Załamanie, bo takiego słowa można chyba użyć, ściągalności podatków w Polsce, głównie podatku VAT, było faktem. Tydzień temu pisałem o pomyśle powstania komisji VAT‑owskiej, która być może odpowie na pytanie, dlaczego to się wydarzyło i czy ktoś tym kierował. Straty państwa, szczególnie z tytułu karuzel VAT‑owskich, są ogromne, idą w setki miliardów złotych. Jasne jest zatem, że trzeba było coś zrobić, żeby ten proceder powstrzymać, i doprowadzić do tego, żeby państwo otrzymywało to, co wynika z przepisów prawa. Nie tylko oczywiście w kontekście VAT‑u. Problem polega jednak na tym, że nic nie dzieje się bezboleśnie. A o kosztach związanych z nowymi rozwiązaniami mówi się, owszem, ale moim zdaniem niezbyt głośno.
Zaczęło się od odwróconego VAT‑u w budownictwie, i jak mawiają pomysłodawcy, nic się złego nie wydarzyło. No, nie do końca nic. Znam firmy, nawet całkiem sporo takich firm, dla których jest to jednak problem, ale faktem jest, że dramatu nie ma. Mamy jednak szczyt koniunktury w budownictwie, do tego dochodzą inwestycje finansowane ze środków unijnych, które w końcu ruszyły, w efekcie mamy „ssanie”, jakiego dawno nie obserwowano. A jak jest „ssanie”, to podwykonawcy mogą znacznie więcej – na przykład żądać zadatków. A to wyraźnie poprawia ich płynność zaburzoną odwróconym VAT‑em. Co będzie, gdy koniunktura się skończy?
Jednolity Plik Kontrolny to kolejny pomysł na wzrost ściągalności podatków. Tu trudno mówić o zaburzeniu płynności, ale o kosztach jak najbardziej. Trzeba przecież stworzyć więcej dokumentacji, a to musi kosztować. Dużo, niedużo – to kwestia względna. Znowu w sytuacji, kiedy w gospodarce dzieje się dobrze, większość firm sobie z tym bez problemu poradzi. Jeśli będzie jednak gorzej, z pewnością nie będzie to bez znaczenia, szczególnie dla najmniejszych.
No i najnowszy pomysł ministerstwa finansów, czyli split payment. Tak na marginesie: nie rozumiem, dlaczego nie możemy używać jakiegoś polskiego określenia na to rozwiązanie. Chodzi o to, że firmy będą musiały posiadać dwa rachunki zamiast jednego. Na pierwszy będą wpływały środki netto z wystawianych faktur, a na drugi podatek VAT, czyli – dodajmy czarno na białym – jedna czwarta tego, co otrzymamy jako zapłatę.
Już na tym etapie widzę masę problemów. Po pierwsze koszty. Czy naprawdę ktoś wierzy, że banki nie będą pobierały nic za prowadzenie drugiego rachunku? Oczywiście formalnie będzie on za darmo, bo być musi zgodnie z ustawą. Ale za chwilę albo od razu pojawią się jakieś dodatkowe płatności. Najprostsze rozwiązanie to wzrost opłaty za rachunek środków netto. Jak ktoś nie wierzy, niech zobaczy, co się stało w przypadku podatku bankowego, którego znaczna część została przerzucona na klientów. I było jasne od początku, że tak się stanie.
Drugi problem to techniczna kwestia realizowania płatności i pomyłki z tym związane, bo z pewnością do nich będzie dochodzić. Trzeci to oczywiście koszt. Wykonanie przelewu będzie trwało dłużej, bo dłużej trwać musi, nawet jeśli będziemy się posiłkowali jakimiś rozwiązaniami informatycznymi.
Ale największy problem leży gdzie indziej, mianowicie we wspomnianym już przez mnie w przypadku odwróconego VAT‑u pogorszeniu płynności. Otóż środki z rachunku VAT będą mogły służyć tylko płatności podatku VAT. Jeśli będziemy chcieli je użyć inaczej, musimy o to poprosić odpowiedni urząd skarbowy. A w polskich realiach oznacza to, że może zwiększyć zainteresowanie nami ze strony wymienionego urzędu. W ciągu ostatnich tygodni odbyłem kilka spotkań z przedsiębiorcami i wszyscy zwracali na to uwagę, czyli firmy będą bały się zapewne prosić o zgodę.
Oczywiście ministerstwo finansów, a za nim banki, szczególnie te państwowe, spieszą z informacją, że uruchomione zostaną specjalne produkty kredytowe na finansowanie ewentualnych problemów płynnościowych, czyli będzie można wziąć kredyt. Super. Tyle tylko, że po pierwsze to będzie kosztować, środki na rachunku VAT są nieoprocentowane, to jasne, a po drugie nie wierzmy w cuda – kredyt dostaną tylko ci, którzy mają zdolność kredytową, czyli nie wszyscy. Tak na marginesie: jak Państwo myślicie, czy zablokowanie środków na rachunku VAT będzie poprawiało zdolność kredytową firm? Pytanie retoryczne.
Oczywiście teraz pewnie jakichś dramatycznych problemów w skali całej gospodarki nie będzie – wiadomo, koniunktura. Ale co się stanie, gdy koniunktura się skończy? Drugi raz już o to pytam w tym felietonie. A że się kiedyś skończy, to pewne.
Na razie split payment jest dobrowolny, chociaż gremialne wejście w to rozwiązanie spółek Skarbu Państwa wywoła efekt kuli śniegowej. Od 1 stycznia 2019 będzie obowiązkowy. Warto o tym pamiętać. A wiecie Państwo, że nigdzie na świecie nie zastosowano tego rozwiązania tak powszechnie jak u nas? To chyba też o czymś świadczy….
Trzeba walczyć z oszustwami, to jasne. Ale trzeba też pamiętać o kosztach. Obawiam się, że ten drugi element jest w Polsce, póki co, niedoszacowany.




















