Zostajemy – to główne hasło ostatniej wielkiej manifestacji przeciwników PiS-u w Warszawie i wielu innych miastach. Oznacza, że będziemy bronić obecności Polski w Unii Europejskiej, a jak twierdzą złośliwi – PiS może sobie z Unii występować i nikt nie ma zamiaru mu w tym przeszkadzać. Zamiast polexitu – pisexit. Istotne jest przede wszystkim to, że skala manifestacji każe się pisowcom bardzo poważnie zastanowić nad decyzją o wyprowadzeniu naszego kraju z Unii i moim zdaniem takiej decyzji nie podejmą. Raczej będą poprzez różnego rodzaju typowe dla nich krętactwa notorycznie obrzydzać nasze członkostwo, kłamiąc o łamaniu przez unijnych biurokratów i lewaków naszej suwerenności, odwoływać się do patriotyzmu, narodowej dumy i tego rodzaju haseł, które stanowią stały leksykon ich propagandy. Pisowcy najpewniej nie dostaną unijnych dotacji, co oznacza poważne problemy dla nękanej inflacją i drożyzną gospodarki. Będą oczywiście oskarżać Donalda Tuska o podwyżki cen prądu, gazu, paliwa, żywności, mieszkań itp., ale nie wydaje mi się, by przysporzyło im to popularności i zwolenników. Samymi kłamstwami i propagandą nie da się zaspokoić coraz bardziej spychanego do nędzy społeczeństwa. Unia nie ma w zwyczaju nikogo wyrzucać, a więc z pewnością nie wyrzuci pisowskiej Polski, tak jak nie wyrzuciła Wielkiej Brytanii. Będziemy mieli natomiast do czynienia z karami, których reżim nie będzie płacił, ale będą one odliczane od dopłat unijnych z ekonomicznymi i politycznymi konsekwencjami dla reżimu. Ostatnie demonstracje pokazały całemu światu, a zwłaszcza Europie, że mimo obrzydliwej nacjonalistycznej propagandy społeczeństwo polskie jest bardzo mocno przywiązane do naszego członkostwa w Unii, a pytaniem absolutnie podstawowym jest, na ile będzie gotowe bronić tego członkostwa na ulicach, jeśli wynik wyborów zostanie sfałszowany w stylu Łukaszenki. Bo nie ulega wątpliwości, że PiS żadnych wolnych wyborów już nie wygra, a trudno sobie wyobrazić, że odda władzę po wyborczej porażce, zwłaszcza w przypadku naszego członkostwa w Unii. Nie było jeszcze przypadku, aby jakiś kraj Unii sfałszował wybory, ale nie było też przypadku, aby Unia tolerowała despotyczne skorumpowane reżimy, jakie istnieją w Polsce i na Węgrzech.
Demonstracja ujawniła także skrajny cynizm i wyjątkową podłość dobrej zmiany, zagłuszanie bohaterskich uczestniczek Powstania Warszawskiego przez opłacanych przez reżim klakierów oraz porównanie ich przez jednego z udekorowanych przez p. Dudę dygnitarzy IPN i czołowego opluwacza Lecha Wałęsy p. Wyszkowskiego do hitlerowskiego zbrodniarza, to przykład hańby i zdziczenia. Siłą rzeczy bardzo już wiekowe uczestniczki Powstania: Wanda Traczyk-Stawska i Anna Przedpełska-Trzeciakowska zostały porównane przez Wyszkowskiego do Oskara Dirlewangera, kata i rzeźnika Woli, jednego z najokrutniejszych hitlerowskich zbirów, którego oddziały złożone częściowo z kryminalistów dopuszczały się niewyobrażalnych bestialstw w Generalnej Guberni, na froncie wschodnim, a przede wszystkim podczas Powstania na bezbronnych mieszkańcach Woli i innych dzielnic. Gwałty, rzezie, mordowanie kobiet i dzieci, jakich dopuszczały się ww. oddziały zaszokowały nawet dowódcę SS w Guberni, który nakazał im na pewien czas opuszczenie tego terenu. Założyciel oddziału partii Wolność w Wielkiej Brytanii był uprzejmy powiedzieć o Pani Traczyk-Stawskiej „przydałby się jej sznur” (wiadomość z internetu). Jeden z najbliższych współpracowników p. Macierewicza, p. Woyciechowski, współautor niesławnej „listy agentów”, określił manifestację w obronie przynależności Polski do Unii jako „wysyp zardzewiałej i geriatrycznej agentury PRL”. Tego rodzaju język i tego typu obelgi świadczą o tym, że w szerzeniu kłamstwa i nienawiści pisowska propaganda nie ma żadnych hamulców, a pisowscy bojówkarze nie mieliby żadnych wahań w znęcaniu się nad politycznymi przeciwnikami.
Warto także odnotować, że przywódca zagłuszaczy manifestacji, w tym nie tylko uczestniczek Powstania, ale także hymnu narodowego, niejaki Bąkiewicz, jest od niedawna częstym gościem „katolickiego głosu w twoim domu” i innych mediów imperium medialnego p. Rydzyka. Związek tego pana z nauczaniem miłości bliźniego i szerzej – z posłannictwem Pana Jezusa wydaje się wątpliwy. Nie spotkałem się z jakąkolwiek reakcją tak zatroskanych o moralność w życiu publicznym czcigodnych biskupów wobec promowania w/w osobnika w „katolickich mediach”. „Ta władza wydobywa i hoduje najgorsze cechy i uprzedzenia Polaków, ksenofobię, homofobię, antysemityzm, bigoterię, rasizm (eufemistycznie określany jako od egoizm, któremu nadają odrzucanie osób obcych kulturowo), któremu nadają parareligijną nazwę ‘ordo caritatis’, czyli porządku miłosierdzia. Ku zgrozie prawdziwych teologów ewangelia w pisowskiej interpretacji oznaczałaby nakaz dbania przede wszystkim o siebie i najbliższych parę osób. W tej wizji nie istnieje wspólnota, nie ma miejsca na bezinteresowność, praktyczną solidarność, ofiarność, współczucie, ma być – na dole wyidealizowana Rodzina, na górze idealny Naród reprezentowany przez jedną partię. Takim społeczeństwem chce rządzić PiS. I tylko takim może rządzić”. (Jerzy Baczyński, „Gdzie jest granica?”, „Polityka” z dn. 06.-10.10.2021 r.).



















