Sukces czy porażka?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Nasz kraj otrzyma w sumie prawie 106 mld euro, czyli według obecnego kursu euro około 440 mld złotych. Podaję kwotę w złotych, bo właśnie złotymi operowano najczęściej w polskich dyskusjach przed szczytem UE. Zdajemy sobie jednak sprawę, że kurs euro potrafi się zmieniać znacząco, dlatego za kilka miesięcy ta wartość może być inna. Z tej kwoty prawie 73 mld euro, czyli około 300 mld złotych to tzw. polityka spójności, reszta zaś to polityka rolna. Jest to olbrzymia kwota, większa niż w poprzednim budżecie, choć oczywiście pamiętać trzeba o tym, że doszło do zmiany wartości pieniądza w czasie. Choćby ze względu na inflację.
Oceny polityków są, i oczywiście spodziewaliśmy się tego, niejednolite. Koalicja mówi o olbrzymim sukcesie, szczególnie jeśli chodzi o politykę spójności, opozycja o porażce, przede wszystkim jeśli chodzi o środki na rolnictwo. Cały problem polega na tym, że jeśli ktoś mówi, że „załatwiłby” więcej, to i tak nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Nie mamy przecież możliwości sprawdzenia skuteczności negocjacji w wykonaniu na przykład opozycji. Myślę jednak, że nad pewnymi kwestiami możemy się w miarę obiektywnie pochylić.
Nigdy jeszcze sytuacja w UE nie była tak skomplikowana. Nie chodzi tu tylko o poważny kryzysy strefy euro. Na tyle poważny, że jeszcze rok temu proces rozpadu strefy, a może nawet w konsekwencji całej UE, wielu na poważnie brało pod uwagę. Chodzi także o problemy polityczne, faktem jest, że po części związane z problemami ekonomicznymi, których najlepszym przykładem jest dyskusja na temat wyjścia z UE Wielkiej Brytanii. Tak mocnej i mocno akcentowanej polaryzacji w kwestii budżetu jeszcze Unia nie przerabiała. Samo zatem to, że doszło do porozumienia, należy uznać za sukces.
Od sytuacji ekonomicznej w Europie nie można abstrahować. Stanowisko: niech się pali, a my mamy mieć to, co nam się należy, i nie obchodzą nas realia, jest po prostu bez sensu. A zatem cięcia musiały nastąpić i upieranie się przy abstrakcyjnych założeniach nie miało racji bytu. Czyli innymi słowy: nie było szans na to, żeby otrzymać tyle, ile wynikałoby z obliczeń analogicznych jak przed siedmiu laty. Bo sytuacja się zmieniła, a gospodarki najważniejszych krajów unijnych są w defensywie, a nie w rozkwicie. Przynajmniej na razie. Sztywne trzymanie się wyższych poziomów budżetu doprowadziłoby zapewne do braku kompromisu. To z kolei oznaczałoby brak budżetu, czyli unijne budżety roczne. Teoretycznie nie byłaby to żadna katastrofa. W praktyce jednak mogłoby dojść do wzmocnienia procesów destrukcyjnych w Unii. Coroczne przepychanki i brak przewidywalności tego, co nastąpi, z pewnością nie byłyby czynnikiem wzmacniającym jedność.
Oczywiście proces przyjmowania nowej perspektywy budżetowej się jeszcze nie zakończył. Teraz musi ją w takiej formie przyjąć parlament europejski, co nie jest wcale takie pewne. Czekamy zatem na rozstrzygnięcia. I trzymamy kciuki. Bo nawet jeśli jakimś cudem ktoś inny potrafiłby „załatwić” jeszcze kilka miliardów, co wydaje się mało prawdopodobne, to to, co dostaniemy, i tak jest olbrzymim zastrzykiem dynamizującym rozwój naszego kraju.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze