Zwożeni i mobilizowani zwolennicy, wśród nich kibole, a przede wszystkim działacze PiS, posłowie i senatorowie tej partii, pracownicy biur poselskich, wzywający i zachęcający przy pomocy patriotycznych haseł w dramatycznych apelach redaktorzy „Gazety Polskiej” i innych tego typu organów zdołali zgromadzić około 3 tysięcy uczestników.
Marsz był jednak porażką nie tylko organizacyjną, był przede wszystkim porażką polityczną. Hasła odzyskania niepodległości, wolności i demokracji, obalenia w Polsce dyktatury i komunizmu, uwolnienia więźniów politycznych i odbudowania kraju były tak absurdalne i anachroniczne, że musiały wywoływać zakłopotanie samych krzyczących. Transparenty z napisami „UE macht frei”, „Zbrodnia smoleńska”, „Konzentrationlager Europa”, „Wolne media w wolnym kraju”, „Bolszewicka polityka prześladować katolika”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Precz z komuną”, „Trzeba prawdy i wolności” i inne w tym rodzaju, całkowicie oderwane od rzeczywistości i absurdalne, stwarzały wrażenie, że organizatorzy żyją w jakiejś wymyślonej przez siebie rzeczywistości, która ma tylko minimalny związek z realiami współczesnej Polski i świata.
Te hasła, a także przemówienie Kaczyńskiego, pełne frazesów i wielkich słów przede wszystkim o wolności, odzyskaniu Polski i więźniach politycznych (a gdzież oni?) nie tylko śmieszyły, ale potwierdzały bezsilność i jałowość tych zaklęć. Ile razy można nazywać partię, która wygrała demokratyczne wybory, i rząd utworzony w wyniku tych wyborów rządem zdrajców i morderców? Do czego ma prowadzić porównanie Unii Europejskiej do nazistów, a instytucji europejskich do hitlerowskich obozów koncentracyjnych? I w końcu najcięższe, najpoważniejsze zarzuty: o zdradę, wysługiwanie się Rosji i Niemcom, kondominium, morderstwo, narodowe zaprzaństwo, wprowadzenie totalitarnej dyktatury…
Pisowski marsz zorganizowany akurat w rocznicę stanu wojennego był niezależnie od intencji organizatorów próbą zawłaszczenia tej rocznicy, był siłą rzeczy wymierzony w uczestników tamtej walki i konspiracji, w więzionych i internowanych, był nadużyciem i cyniczną próbą napisania na nowo historii z nowymi bohaterami w rolach głównych. Przecież to nie premier Donald Tusk wprowadzał stan wojenny i wrzaski pod jego kancelarią nie zmienią najnowszej historii. Fałszerzom nie uda się wykreślić z najnowszej historii Polski i świata walki z komunizmem i Lecha Wałęsy, a wstawić w to miejsce trzeciorzędnych opozycjonistów – bliźniaków. Historię próbowali fałszować i wykorzystywać do własnych podławych celów komuniści – jak dziś widzimy z mizernym skutkiem.
Ten dość groteskowy marsz i wypowiadane przy tej okazji zaklęcia o konieczności „odsunięcia od władzy” Donalda Tuska i „odzyskaniu Polski”, czyli dorwaniu się do władzy Jarosława Kaczyńskiego był przede wszystkim manifestacją bezsilności i irytacji z powodu kolejnych porażek, marnych sondaży i politycznej izolacji PiS‑u. Zapowiedź wniosku o wotum nieufności dla rządu to jedynie potwierdzenie tej bezsilności.
W systemie demokratycznym o poparciu społecznym i mandacie do sprawowania władzy decydują wyborcy w wolnych wyborach. Te niedawno się odbyły, a następne odbędą się zgodnie z konstytucją za trzy lata. Dla Kaczyńskiego Polska, w której on nie rządzi, nie jest Polską wolną i niepodległą, a ponieważ wybory PiS przegra, pozostaje scenariusz uliczny: burdy, awantury, kłamliwe hasła i nienawiść skierowane pod adresem demokratycznie wybranego prezydenta i rządu. Jest to scenariusz zły dla Polski, ale jeszcze gorszy dla jego autorów i wykonawców.
Marsze donikąd
REKLAMA
REKLAMA




















