Oni, czyli nacjonaliści pisowcy, przestali rządzić na Śląsku. Władza PiS-u w tamtejszym samorządzie została obalona. Słynna zdrada p. Kałuży doprowadziła do przejęcia rządów w tym bogatym i gęsto zaludnionym regionie wbrew woli wyborców, bo PiS na Śląsku wyborów samorządowych nie wygrał. Teraz władza przeszła do obozu demokratycznego. Nie pomogły prośby, groźby, błagania i obietnice. Oni przegrali. To, co w wielu regionach (w przypadku posłów, jak p. Kołakowski czy lizusów od Gowina, którzy zdradzili przewodniczącego i poszli do PiS-u; żałosne osoby uciekające przed odpowiedzialnością, których nazwisk nie warto wymieniać – niech będą zapomniane) okazywało się zdumiewająco skuteczne, tym razem zawiodło. Dlatego w pełni zrozumiała jest bezsilna wściekłość pisowskiego kadrowego – czy „spółkowego” od spółek skarbu państwa – p. Sobolewskiego, który bredził o jakimś egoizmie, braku zasad i czegoś w tym rodzaju. Rozumiem, że zasady ma p. Sobolewski i jego zasługująca na uznanie małżonka, która jest rekordzistką pod względem liczby rad nadzorczych i tego typu stanowisk, jakie oczywiście dla dobra Polski pełniła. Nie przypominam sobie, aby pisowcy mówili o zasadach, gdy p. Kałuża (rozwalony w fotelu na sesji rady) głosował przeciwko ludziom, z których listy otrzymał mandat radnego i został – także dla dobra Polski i Śląska, nigdy dla siebie – wicemarszałkiem województwa.
To już na szczęście przeszłość. Dotychczasowy marszałek z PiS-u Jakub Chełstowski wraz z trójką radnych założył w sejmiku wojewódzkim Koło Ruchu Samorządowego „Tak dla Polski”, skupiające prezydentów, burmistrzów, wójtów i radnych, bliskie ideowo Koalicji Obywatelskiej. W ten sposób opozycja demokratyczna uzyskała większość w sejmiku, co oczywiście oznacza szereg zmian i generalnie jest upokarzającą klęską PiS-u. Decydujące znaczenie miało dążenie pisowców do przejęcia lotniska w Pyrzowicach poprzez włączenie go do Centralnego Portu Komunikacyjnego (poronionego pomysłu reżimu) oraz nieprawidłowości w Funduszu Górnośląskim i wrogość reżimu do Unii, co widocznie przekroczyło granice wytrzymałości śląskich samorządowców. Marszałek Jan Kawulok, nazywany „strażnikiem bezrefleksyjnej machiny PiS do głosowania”, został odwołany, machina „dobrej zmiany” przestała działać, nastąpiło też szereg zmian personalnych, przypieczętowujących obalenie pisowskiej władzy na Śląsku.
Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy nastąpi teraz efekt domina i obalanie pisowskiej władzy w kolejnych samorządach, a także większości rządowej. Oczywiście ludzka skłonność do bogacenia się i żerowanie „dobrej zmiany” na niskich instynktach strachu, chciwości i egoizmu będzie trwało, a nawet ulegnie w miarę uruchomienia procesów rozkładu dalszemu nasileniu. Ale z drugiej strony łatwość, z jaką doszło do „przewrotu” na Śląsku, może zachęcić innych samorządowców do porzucenia pisowskiego obozu. Do odzyskania przez demokratyczną Polskę najbogatszego regionu doszło w sposób zdumiewająco prosty, można mówić o stylu, w jakim obalono rządy Mussoliniego w 1943 roku. Zwykłe głosowanie w rządzie zakończyło 20 lat dyktatury, najdłuższy w Europie okres panowania faszystów i przejście Włoch z obozu Hitlera do obozu aliantów. Jak zawsze takie analogie są grubym uproszczeniem, ale pokusa uderzenia w autorytarny reżim oraz działanie na rzecz wolności i demokracji może być motywem branym pod uwagę przez samorządowców i nie tylko. Miny pisowskich wodzów, tak biegłych w kłamstwie, krętactwie, przekupywaniu stanowiskami i wycieraniu sobie gęby patriotycznymi i religijnymi frazesami, bezcenne. Dla miny p. Sobolewskiego warto zaryzykować.
Trzeba złożyć gratulacje p. Dudzie, który jak wiadomo ogłosił, że zawsze się uczy i trzeba być twardym, bo jak ktoś nie jest twardym, to nie nadaje się na stanowisko prezydenta. No i p. Duda był twardy. Odebrał telefon od rosyjskiego agenta lub trolla podszywającego się pod prezydenta Francji i przeprowadził z nim 7-minutową rozmowę. Było to w momencie, gdy wydawało się, że rosyjska rakieta spadła w Przewodowie. Pan Duda przez kilka minut uradowany, że prezydent Macron do niego zadzwonił, informował rzekomego prezydenta Francji o tym, co mówił do niego prezydent Biden i przedstawił swoje stanowisko w obliczu rosyjskiego zagrożenia. To o tej rozmowie najpewniej pisowskie media informowały z satysfakcją, że prezydent Duda rozmawiał z prezydentem Francji, co świadczy o tym, że jest ważnym politykiem a pisowska Polska jest istotnym graczem w koncercie mocarstw. Cała rozmowa z „prezydentem Macronem” (tak przy okazji – w koszmarnej, nawet nie w szkolnej a przedszkolnej angielszczyźnie) jest w internecie, a przez jakiś czas na stronie kancelarii prezydenta RP była informacja o rozmowie z „prezydentem Macronem”. Ta sprawa jest kolejną kompromitacją p. Dudy, ale jest też czymś więcej niż wstydem i żenadą tego pana. Przecież kancelaria p. Dudy kosztuje setki milionów złotych, a przypadek, że do w/w dodzwaniają się jacyś agenci lub psychopaci miał już miejsce 3 lata temu, gdy p. Duda rozmawiał z „Sekretarzem ONZ”. Jest to wielka kompromitacja pisowskiej Polski i kolejny przykład marnotrawienia pieniędzy podatników, które są wydawane na zatrudnianie wysoko opłacanych lizusów i pociotków, nieumiejących zadbać o elementarne zabezpieczenia funkcjonowania kancelarii prezydenta.
I gdy wydawało się, że limit głupoty został na dłuższy czas wyczerpany, mamy kolejny występ p. Błaszczaka, reżimowego intelektualisty i rasowego męża stanu (podobno kandydata na delfina), rywalizującego z Suskim, lecz bardziej małomównego, więc siłą rzeczy mniej rzucającego się w oczy. Niemcy zaproponowali Polsce w kontekście tragedii w Przewodowie system rakiet patriot do obrony przed atakiem Rosji. Okazało się, co trudno pojąć, że bez żadnych konsultacji z NATO a zwłaszcza stroną niemiecką, p. Błaszczak wypalił, że chciałby te rakiety przekazać stronie ukraińskiej. Na pierwszy rzut oka brzmi dobrze, ale to niezgodne z zasadami NATO, przede wszystkim takie rzeczy najpierw uzgadnia się z sojusznikami (takie są elementarne zasady działania sojuszu, jakim jest NATO), a potem dopiero informuje opinię publiczną. Błaszczak w każdym normalnym państwie przestałby natychmiast być ministrem obrony, ale pisowska Polska nie jest normalnym państwem, więc Błaszczak nadal będzie udawał ważnego ministra, wygłaszał te swoje banalne brednie i przypinał wstążeczki. Tyle tylko, że już może się pożegnać z delfinatem. Przekazanie wspomnianych rakiet państwu, które nie jest członkiem NATO, oznaczałoby również wysłanie tam natowskich żołnierzy, bo tylko oni umieją patrioty obsługiwać, a to byłoby bliskie lub tożsame z udziałem NATO w wojnie z Rosją. Ignorancja i bezmyślność (bo przecież nie celowe działanie na rzecz bezpośredniego udziału naszego kraju w wojnie) p. Błaszczaka jest mniej więcej taka sama jak p. Dudy rozmawiającego z „Macronem” o naszej polityce zagranicznej i obronnej. Poziom ludzi, którzy dorwali się do władzy w Polsce jest straszny. Może lepiej jak tylko kradną, robią mniej szkód?
I jeszcze w kontekście pisowskiej klęski na Śląsku i szerzej polityki reżimu: wzruszające uwagi z korespondencji, jaką prowadził p. Dworczyk, jeden z dygnitarzy „dobrej zmiany”. Maile z jego skrytki trafiły do internetu i pisowcy rozpaczliwie zaprzeczają ich prawdziwości, twierdząc, że to rosyjskie służby specjalne. Treść i forma jednak niezbicie świadczą o ich autentyczności. Jeszcze jeden przykład żałosnych kłamstw reżimu. Zupełnie jak ajatollahowie w Iranie, którzy nikogo nie zabili, do nikogo nie strzelają, nikogo nie prześladują, zdemoralizowane kobiety po prostu same się zabijają, torturują i zamykają w więzieniach. Podobieństwo religijnych fanatyków w Iranie i w pisowskiej Polsce jest uderzające, ale istnieje zasadnicza różnica – w Polsce religijni i nacjonalistyczni fanatycy nie mordują, lecz kłamią, błaznują i kradną – tylko. „Takiej tępoty, (to o ministrze Adamczyku – przyp. S.N.) połączonej z niekompetencją, bezinteresownym szkodnictwem lub zawiścią, zakłamaniem i zwykłym łajdactwem dawno nie widziałem. Jeżeli polityka ma wyglądać tak, że ludzie wyłącznie ze względu na małostkowość, dla własnej ambicji itp. narażają państwo na miliardowe straty i w taki sposób decydują o sprawach strategicznych z punktu widzenia kraju, to oznacza, że nie jesteśmy lepsi niż PO.” A o pani Witek: ” Ja wszystko rozumiem, każdy jest bardzo ważny, nie lubi załatwiać spraw na ostatnią chwilę.
Ale do cholery są jakieś granice egocentryzmu, nadęcia i poczucia własnej wielkości”. I jeszcze równie wzruszające rozważania na temat p. Ziobry: ” Jest cyniczny i gotów działać przeciwko nam. Ale w obecnym sejmie nie przyłączy się do opozycji, bo to przekreśliłoby go na zawsze w prawicowym elektoracie. Należy to wykorzystać (…) sami potrzebujemy teraz własnego, lepszego i mocniejszego Ziobry. Nowy minister sprawiedliwości powinien mówić (i działać) na początku jeszcze bardziej zdecydowanie, pokazując, że Zbigniew Ziobro nie zrobił w zasadzie przez pięć lat nic konkretnego, poza wzniecaniem konfliktu.” (Robert Walenciak, „Alfabet Dworczyka”, „Przegląd” z dn. 21.–27.11.2022 r.). Nie można tym opiniom odmówić pewnej trafności i wnikliwości. Przynajmniej niektórych pisowców – gdy są wolni od propagandowych nakazów – stać na dostrzeżenie otaczającej ich rzeczywistości.



















