Wstępne dane mówią o tym, że wrześniowa inflacja osiągnęła poziom prawie 6%. I niestety wiele wskazuje na to, że to nie koniec wzrostów.
W ostatnich miesiącach już kilka razy zajmowałem się kwestią wzrostu cen. Ale trudno się tym nie zajmować, bo dawno, a dokładnie od dwudziestu lat, nie mieliśmy takiego problemu. 5,8% – tyle mniej więcej wyniósł wskaźnik CPI, potocznie inflacja, we wrześniu. Mniej więcej, bo to szybki odczyt, czyli dane wstępne. Ale z doświadczenia wiemy, że dane ostateczne, które poznamy za dwa tygodnie, nie będą się od wstępnych mocno różniły. Jeśli w ogóle. Mamy zatem kolejny wzrost i wszystko wskazuje na to, że to nie koniec. Szóstka z przodu w tym roku jest bardzo prawdopodobna.
Dlaczego ceny rosną? Szybki odczyt z września nam tego nie mówi, ale czynniki są oczywiście mniej więcej takie, jak miesiąc temu, a właściwie w ostatnich miesiącach. Część czynników podbija inflację od kwartałów. To ważna informacja, bo wciąż czytam, że większość albo prawie wszyscy są takim wzrostem cen zaskoczeni. Nie, nie wszyscy.
Właśnie dlatego, że cześć czynników obserwujemy od dłuższego czasu. I wiedzieliśmy, że będziemy obserwować także w kolejnych miesiącach czy kwartałach.
Narodowy Bank Polski ustami swego prezesa wciąż twierdzi, że inflacja do nas przyszła, że to efekt czynników zewnętrznych i że nic w związku z tym nie możemy zrobić. I nie chcemy, bo to przejściowe. Tak, rzeczywiście część tego wzrostu wynika z czynników zewnętrznych, takich jak wzrost cen ropy czy gazu. W tym ostatnim przypadku jest faktycznie zaskoczenie, biorąc pod uwagę prognozy sprzed roku. Cena błękitnego paliwa na giełdach wzrosła od połowy zeszłego roku trzykrotnie. To nie pomyłka: trzykrotnie.
Oczywiście część kontraktów to kontrakty długoterminowe, gdzie co oczywiste takiego wzrostu nie zaobserwujemy. Ale ceny z tych kontraktów też nie są sztywne, także się zmieniają. Kiedyś zmiany wynikały przede wszystkim ze zmian cen ropy naftowej, ale teraz już tak nie jest. Mniej więcej 80% umów powiązanych jest z bieżącymi cenami gazu, a gaz dramatycznie podrożał zarówno z powodu wzrostu popytu, jak i ograniczeń podaży. Wzrost popytu wynika choćby z tego, że większość krajów produkujących prąd z węgla powoli przechodzi na gaz. Poza tym początek roku naznaczony był mroźną zimą, czyli większym zużyciem. Z drugiej strony podaż ograniczają Rosjanie – między innymi, ale nie tylko – z powodu swojego niezadowolenia z prawnego traktowania Rurociągu Nord Stream 2.



















