś zmienia. I twierdzi, że teraz będzie dopiero uczciwie. Tymczasem system emerytalny powinien być stabilny. Nie powinno się go co chwilę zmieniać. Jak zatem Polacy podejdą do kolejnych zmian?
No i najważniejsze pytanie: co my będziemy z tego mieć? Teoretycznie więcej, niż gdybyśmy sami odkładali, bo są dodatkowo środki pracodawcy i państwa. Ale czy nie będzie zakusów, żeby tych środków jakoś specyficznie „użyć”? Na jakiś wielki cel, który okaże się niewypałem i nie będzie z niego odpowiedniego zwrotu.
W prezentacjach twórcy systemu zakładają jakiś roczny zysk. Ale czy będzie on wypracowany? Czy społeczeństwo zdaje sobie sprawę z tego, że tu nie ma pewności osiągnięcia tego zysku?
Mówiąc innymi słowy: nie mamy zielonego pojęcia, że jeśli ktoś będzie chciał użyć tych pieniędzy jako dodatek do emerytury, to rzeczywiście istotnie poprawi sobie swój los. Może się okazać, że te dodatkowe środki to będzie kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Być może dobre i to. Najważniejsze, żeby nie oczekiwać cudów. A jak się okaże, że jednak będzie więcej, to będziemy mile zaskoczeni.
PPK, czyli czy wierzyć w nowy dobrowolny system emerytalny?
REKLAMA
REKLAMA




















