Ustawa o elektromobilności, czyli walczymy ze smogiem

0
Marek Zuber
REKLAMA

Jednym z czynników przyspieszających prace nad tą ustawą jest kwestia smogu, który zatruwa nas od wielu lat. W ostatnim czasie jednak sprawa stała się szczególnie głośna. Bardzo słusznie zresztą.
Jestem krakowianinem. Pamiętam powroty z różnych szkolnych górskich wycieczek z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych i dowcip, który zawsze powtarzaliśmy w autobusie, wracając od strony południowej do miasta. Na Górze Borkowskiej, patrząc przed siebie, czyli na Kraków, zawsze ktoś z nas powtarzał: „wreszcie w domu, teraz przynajmniej widzimy, czym oddychamy”! Kraków należał do jednych z najbardziej skażonych miast już wtedy, z tym że za czasów tzw. komuny władza przezornie zbyt dużo na ten temat nie mówiła. Truła nas po cichu. Od czasu do czasu pojawiały się tylko artykuły na przykład na temat wzmożonej zachorowalności na różne bardzo poważne choroby na obszarze Skawiny, ale generalnie temat ekologii nie był, że tak to określę, specjalnie popularny.
Dzisiaj jest inaczej. Nie tylko dlatego, że rośnie świadomość Polaków, ale także dlatego, co zresztą jest z tym związane, że na temat zanieczyszczenia mówi się bardzo wiele. Szczególnie zaś na temat smogu. Mamy także dostęp do informacji. Mały przełom nastąpił tu w ciągu ostatnich dwóch lat, oto bowiem zaczęły powstawać w Polsce dziesiątki małych punktów pomiarowych, a wyniki ich odczytów możemy śledzić na żywo w Internecie. Wiemy zatem, gdzie jest jakie powietrze. Są takie rejony, jak choćby Kraków, gdzie liczba punktów pomiarowych jest tak duża, że możemy odczytywać, co się dzieje niemalże w okolicach naszego domu czy mieszkania.
Bardzo dokładnie śledzę to, o czym informują nas punkty pomiarowe. I można tu dojść do zaskakujących wniosków. Na przykład takich, że obecnie Kraków wcale nie jest najgorszy w Polsce. Znacznie gorzej wypada na przykład Rybnik czy… Żywiec. Tak, Żywiec, który uważamy za górski kurort. Smog, o czym wiemy, bo akurat na ten temat sporo mówiono, panuje także w Zakopanem. Ale chyba największym zaskoczeniem dla mnie jest to, że Warszawa, drugie miasto, w którym mieszkam, nie jest wcale lepsza od Krakowa. Równina, w przeciwieństwie do Krakowa, który jest w kotlinie, w dodatku często przewietrzana, tak nam zawsze mówiono, a jednak dobrze nie jest.
Kolejna ważna informacja to to, że zazwyczaj znacznie gorsze powietrze, szczególnie w nocy, obserwujemy poza centrami dużych miast. Dotyczy to także Krakowa. Obrzeża miasta, a szczególnie wioski podkrakowskie mają dużo gorsze powietrze od centrum. W tym roku mieliśmy kilka takich dni, a właściwie nocy, kiedy w tych miejscach normy były przekroczone więcej niż pięć razy. A w centrum dwa. Też fatalnie, ale jednak dużo lepiej. Okazuje się zatem, że w wielu przypadkach mieszkanie pod miastem, na przykład przy lasku, które dla wielu do dzisiaj jest synonimem czystego powietrza, to niestety ułuda.
No i jeszcze jedna kwestia. Z analizy odczytów punktów pomiarowych wynika, że zima jest zdecydowanie gorsza od lata. Niby oczywistość, ale ważna w kontekście tego, do czego zmierzam. Bo co z tego wszystkiego wynika?
Ano przede wszystkim to, że nie samochody są w Polsce głównym sprawcą smogu. Choć precyzyjnych badań na ten temat nie ma, co też jest dość osobliwe. Byłem mocno zaskoczony, kiedy pod koniec 2014 roku jeden z profesorów AGH zakwestionował bardzo wysoki udział pieców węglowych w zanieczyszczeniu powietrza. Ale danych żadnych nie przedstawił, przedstawił za to mający kosztować miliony złotych program analizy przyczyn złego stanu powietrza w Krakowie. Czyli: do końca nie wiemy, co nas truje. Nikt tego dokładnie nie analizuje. To znaczy, wiemy, co jest w powietrzu, ale z czego pochodzą trujące nas substancje, tu już precyzji nie ma.
Jeśli jednak wierzyć źródłom, które mamy, to proporcje są takie, że transport, czyli nie tylko samochody osobowe, ale także ciężarowe, autobusy itd., itp., odpowiada za około 10% smogu w Polsce. Kolejne 10% dokłada przemysł. Reszta zaś, czyli 80%, to niestety efekt działania tzw. niskiej emisji, ale z wyłączeniem transportu, czyli na przykład głównie różnego rodzaju pieców grzewczych zamontowanych w domach, kamienicach i blokach. I jakby na to nie patrzeć, dane ze wspomnianych przeze mnie punktów pomiarowych to potwierdzają. Najgorzej jest w zimie i pod miastami, a nie w centrach. A przecież to w centrach samochodów jest najwięcej. Nie są one zatem głównym źródłem smogu. Choć oczywiście swoją cegiełkę dokładają. Jasne jest, że to dane średnie dla całej Polski. Z pewnością w miejscach, gdzie samochodów jest więcej, czyli w dużych miastach, ich udział w zanieczyszczeniu będzie większy niż we wiosce leśnej, w której każdy pali węglem i jeszcze nie wiadomo czym.
Do ekologii, smogu, aut elektrycznych i ustawy o elektromobilności wrócę jeszcze w następnym felietonie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze