Pytanie o przebieg i konsekwencję napaści Rosji na Ukrainę to jedno z zasadniczych pytań o to, co wydarzy się w nadchodzącym roku. Na podstawie dotychczasowego przebiegu i tego wszystkiego, co wydarzyło się zarówno na froncie rosyjsko-ukraińskim, jak i w całym szeroko rozumianym otoczeniu rosyjskiej agresji, można zaryzykować twierdzenie, że Rosja tej wojny nie wygra. Dotychczas Putin nie osiągnął żadnego ze stawianych sobie celów. Mówimy o sytuacji od lutego 2022 roku, kiedy Putin podjął brzemienną w skutkach decyzję o najeździe na Ukrainę, wychodząc poza rejony zajęte w 2014 roku, czyli Krym i pewne obszary odwodu Ługańskiego i Donieckiego. I znowu ta narzucająca się analogia z Hitlerem. Niemające ochoty z nikim wojować Anglia i Francja nie tylko pogodziły się z zajęciem przez nazistów Austrii i rejonu Sudetów, ale całej Czechosłowacji, rozbioru tego państwa (haniebną rolę odegrały w tym „dziele” Polska i Węgry) oraz fragmentu Litwy (Kłajpeda). Trudno przewidzieć, jak potoczyłaby się historia świata, gdyby stojący na czele Niemiec szaleniec nie uderzył na Polskę (co już było przekroczeniem granicy tolerancji ze strony Zachodu) i Anglia oraz Francja wypowiedziały Rzeszy wojnę. Być może, gdyby Putin ograniczył się do zajęcia tylko tych obszarów Ukrainy, które zajął w 2014 roku, kosztem Ukrainy doszłoby do jakiegoś haniebnego kompromisu i de facto – chociaż nie de iure – Rosja poszerzyłaby swoje terytorium i osiągnęła cele wojenne.
Ale Putin, dokładnie jak niemiecki fuhrer, zamarzył o wielkim nowym imperium, sformułował nawet przy pomocy rosyjskich nacjonalistów doktrynę o odwiecznie rosyjskich ziemiach i ruskim mirze, oznaczającym mniej więcej granice Rosji w czasach Związku Sowieckiego. Niektórzy propagandziści bredzili o powrocie do „macierzy” wszystkich terytoriów, które kiedykolwiek do Rosji należały. Co musiałoby oznaczać kilka wojen atomowych, a co najmniej jedną z Ameryką o Alaskę. Skutek jest taki, jak pisze komentator „Gazety Wyborczej” Witold Gadomski: ” Takiego przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej nie spodziewali się zagraniczni eksperci wojskowi, a także najlepsze wywiady świata. Według rankingu portalu Global Firepower w 2022 roku rosyjskie siły zbrojne zajmowały drugą pozycję, po USA, a przed Chinami, Indiami, Japonią i Koreą Południową, zaś wojska ukraińskie miały 22., wyprzedzane przez armie takich krajów, jak Hiszpania, Indonezja czy Egipt. Polska armia w tym rankingu zajmuje miejsce 24. W żadnej kategorii armia ukraińska nawet nie zbliżyła się do rosyjskiej. Agresja rosyjska w lutym 2022 r. zakończyła się porażką pod Kijowem, Charkowem, Odessą. I dopiero wtedy przyszła pomoc z Zachodu.” („Jak przegrać wojnę, czyli armaty to nie wszystko”, „GW” z dn. 31. 12. 2022 r.). Bo prawdopodobnie Zachód podobnie jak reszta świata przypuszczał, że armia Putina po kilku dniach zainstaluje w Kijowie jakiś narodowo-patriotyczny lub ludowo-włościański rząd i poprosi o przyłączenie całej Ukrainy, albo istotnej jej części do rosyjskiej macierzy? Dokładnie według wypróbowanych przez Stalina schematów, jak w latach 1939‒1940 w Rumunii, Estonii, Litwie, Łotwie, Finlandii (tu poszło trochę gorzej), Polsce, a ostatnio w Chersoniu, Ługańsku i Doniecku.
Brak woli walki, masowe dezercje, korupcja, niskie morale były przyczynami klęsk w I wojnie i na początku II. Dopiero jak Hitler przez niewyobrażalną głupotę zaczął mordować rosyjskich „podludzi”, głodzić, zabijać i uśmiercać, dopuszczając się okrutnych zbrodni, aby zwolnić miejsce dla rasy panów, którzy mieli skolonizować należną Niemcom przestrzeń życiową, Armia Czerwona zaczęła się bronić. Wojna z Ukrainą ujawniła odwieczne plagi rosyjskich sił zbrojnych: fałszowanie raportów i statystyk, zapóźnienie technologiczne, przemoc w stosunku do żołnierzy, pogardę dla ludzkiego życia, ogromne straty. Szkolenie często okazywało się fikcją, a żołnierze byli zatrudniani przy pracy na rzecz oficerów, np. w budowie ich domów. Natomiast żołnierze ukraińscy od dawna są szkoleni na Zachodzie, są też zdecydowanie nowocześniej uzbrojeni. Jak w większości wojen w XX wieku, żołnierze rosyjscy mają znacznie słabszą motywację w tej wojnie. Jak pisze cytowany wyżej Gadomski: ” Rosja przegra wojnę, gdyż jej żołnierze mają słabą motywacje do walki, w większości nie są odpowiednio wyszkoleni, podobnie zresztą jak generałowie, którzy marzą o tym, aby na wojnie się wzbogacić i wynieść całą głowę”. Sytuacja bardzo przypomina II wojnę światową, tylko miejsce Hitlera zajmuje Putin, a alianci zachodni zbroją patriotycznie motywowanych, bitnych żołnierzy ukraińskich. Powtarzają się nawet niektóre kampanie i to ze zdumiewającym podobieństwem, jak terrorystyczne naloty na Londyn w 1940 roku, które nie złamały Brytyjczyków oraz ataki niemieckich rakiet V1 i V2 w 1944 roku, które wyczerpywały potencjał wojenny Rzeszy, nie przynosząc poważniejszych strat (jedna bardzo kosztowna pod każdym względem rakieta niemiecka zabijała 2‒3 osoby i częściowo niszczyła budynki mieszkalne). Klęska pod Chersoniem to w jakimś stopniu powtórka klęski pod Stalingradem. Hitler miał za sojuszników nieudolnego Mussoliniego i kilku nacjonalistycznych fuhrerków, zdolnych głównie do mordowania bezbronnych Żydów.
Putin ma odrażającego Łukaszenkę, który nie może się zdecydować na udział w ataku na Ukrainę, a także irańskich mułłów, którzy odnoszą zwycięstwa głównie nad irańskimi bezbronnymi kobietami, mającymi dość rządów religijnych fanatyków i oderwanych od rzeczywistości starców. Wojna Ukrainy i wspierających ją zachodnich demokracji z Putinem to nie jest tylko – a nawet nie przede wszystkim – konflikt terytorialny, lecz wojna z nacjonalizmem, fanatyzmem, zacofaniem i autorytaryzmem, reprezentowanymi przez reżim Putina i mniej lub bardziej sympatyzujące z nim nacjonalizmy na całym świecie. Tej wojny Rosja nie może wygrać i nie wygra, przewaga technologiczna, logistyczna, organizacyjna, a także psychologiczna i moralna po stronie zwolenników demokracji i wolności jest zbyt wielka. To co może uczynić Rosja, to zadać narodowi ukraińskiemu wiele cierpień, zabić wielu ludzi, uczynić bardzo wiele zła i podłości. To oczywiście sporo, i jak w przypadku każdej wojny mamy do czynienia z okrucieństwem i zbrodniami popełnianymi najczęściej na niewinnych ludziach, ale Ukraina i stojący za nią demokratyczny Zachód wyjdą z tej konfrontacji zwycięsko. Nie zmienią tego żadne drony ułańskich mułłów, ani rozklekotane, przestarzałe czołgi i oprawcy Putina oraz jego sługusy i pachołki.
Polska weszła już w rok wyborczy. Nie ulega wątpliwości, że dla pisowskiego reżimu stawką tych wyborów jest władza, czyli to co dla każdej dyktatury najważniejsze, właściwie jedynie ważne. Od pewnego czasu trwają niczym niemaskowane próby przygotowania pisowskiego zwycięstwa w wyborach, które oczywiście nie będą równe, biorąc pod uwagę gigantyczną przewagę reżimu w tzw. publicznych mediach. Oni już przestali udawać, że mają jakieś poczucie przyzwoitości. Niejaki p. Świrski, przewodniczący KRRiT, straszy niezależną TVN karą za opublikowanie reportażu przedstawiającego kłamstwa Macierewicza w jego „raporcie smoleńskim”. Niezależna od reżimu NIK (jaki ma sens ta instytucja podległa reżimowi?) chce kontroli Orlenu i wyjaśnień manewru p. Obajtka z cenami paliw, ale kontrolerzy mogą być szantażowani i straszeni prokuraturą, gdyby ośmielili się żądać wyjaśnień w powyższej sprawie. Trzeba dużej naiwności, aby oczekiwać, że osobą, która powstrzyma samowolę władz Orlenu i doprowadzi do swobody działań kontrolerów NIK będzie marszałek Witek? Otóż p. Witek nie dała się bliżej poznać jako obrończyni wolności, Konstytucji, demokracji i praworządności, i dlatego oczekiwanie, że nagle odważnie przeciwstawi się pisowskim dygnitarzom w obronie swobód obywatelskich jest oczekiwaniem na cud.
To będzie dalsze szkalowanie, opluwanie i zniesławianie przeciwników reżimu – a zwłaszcza najbardziej skutecznych: w pierwszym rzędzie Donalda Tuska – oraz lawina kłamstw mających przekonywać odbiorców reżimowych mediów, że żyjemy w kraju szczęśliwym, bogatym, wspaniale rządzonym przez geniuszy politycznych i rasowych mężów stanu, a wszelka krytyka pochodzi od wrogów Polski, agentów Niemiec, sojuszników Putina i zdrajców. Będą pojawiać się takie kwiatki, jak np. propozycja przywrócenia kary śmierci, która chodzi po głowie p. Morawieckiego, a także coraz wyraźniej pisowscy propagandyści będą odwoływać się do funduszy unijnych, usiłując zastawić kolejną pułapkę na demokratyczną opozycję i zmusić przynajmniej jej część do bezwarunkowego poparcia propozycji p. vel Sęka, Dudy czy kogoś w tym rodzaju (co byłoby niewyobrażalnym błędem). Ale zawsze w trudnej sytuacji można liczyć na pisowskie mózgi. Osiągnęli już ten poziom skłócenia, że nienawidzą się wzajemnie bardziej niż przeciwników. Oczywiście mafijne interesy i powiązania cementują tę grupę, ale nie można nie doceniać czynnika nienawiści, który w polityce często bywa decydujący. Ujawniają się ambicje p. Szydło, która nienawidzi Morawieckiego, coraz bardziej marzy też o byciu premierem wielka „dama” polskiej polityki, p. Witek, nie śpi intelektualista Błaszczak i paru pomniejszych wodzów. Im bardziej się kłócą, tym lepiej dla Polski. I tylko żeby opozycji nie przyszło do głowy im pomagać. To nie są polscy patrioci i ostatnią rzeczą, która ich interesuje, to losy naszej Ojczyzny.
I jeszcze na koniec drobna uwaga, mam prośbę do Czytelników moim tekstów. Bojkotujcie Orlen, to chyba nic nie kosztuje, tyle przynajmniej każdy może zrobić? Już dosyć utuczyli się na cenach benzyny i dosyć zarabiający dziesiątki tysięcy miesięcznie, opłacani przez Orlen, „specjaliści” wpłacili na potrzeby i kampanie partii rządzącej. Dość tego.



















