Spadek na chińskiej giełdzie

0
Marek Zuber
REKLAMA

Największa bańka spekulacyjna, jaką znamy, pękła prawie siedem lat temu. Faktem jest, że do dzisiaj do końca nie otrząsnęliśmy się ze skutków załamania rynków finansowych i gospodarek, jakie nastąpiło w 2008 roku. Nawet jeśli wróciliśmy na ścieżkę wzrostu, to z konsekwencjami choćby w postaci dodrukowanych pieniędzy czy zwiększonych długów publicznych przyjdzie nam się jeszcze mierzyć przez dobre kilka lat. Nie oznacza to jednak, że na wielu rynkach po 2008 roku nie obserwowaliśmy sztucznego narastania wycen różnego rodzaju aktywów.
Z tą sytuacją mamy do czynienia na przykład na szwajcarskim czy brytyjskim rynku nieruchomości. W pierwszym przypadku jest to spowodowane postrzeganiem Szwajcarii jako kraju bezpiecznego. W drugim chodzi głównie o działalność inwestorów z Rosji, szukających możliwości bezpiecznego ujścia dla swoich, często opartych na glinianych nogach, niepewnych ze względów politycznych fortun. Tego typu bańki obserwowaliśmy także w Chinach, między innymi na chińskiej giełdzie.
Wiedzieliśmy o tym, pisaliśmy o tym, jasnym jest zatem, że kiedyś powietrze musiało ujść. No, teoretycznie nie musiało, możemy sobie bowiem wyobrazić taką sytuację, w której wzrost gospodarczy, a zatem także realne wyceny przedsiębiorstw, nadganiają te, z którymi mamy do czynienia na rynku. Czyli giełda jest w miejscu, a realne wyceny rok po roku dochodzą do zbyt wygórowanych pierwotnie rynkowych wartości firm. Tyle tylko, że to scenariusz mało prawdopodobny. Zazwyczaj dochodzi do pęknięcia balonu, wyceny spadają na łeb na szyję, najczęściej znacznie poniżej realnych wartości, bo działa psychologia, i dopiero potem następuje wzrost w okolice wycen wynikających z realnego stanu gospodarki i kondycji przedsiębiorstw.
Ale zapaść chińskiej giełdy nie doprowadziła i nie doprowadzi, moim zdaniem, do żadnej katastrofy. Jest to związane głównie z tym, że Chińczycy reglamentowali dostęp do swoich rynków, na giełdzie nie może być więcej niż 15% kapitału z zewnątrz. Poza tym z ryzyka tąpnięcia większość inwestorów zdawała sobie sprawę. Do tego dochodzi działalność państwa, które wykorzystując środki z odpowiedniego funduszu, skupuje akcje, ograniczając spadki. Chiny nie zainfekują zatem świata.
Jedyny problem, jaki może się pojawić, to ten wynikający z tzw. efektu bogactwa. Jeśli chińskie społeczeństwo straci na giełdzie, to będzie mniej chętne do konsumpcji. Zmniejszy się bowiem jego majątek właśnie na skutek spadków na rynku kapitałowym. Moim zdaniem jednak efekt ten będzie dość słaby. Z jednej strony w związku ze zmniejszeniem spadków na rynku przez państwo, z drugiej dlatego, że chińskie wynagrodzenia rosną dość wyraźnie i to powinno wystarczająco pobudzać konsumpcję. W dodatku Chińczycy nie są zbyt chętni do wydawania, są tu bardziej podobni do Japończyków niż do Amerykanów, stąd nie ograniczą istotnie i tak już ograniczonych środków na konsumpcję. Siedmioprocentowy wzrost gospodarki nie wydaje się zatem zagrożony, a takie są założenia na najbliższe lata.
Istotnego wpływu na świat zatem, jak sądzę, nie będzie. Nie zgadzam się na przykład z tezą, że ropa tanieje głównie na skutek spadku giełdy w Szanghaju. O wiele większy wpływ na to ma porozumienie z Iranem. Ale cóż, jeśli ktoś chce coś na siłę udowadniać, to będzie próbował na każdym polu.

 

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze