Można chyba zaryzykować twierdzenie, że sytuacja uległa wyjaśnieniu. W Białym Domu zasiada zwolennik Putina i generalnie wielbiciel dyktatorów, kłamstwa i przemocy. Być może rosyjski agent, jeśli nie bezpośredni, to agent wpływu, a przy tym formułujący mętne, niezrozumiałe opinie – nie wiadomo: celowo czy z powodów mentalnych. Bardzo trafnie scharakteryzował samego Trumpa i politykę jego rządu w dramatycznym, pięknym wystąpieniu francuski senator, Claude Malhuret, stwierdzając, że USA nie są już sojusznikiem Europy, ale jej wrogiem i cała sytuacja międzynarodowa uległa dramatycznej zmianie. Demokracja jest zagrożona i musimy liczyć tylko na siebie. Im szybciej uświadomimy sobie groźbę wynikającą z załamania się dotychczasowej roli USA jako sojusznika wolności i demokracji, tym lepiej dla wszystkich. Ostateczną cenę – być może najwyższą – polityki Trumpa zapłacą same Stany Zjednoczone, bo zawsze dyktatura w końcu uderza w jej podstawy i filary, osłabia i niszczy państwo, które ją wyhodowało, ale niewielka z tego dla nas pociecha. „Wiceprezydent Vance przyjeżdża do Monachium i obraża Europę. A przecież to on nazwał kiedyś Trumpa ‘potencjalnym Hitlerem’ i ‘moralną katastrofą’, w Monachium zaś stał się gorliwym i ślepym propagandzistą prezydenta. Neofici są zawsze najbardziej gorliwi” (Tomasz Jastrun, „Łykanie żaby”, „Przegląd”, 24.02.–2.03.2025 r.). Europa, czyli praktycznie Unia, oraz takie kraje NATO jak Wielka Brytania i Turcja, a przede wszystkim Polska jako bezpośredni sąsiad Ukrainy i jeden z najważniejszych jej sojuszników, biorą na siebie główny ciężar obrony naszego kontynentu, być może wolności i demokracji na świecie. Nie miejmy złudzeń. Ameryka nie jest naszym sojusznikiem, tylko w najlepszym wypadku krajem nam nieprzychylnym i pragnącym wykorzystać sytuację dla własnych korzyści, głównie ekonomicznych, a najpewniej w jakiejś formie i w jakimś trudnym jeszcze do określenia stopniu sprzymierzonym z Rosją.
Na tę sytuację nakłada się nasza kampania prezydencka. Jest to chyba w najbliższym czasie najważniejsza kampania wyborcza w Unii. Putin i nacjonaliści w Europie, popierani tym razem przez oszalałego w swojej pasji niszczenia demokracji i podburzaniu – gdzie i kogo się da do demolowania zasłużonych dla demokracji instytucji, organizacji i ludzi – nowego wcielenia amerykańskiego snu Josepha McCarthy, Elona Muska, traktują nasz kraj jako kolejny poligon politycznej dywersji. W tej kampanii kandydatem obozu wolności i niepodległości Polski jest z oczywistych powodów Rafał Trzaskowski, a wrogami wolności, demokracji i w efekcie także niepodległości Polski są kandydaci nacjonalistów, Nawrocki i Mentzen. Ale główny atak nacjonalistów skierowany jest przeciwko Donaldowi Tuskowi i jego obozowi politycznemu, a przede wszystkim mamy do czynienia ze służalczością ze strony PiS-u, porównywalną tylko do służalczości targowicy wobec carycy Katarzyny i później komunistów, falą poddaństwa, bezwstydnego podlizywania się i braku godności wobec Stalina. Władysław Gomułka miał więcej godności i odwagi, gdy odwinął się Chruszczowowi w październiku 1956 roku w Warszawie, prosząc, by zamilkł. „Całkowite zawierzenie, jakieś wręcz kolonialne poddaństwo. Zachowania i słowa Trumpa sprawiają wielu autentyczną radość, wzmacniają ideologiczne resentymenty, legitymizują cynizm i bezczelność. Są przyzwoleniem na polityczny i kulturowy brutalizm powiązany z infantylizmem, na jakiś spaczony darwinizm… (…) już widać dość bezwstydną zmianę frontu u ludzi Kaczyńskiego: nie da się bronić Rosji (bo choćby Smoleńsk), ale można zastępczo dezawuować Ukrainę. Frontu nie musi zmieniać Konfederacja. Ta formacja zawsze była zdecydowanie antyukraińska, radykalnie antyunijna” (Mariusz Janicki, „Dziarscy chłopcy”, „Polityka”, 05. – 11. 03. 2025 r.). Mamy całą serię podłych, a przy tym głupawych (jak to u nacjonalistów) wypowiedzi o jawnie antyukraińskim i skrycie proputinowskim charakterze: p. Witek martwi się, że na Ukrainie nie odbyły się wolne wybory (jakoś nie martwi jej stan wyborów w Rosji), p. Buda wypomina Ukraińcom drogie samochody, ktoś inny kolejki do lekarzy, gdzie blokują Polaków, a Kowalski (wzorując się na Trumpie) domaga się od Ukrainy rozliczenia się z Polską za pomoc przez nas tak hojnie udzielaną i to w wielu obszarach. Na czele tej kolejki lizusostwa i hańby stoi moim zdaniem p. Duda, do niedawna afiszujący się i chełpiący przyjaźnią z prezydentem Zełeńskim. Liczy na poklepanie po plecach i jakiś ochłap od amerykańskiego prezydenta. Czegoś tak obrzydliwego polityka polska nie widziała od dawna. Nawet Bierut, gdy przyjechał do Stalina z propozycją zmiany hymnu narodowego i listą kandydatów do uwięzienia, miał chyba więcej godności, nie mówiąc o walecznym Władysławie Gomułce w październiku 1956 roku podczas słynnych rozmów z delegacją sowiecką, kiedy odwinął się Mołotowowi, mówiąc, że dziwi się, że miał odwagę przyjechać do Polski. Generalnie komuniści pod każdym względem byli – zważywszy na warunki i okoliczności zewnętrzne – uczciwsi, inteligentniejsi i mniej szkodliwi dla Polski od pisowców. Teraz p. Duda z maślanymi oczami i przymilnie uśmiechniętym wyrazem twarzy wygląda jak porzucona narzeczona lub zwolniony ze służby lokaj, który nie może zrozumieć, dlaczego, co się stało, w czym zawiniłem?
Na tym tle trwa w Polsce najważniejsza chyba od dłuższego czasu kampania wyborcza w Unii Europejskiej. I to po raz kolejny Donald Tusk zmuszony jest brać na siebie główny ciężar obrony Polski i w znacznym stopniu także całej Unii. „Przez wiele lat Tusk zmagał się z atakami nie tylko ze strony pisowskiej prawicy, ale też głęboko niechętnych, symetryzujących dziennikarzy. Musiał się nauczyć nie ulegać rozmaitym poradom, kiedy tak naprawę chodziło o to, aby oddał władzę – najlepiej lewicy, a w ostateczności Kaczyńskiemu, bo ten ma lepszych klasowo wyborców. Wygrał w 2023 r. także dlatego, że zignorował tych fałszywych, życzliwych. Jednak rzeczywistość od tamtych czasów dramatycznie przyspieszyła, zmieniły się kryteria oceny polityków…Tusk i Platforma, jeśli chcą przetrwać i wygrać, muszą przełamać swoje polityczne DNA, to charakterystyczne kunktatorstwo, wycofanie i odkładanie spraw. W dzisiejszej polityce, kto nieustannie nie narzuca tematów i nie wypełnia politycznej przestrzeni, nie ma szans. Nie chodzi tylko o Trumpa, który popada w karykaturalność, lecz również o europejskie realia, gdzie starej demokracji trzeba bronić nowymi ludźmi i sposobami… (…) musi zabrać z sobą wyborców, wyrwać ich z pisowskiego grajdoła, przedstawić inną perspektywę. Pojawia się dla rządzących okazja, bo PiS, poza prowincjonalnym poddaństwem wobec Trumpa, nie ma świeżych pomysłów, bazuje wciąż na dobrym marketingu, ale bez nowych treści. Partia Jarosława Kaczyńskiego, niby zorientowana na aktualne populistyczne trendy, ale jednocześnie prowincjonalnie podległa Trumpowi, może stać się nagle anachroniczna i w sumie nieatrakcyjna. Te deficyty już widać w kampanii Karola Nawrockiego” (Mariusz Janicki, „Nowa odnowa”, „Polityka”, 12.-18.02.2025 r.).
Bardzo trafna wydaje mi się analiza, która porównuje to, co wydarzyło się w polityce amerykańskiej, do zaskakującego cały świat sojuszu Hitlera i Stalina. Tamten podpisany w Moskwie pakt wydawał się tak samo nieprawdopodobny jak obecna polityka Trumpa, który atakuje, obraża i oskarża sojuszników Ameryki. Stara się poniżyć i obrazić prezydenta Ukrainy, który broni swojego napadniętego kraju. Bardzo to przypomina Stalina, który napaść na Polskę (uzgodnioną z nowym sojusznikiem Hitlerem) uzasadniał „uciskaniem mniejszości narodowych chaosem i rozkładem państwa polskiego, które kilka tygodni później Mołotow nazwał „poronionym płodem Traktatu Wersalskiego”. Jest zdumiewające podobieństwo w klimacie politycznym oraz atmosferze moralnego i politycznego łajdactwa, w jakiej dokonywał się sojusz dwóch największych zbrodniarzy (miał miejsce czwarty rozbiór Polski) i w jakiej dokonuje się niszczenie Ukrainy. I to mówienie Trumpa i Putina o pokoju. Tak samo kanclerz Hitler nazywany był przez długi czas „kanclerzem pokoju” i tak samo Mołotow zapewniał w swoim słynnym wystąpieniu, że to Anglia dąży do kontynuowania wojny, której nie chcą Niemcy. Kolejnym przykładem podłości i wrogości wobec Polski jest służalczość wobec Trumpa i związana z nią lokajska, antypolska polityka PiS-u, przejawiająca się w odrzuceniu propozycji wspólnej polityki obronnej Unii. Tak pisze redaktor Marek Beylin: „A ten cel, czyli ustanowienie światowego porządku putino-trumpowego z pisowską filią w Polsce, jest ważniejszy niż los Ukrainy. Jak niegdyś komuniści marzyli o światowej rewolucji, tak teraz PiS i putino-trumpiści całego zachodu wypatrują globalnej kontrrewolucji. Jej dynamiczny rozwój obserwujemy w USA. Najprościej mówiąc, ów nowy ład ma opierać się na nieograniczonej wolności silnych, którzy mogą bezkarnie niszczyć słabszych… Trump traktuje Ukrainę z taką samą pogardą jak słabsze mniejszości we własnym społeczeństwie, choćby osoby LGBT+. Dziś najważniejszym przeciwnikiem owej ideologii putinowsko-trumpowej jest Unia Europejska. Stąd nienawiść do niej nowych władców Ameryki, jakże bliska PiS-owi. PiS jest więc jak komunizm w 1939 roku, gdy niespodziewanie zawarł sojusz z Hitlerem i został wspólnikiem faszyzmu. Dziś PiS konfrontuje się ze współczesną odmianą tamtego paktu Ribbentrop-Mołotow. Ba, w jednej kwestii odmianą etycznie gorszą. W 1939 roku Niemcy i Związek Radziecki byli wrogami Polski, a nie jej sojusznikami. Natomiast nowa oś Trump-Putin oznacza nagłe radykalne odwrócenie sojuszy. Jest ze strony Ameryki wzorcowym przykładem zdrady. Ale najpewniej PiS, jak niegdyś komuniści, pozostanie przy Trumpie oraz swych marzeniach o światowym przewrocie i własnej władzy. Stanie się bez reszty partią-filią Putina-Trumpa” (Marek Beylin, „PiS i Trump jak komuniści i Stalin”, „Gazeta Wyborcza”, 12.03.2025 r.). Czas i najbliższe wybory prezydenckie w Polsce pokażą, czy tak się stanie?




















