Rollercoaster

0
REKLAMA

Jednoznaczne działania NATO wyraźnie pokazują, że powtórka z 1939 roku – czyli samotność Polski w walce z agresją – jest mało prawdopodobna. Choć oczywiście niczego wykluczyć nie można. Amerykańscy, brytyjscy, czy francuscy żołnierze już są na wschodniej flance paktu, uderzenie w Polskę czy Republiki Nadbałtyckie przyniosłoby więc raczej druzgocącą klęskę Putinowi. I sytuacja na Ukrainie wyraźnie to pokazuje. Oczywiście jest jeszcze broń atomowa, ale jej użycie może oznaczać koniec dla wszystkich, świat wciąż zatem nie bierze pod uwagę tego wariantu jako istotnie prawdopodobnego. Mimo to inwestorzy traktują Polskę jak kraj przyfrontowy, a zatem ryzyko z nami związane wzrosło. I to jest pierwszy powód na przykład tego, że złoty tak mocno traci.

Druga kwestia to koszyk inwestycyjny. Możemy sobie różne rzeczy opowiadać, ale wciąż nie jesteśmy tak traktowani, jak Wielka Brytania czy Niemcy. Wciąż do takiej wielkości gospodarki, jej stabilności i do takiego bogactwa nam trochę brakuje. Jeśli ktoś kupował złotego, albo jakieś aktywa w złotym, to często działał również w Rosji. Mimo wszystko. Mimo tego, że teoretycznie Rosja oznaczała wyższy poziom ryzyka. Skoro zatem ten ktoś zaliczył potężną stratę na rublu, to sprzedaje też złotego, choćby po to, żeby tę stratę nieco zniwelować. Takie wyśrednianie wyniku. No i mamy to, co mamy.

REKLAMA (3)

Oczywiście w jakiejś mierze spadek wartości złotego jest oparty także na fundamentach. Wciąż nie mamy środków z UE, polska gospodarka w tym roku będzie się wolniej rozwijać z powodu wojny, a jeśli nie dogadamy się z Unią, to również z powodu braku pieniędzy unijnych. To też złotemu nie pomaga. Z drugiej strony może być tak, że stopy procentowe zostaną podniesione bardziej niż sądzono. Bo też impuls inflacyjny z powodu wojny, będzie wyższy. To powinno złotemu, niekoniecznie wzrostowi PKB, pomagać, ale na razie dominuje wspomniana panika. No i dobijamy, przynajmniej w chwili, gdy piszę te słowa, do 5 złotych za euro.

REKLAMA (2)

Co dalej? Najbliższe dni i tygodnie to zamieszanie. Wszystko jest możliwe. I 5,20 za euro na przykład i powrót w okolicę 4,60. Ze spekulacyjnym kupowaniem uważałbym zatem, tym bardziej, że na rynku widziany jest także Narodowy Bank Polski, który interwencjami próbuje hamować spadek wartości polskiej waluty.
A tak swoją drogą, to cały czas uważam, że gdyby nie kilkunastomiesięczna polityka osłabiania polskiej waluty realizowana przez NBP, z która się nie zgadzałem, to złoty byłby pod koniec 2021 w okolicach 4,40 w stosunku do euro, pomimo problemów ze środkami unijnymi i już wtedy widocznym napięciem na Wschodzie. I teraz moglibyśmy być wyraźnie niżej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze