Straty z tytułu przestępstw VAT-owskich

0
Marek Zuber
REKLAMA

Kwestią przestępstw podatkowych i ich wpływem na budżet zajmowałem się niejednokrotnie. I pisałem o tym, że skala przestępstw tego typu w Polsce w ostatnich latach jest rzeczywiście nadzwyczaj duża. Nie tylko w obszarze karuzeli VAT-owskich, ale także na przykład handlu paliwami.
Pierwsze pytanie, które się nasuwa, to to, czy rzeczywiście skala strat może być tak potężna? Oczywiście dokładnych danych nie znamy. Nie jesteśmy w stanie, nikt nie jest, nawet ministerstwo finansów, ich określić, bo oznaczałoby to rozpoznanie każdej „lewej” faktury czy „lewej” cysterny błąkającej się po Polsce w ostatnich latach. A to jest nierealne. Biorąc pod uwagę 2015 rok, mamy różne dane dotyczące samych karuzeli VAT-owskich w zależności od tego, kto próbował szacować straty. Firmy doradcze mówiły o wartościach między 25 a 38 mld PLN. Podobną wartość podawało ministerstwo finansów. A Najwyższa Izba Kontroli wskazywała na to, że mogło to być nawet ponad 80 mld PLN. Jeśli Morawiecki mówi zatem o ponad 250 mld PLN, to mogło rzeczywiście tak być, choć to wersja bardzo pesymistyczna, trzeba bowiem podkreślić, że 2015 rok był zdecydowanie najgorszy pod względem wyłudzeń. Pesymistyczna, ale nie niemożliwa.
Czy jest się jednak czym przejmować? Może po prostu system jest taki, że inaczej się nie da? Jeśli popatrzymy na ów 2015 rok, to w całej Unii Europejskiej straty z tytułu wyłudzeń VAT szacowano na 250 mld euro. W stosunku do unijnego PKB to 1,7%. Jeśli przyjmiemy, że straciliśmy z tego tytułu w Polsce 35 mld PLN, będzie to 1,9% naszego PKB, czyli więcej, choć nieznacznie. Jeśli jednak rację ma NIK, mówimy o 4,5%, a to już jest różnica ogromna. Odnosząc wspomniane straty do wielkości rocznych budżetów poszczególnych państw UE, także nie wyglądamy dobrze. A zatem mamy ewidentnie jakiś problem.
Z pewnością nie pomaga nam to, że należymy do krajów o relatywnie wysokiej stawce podstawowej. Wynosi ona 23%. A to oznacza, że jeśli już robić przekręty, to lepiej u nas niż na przykład w Luksemburgu, gdzie stawka wynosi 15%. Z drugiej strony są kraje o wyższej stawce podstawowej, jak choćby Węgry czy Finlandia, a w większości krajów mamy mniej więcej 20%, więc różnice nie są znowu takie duże. A zatem, o co chodzi?
No i to jest podstawowe pytanie….Czy było tak, że ktoś, czyli państwo nie było w stanie „ogarnąć” nowych pomysłów na wyłudzanie VAT, czy celowo tego ogarnąć nie chciało? Czy nie było koncepcji, wiedzy, możliwości, czy było świadome działanie umożliwiające zagarnięcie od państwa miliardów złotych?
Świetnym przykładem jest handel paliwami. To akurat nie jest karuzela VAT-owska, ale dobrze pokazuje działający system. Przez kilka lat wjeżdżały do Polski zza wschodniej granicy cysterny wypełnione benzyną i olejem napędowym. Formalnie były tylko tranzytem na przykład do Niemiec, więc za swój ładunek nie płaciły ani akcyzy, ani VAT. Tyle tylko, że do Niemiec nigdy nie dojeżdżały. Ginęły gdzieś w Polsce, a dokładnie ginęła ich zawartość. Nowy rząd półtora roku temu zmienił przepisy i teraz każdy taki transport podlega opodatkowaniu. Akcyzę i VAT trzeba zapłacić, po czym, jeśli dotrze on do wspomnianych Niemiec, podatki są zwracane. Szacuje się, że tylko dzięki temu w zeszłym roku państwo zyskało 6,5 mld PLN. Nie dlatego, że ktoś te podatki płaci, tylko dlatego, że ten proceder się skończył, a więcej zaczęły sprzedawać Orlen i Lotos. No i pytanie: czy przez te kilka lat nie można było wpaść na takie rozwiązanie? Czy to był błąd, czy świadome działanie?
Nie jestem specjalnym zwolennikiem komisji parlamentarnych, bo często są one bardziej szansą promocji poszczególnych posłów niż faktycznym sposobem walki z nadużyciami. Ale w tym wypadku mówimy o potężnych stratach dla budżetu.
I na koniec jeszcze jedna uwaga. Skala przestępstw podatkowych, szczególnie związanych z VAT, jest w Polsce nadzwyczajnie wysoka. Ale nie miejmy złudzeń. Przestępstwa, niestety, zawsze będą. Mówiąc zatem o tych setkach miliardów PLN strat, miejmy świadomość, że jeśli uda się uszczelnić system, to i tak jakieś pieniądze będziemy tracić. 250 mld PLN strat w ubiegłych latach nie oznacza, że była jakaś realna możliwość, żeby wszystkie te pieniądze zostały w budżecie lub do niego trafiły. Ale nawet 25% tej sumy to gigantyczna kwota. A zatem determinacja rządu nie dziwi. Choć niesie też ze sobą zagrożenia. O nich następnym razem.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze