Zaślepieni fanatycy to przede wszystkim pisowscy dygnitarze, politycy, reżimowi propagandyści, lizusy – oni ponoszą odpowiedzialność bezpośrednią i pośrednią za śmierć 33-letniej Doroty w szpitalu w Nowym Targu. Ale za tę kolejną śmierć odpowiedzialność ponoszą także „obrońcy życia”, biskupi, religijni fanatycy, wszyscy, dla których najważniejsze jest „życie poczęte”, a nie dzieci już narodzone, a zwłaszcza ich matki. Mam nadzieję, że w wolnej od religijnego i nacjonalistycznego fanatyzmu państwa część z nich odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci. Pani Dorota, gdy zaczęły odchodzić wody płodowe (21 maja), była z mężem na Podhalu i dlatego trafiła do szpitala w Nowym Targu. „Na miejscu lekarze stwierdzili u niej bezwodzie, kobietę zatrzymano w szpitalu. Pielęgniarki kazały jej leżeć z nogami powyżej głowy, bo twierdziły, że dzięki temu wody mogą napłynąć. Dorocie nie pozwolono wstawać do toalety, a czuwająca przy niej mama musiała pytać pielęgniarki, czy córka może choć na chwilę usiąść, aby zjeść posiłek. 22 maja Dorotę zaczęła boleć głowa, ból narastał przez kolejne godziny i dni, potem zaczął boleć ją brzuch, we wtorek podczas rozmowy telefonicznej z mężem zaczęła wymiotować… (…) w organizmie rozwijał się stan zapalny, nie wykonywano jej badania PCT (które umożliwia rozpoznanie sepsy), ani nie sprawdzono D-dimerów (ryzyko choroby sercowo-naczyniowej). Te badania wykonano dopiero z wtorku na środę, gdy stan Doroty był już bardzo ciężki. W środę 24 maja o godz. 5.30, jak wynika z dokumentacji medycznej, u Doroty stwierdzono obumarcie płodu. Po godz. 7 rano doszło do zatrzymania krążenia, wojewódzki konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa prof. Hubert Huraś zlecił natychmiastowy zabieg usunięcia macicy wraz z płodem. Ale na ratowanie Doroty było już za późno. O godz. 9.30 stwierdzono zgon 33-latki.” (Dominika Wantuch, „Mąż Doroty: ‘W szpitalu nie pozwolono nam dotykać brzucha, żeby nie wywołać skurczów’„ („Gazeta Wyborcza” z dn. 14.06.2023).
Ten wstrząsający opis wygląda jak opis tortur, znęcania się nad bezbronną i całkowicie niewinną kobietą, która przyszła do szpitala, aby urodzić dziecko. Mam nadzieję, że p. Przyłębska (tak swobodnie odczytała „wyrok” swojego tzw. TK) uzna, że prawo gwarantujące kobiecie aborcję przynajmniej w wypadku zagrożenia życia i zdrowia matki jest niezgodne z Konstytucją. Uruchomiony został mechanizm, który doprowadził do śmierci kilku kobiet, w tym pani Doroty. Podłymi kłamstwami są brednie pp. Niedzielskiego, Morawieckiego i innych pisowców, że kobiety w ciąży są w pisowskiej Polsce bezpieczne, że pisowskie państwo bardzo się o nie troszczy, a decyzja TK p. Przyłębskiej nie zmieniła tego stanu rzeczy. Może p. Przyłębska doczeka się jeszcze przyjemności, jaką reżim zafundował pani Dorocie, czyli leżenia z nogami w górze i pytania pielęgniarki, czy można iść do toalety? Nowa sytuacja polega na tym, że teraz lekarze boją się usunąć płód, nie mając pewności, czy jest martwy, a jak obumrze, to czasami jest już za późno. Przerwanie ciąży, gdy płód jeszcze żyje, może skutkować zarzutem, że lekarz „zabił” dziecko poczęte i będzie odpowiadał karnie. Praktyka jest taka, że zastraszeni, czasami zaślepieni propagandą pisowską lekarze wolą czekać na całkowite i niepodlegające wątpliwości obumarcie płodu, co jak w przypadku pani Doroty doprowadziło do jej śmierci. To jest nowa sytuacja, która prowadzi do śmierci kobiet, a pisowskie kłamstwa, że to propaganda, wirtualna rzeczywistość itp. to kolejny przejaw podłości tego koszmarnego reżimu.
Tę podłość mogliśmy obserwować w Sejmie, gdy odpowiedzialni za śmierć pani Doroty nie raczyli wstać, by uczcić jej cierpienie i śmierć. Wszelkie działania prokuratur mają wyłącznie charakter gry na czas, taktyki przeczekania. Rodziny ofiar niech nie mają złudzeń, że reżimowe prokuratury oskarżą winnych, one oskarżają przeciwników reżimu i są na jego usługach. Jak zawsze w tego rodzaju sytuacjach milczy polski Kościół, a przed kościołami były zbierane podpisy pod ustawami zakazującymi aborcji, zaostrzającymi kary, popierającymi pomysły „obrońców życia”. Milczą tak zwykle chętnie rozprawiający o moralności biskupi – przeczekać, tak samo jak PiS. Żadnych złudzeń, dopiero oderwanie pisowców od władzy zmieni sytuację polskich kobiet. I ta rozpromieniona, zachwycona sytuacją p. Witek, kandydatka na premiera lub prezydenta (na zmianę z p. Szydło), znakomity wybór?
Jest jeszcze istotna okoliczność dodatkowa. Szpital w Nowym Targu, w którym miały miejsca cierpienie, poniżanie i w końcu śmierć pani Doroty, nosi imię JPII. Dyrektor placówki zadeklarował, że tak jak w przypadku wszystkich szpitali noszących imię tego patrona, nie wykonuje się w nim aborcji (mordowania nienarodzonych), jest to warunek zgody kurii na noszenie imienia JPII. Obecny dyrektor szpitala Marek Wierzba jest radnym PiS-u (z grupy Ziobry), a w 2019 roku szpital otrzymał z rąk samego Dziwisza bezcenne relikwie św. JPII. Cóż przy tych doniosłych, wzruszających faktach oznacza życie p. Doroty Lalik i rozpacz jej rodziny? W radzie społecznej nowotarskiego szpitala zasiada ks. Jan Karlak, proboszcz sanktuarium św. JPII, który w czasie pandemii ogłosił ten kościół strefą wolną od Covid-19 dzięki zakupionej lampie, która miała oczyścić świątynię z bakterii i wirusów. Dzięki modlitwom przed relikwiami św. JPII jedna z kobiet zaszła w ciążę, mimo że lekarze nie dawali jej żadnych na to szans. W w/w radzie jest kilku księży i wielu mężczyzn, ale ani jednej kobiety, bo przecież łatwo ulegającym demoralizacji kobietom nie można ufać. Mam nadzieję, że tragiczny przypadek pani Doroty zakończy wreszcie w Polsce koszmarne dziwactwo o nazwie „klauzula sumienia”, która oznacza, że pewnych medycznych zabiegów lekarz może nie wykonywać. Ale dlaczego taka klauzula obejmuje tylko aborcję? Śmiało, do dzieła fanatycy, świadkowie Jehowy nie uznają transfuzji krwi, antyszczepionkowcy nie uznają szczepień, nie tak dawno w wielu sektach (może nadal tak jest) obowiązywała zasada, że jeśli ktoś chory to znaczy, że tak ma być. Właściwie cała medycyna to w jakimś sensie poprawianie przez człowieka bożego planu, skąd wiadomo, czy to nie grzeszne? Ojciec Romana Dmowskiego, gdy dowiedział się, że jego noga jest zgangrenowana i konieczna jest amputacja, powiedział, że przed Bogiem na jednej nodze stać nie będzie i umarł. Był przynajmniej konsekwentny. Tylko, dlaczego tak bardzo dbają o swoje zdrowie pisowscy dygnitarze, nie czekają w kolejkach, mają do dyspozycji kliniki, izolatki, wszystkie badania, najdroższe lekarstwa. Nie leżą z nogami do góry i nie słyszą strasznych słów, że najbliższy wolny termin jest za 11 miesięcy.
Oto dla „pokrzepienia serc” kilka mądrości bpa Deca: ”krowa też nie wybiera, jak ją byk zapładnia; całowanie przenosi DNA z mężczyzny na kobietę, przez co staje się ona bardziej męska; antykoncepcja to zbrodnia przeciwko Bogu; po twarzy kobiety można poznać, że przyjmuje ona środki antykoncepcyjne, bo cera jest ziemista i oczy bez blasku” (internet). Tylko pogratulować panu biskupowi kultury, taktu, głębokiej wiedzy teologicznej (ale także biologicznej) i oczywiście wyczucia politycznego polegającego na popieraniu pisowskiego reżimu. I jeszcze jedno (chociaż wydarzenia biegną w takim tempie, że trudno wybierać, które zasługują na szczególne komentowanie). Pisowscy dygnitarze po klęsce (to już przesądzone) propagandowych efektów lex Tusk będą starali się podpalić Polskę przy pomocy wzniecania nienawiści do uchodźców. Jest to recydywa kampanii z 2015 roku, podobne są też zbitki propagandowych kłamstw, straszenie, nieuctwo, pogarda dla zdrowego rozsądku, inteligencji, przyzwoitości, naszych relacji z Zachodem. Nie warto specjalnie się tym przejmować, tak jak komisja lex Tusk poległa przed narodzeniem głównie za sprawą bojkotu, tak należy bojkotować straszenie uchodźcami. Nie polemizować, nie głosować nad czymś, co ma służyć wyłącznie pisowcom. Gdyby do tego rodzaju „referendum” miało dojść, to nie brać w nim udziału. Niech sami sobie głosują nad swoimi bredniami.




















