Wyraźne przyspieszenie gospodarki

0
Marek Zuber
REKLAMA

Dane podane przez GUS są wstępne. Oznacza to, że mogą się one ostatecznie zmienić i, jak uczy nas historia, dość mocno. Są one nieprecyzyjne, bo nie można, póki co, podać dokładnych wielkości za czwarty kwartał. Czyli mamy dane za cały rok i za poszczególne pierwsze trzy kwartały, ale nie mamy za czwarty.
Z tych wstępnych informacji wynika, że PKB wzrósł o 4,6%. To bardzo wyraźna poprawa, bowiem w 2016 roku odnotowaliśmy wzrost o 2,9%. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na pewien szczegół. W 2016 roku wzrost był gorszy od oczekiwań rządu. Szczególnie złe było drugie półrocze. W trzecim kwartale odnotowaliśmy wzrost o 2,6%, a w czwartym o 2,7%. To właśnie wtedy ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział, mniej więcej go cytując, że właściwie PKB nie ma większego znaczenia. Tak na marginesie: dzisiaj już zapewne ma, bo dynamika rośnie… Ale mnie chodzi o inny kontekst. Mamy bowiem relatywnie niską bazę drugiego półrocza zeszłego roku. Stąd także wyniki drugiego półrocza 2017 są relatywnie lepsze. Trzeba o tym pamiętać, biorąc pod uwagę także prognozy na 2018. Tym razem ten efekt będzie działał negatywnie.
Patrząc na dane, naszą gospodarkę ciągnie przede wszystkim konsumpcja. Cały popyt krajowy wzrósł o 4,7%, w tym spożycie gospodarstw domowych wzrosło o 4,8%. Czyli mówiąc wprost – kupujemy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że GUS szacuje wzrost nakładów brutto na środki trwałe, czyli inwestycji firm, na poziomie 5,4% w całym roku. A to oznacza, że w czwartym kwartale wreszcie sytuacja uległa dość mocnej poprawie. W poszczególnych kwartałach 2017 mieliśmy tu: spadek o 0,5%, wzrost o 0,9% i wzrost o 3,3%. Jeśli w całym roku mamy 5,4% wzrostu, to ostatni kwartał pokaże zapewne dwucyfrowy wynik.
Warto jeszcze dodać, że także eksport netto, czyli różnica między eksportem a importem była na plus, dodała coś do wzrostu PKB.
Co z tego wszystkiego wynika? Po pierwsze, co już zresztą napisałem, motorem wzrostu jest w dużej mierze konsumpcja. Ale trzeba to dobrze rozumieć. Skąd bowiem ta konsumpcja się bierze? Ano z tego, że więcej osób pracuje (nie chodzi tu tylko o spadek bezrobocia, ale przede wszystkim o tworzenie nowych miejsc pracy) oraz że mocno rosną wynagrodzenia. Mamy także, niewielki, ale jednak – pisałem o tym, pozytywny wpływ programu 500+. Stopy procentowe wciąż są rekordowo niskie, więc kredyty i pożyczki są rekordowo tanie. No i poprawia się postrzeganie rzeczywistości, a to zachęca do kupowania.
No dobrze, ale skąd te zmiany na rynku pracy? I tu jest podstawowa kwestia. Oczywiście dlatego, że mamy poprawę koniunktury na całym świecie, w szczególności także w Europie. Eksport netto dodaje się do PKB nieznacznie, ale to nie dlatego, że nie rośnie eksport, tylko dlatego, że rośnie również import. Nie mamy jeszcze danych dotyczących eksportu za cały rok, ale spodziewamy się poprawy wyraźnie powyżej 6%.
To jednak nie koniec. Jeśli eksporter więcej sprzedaje, to oczywiście zatrudnia, podnosi pensje, czyli nakręca się konsumpcja. Ale przecież na rzecz eksportera często pracuje wiele firm, które dostarczają różne części, półprodukty itp. We fiacie 500 jest 85% części wyprodukowanych w Polsce. To setki firm, którym także się poprawia, jeśli poprawia się sprzedaż fiata 500. A zatem wyraźny wzrost eksportu oznacza nowe miejsca pracy i podwyżki wynagrodzeń nie tylko u eksportera. I to jest mechanizm, który obserwujemy. To głównie dzięki niemu rośnie poziom konsumpcji.
Na koniec parę słów o inwestycjach. Po załamaniu w roku 2016 i stagnacji przez pierwsze trzy kwartały 2017 wreszcie coś drgnęło. Problem w tym, że to drgnięcie jest z niskiego poziomu, znowu kłania się efekt bazy. Poza tym po tylu miesiącach hamowania inwestycji firmy w końcu muszą coś zrobić, tym bardziej że ich moce produkcyjne są na wyczerpaniu. W najgorszym razie trzeba je odtwarzać. Ale o żadnym boomie nie ma tu mowy. Póki co przynajmniej. Nie mam jeszcze szczegółowych danych, ale może się okazać, biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży samochodów, że znaczna część owych inwestycji to właśnie samochody. I to niekoniecznie specjalistyczne. Nie do końca, delikatnie mówiąc, o takie inwestycje nam chodzi. Ale dobre i to.
GUS podał, że udział inwestycji w PKB w roku 2017 wyniósł 18% i to pomimo lepszego ostatniego kwartału. To oznacza, że jest jeszcze gorzej niż w roku 2016, gdzie mieliśmy 18,1%. Generalnie to wynik bardzo słaby. Dla porównania napiszę tylko, że w Korei Południowej w ostatnich latach przekraczał on 30%, a w Estonii, Czechach i na Słowacji 27%. W Polsce średnio także byliśmy powyżej 20%. A przyzwoity poziom to 23%‑24%. Bez tego trudno w tego typu krajach na dorobku o relatywnie szybki wzrost gospodarczy w średnim terminie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze