Kilka tygodni temu przedstawiciele rządu ogłosili projekt tzw. opłaty paliwowej i został on skierowany to Sejmu. Chodzi o dodatkowe 8 groszy dodawane do ceny litra paliwa, które mają posłużyć tworzeniu Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Nie wiem tak do końca, co będzie wspierał ów fundusz, bo jest to dość ogólnie określone, jako pomoc w realizacji Planu Rozwoju Elektromobilności. Dokładniej ma to być wsparcie rozwoju alternatywnych napędów. Czyli co? I w jaki sposób? Kilka minut analizy zmian w ustawie i szybko się okazuje, że na ów fundusz ma iść tylko 15% nowej opłaty, reszta ma zasilić Fundusz Ochrony Środowiska, który ma ją wykorzystać na walkę ze smogiem. Czyli, jakby na to nie patrzeć, cel jeszcze ogólniejszy. Ale nie o to mi chodzi. Tym razem chcę zwrócić uwagę na coś innego.
Rząd zaprezentował nam masę różnego rodzaju koncepcji i część z nich realizuje. Choćby program 500+, czy Mieszkanie+. Spora część z nich zawarta jest w tzw. planie Morawieckiego i mają, moim zdaniem przynajmniej, charakter rzuconych na chybcika mało realnych haseł, niż konkretnych wyzwań, które mają pomóc w rozwoju polskiej gospodarki. Jak choćby budowa polskiego samochodu elektrycznego. Cześć się kompletnie nie składa, jak choćby program Mieszkanie+. Od razu pisałem, że nie da się uzyskać zapowiadanych przez rząd czynszów, mówiono nawet o poziomie 17 złotych za metr kwadratowy, jeśli nie będzie dopłat. Sama działka wprowadzona za darmo do projektu nie wystarczy. Dzisiaj, po półtora roku, doszedł do tego i sam rząd, bo przecież taki pomysł się pojawił. Program 500+ finansujemy, ale, podkreślam to któryś raz, pomimo znacznego zwiększenia ściągalności podatków i ograniczenia przestępstw podatkowych – to ewidentnie jest sukces rządu, mamy 25 mld PLN dziury w budżecie w okresie super koniunktury. Tak czy inaczej, projekty prezentowane przez rząd wymagają, albo będą wymagały środków.
Rząd wykombinował sobie różnego rodzaju pseudo inżynierię finansową na czele z wykorzystywaniem spółek skarbu państwa do realizacji części projektów. I czy zarządy tych spółek widzą sens takiego działania czy też nie, muszą go wspierać. W końcu tak każe właściciel. Tak na marginesie: ciekawe, czy kiedyś w przyszłości komuś nie przyjdzie do głowy przeanalizowanie, czy aby nie jest to działanie na szkodę tychże spółek. Ale to zupełnie inny temat.
Tak więc sam budżet, efekty walki z nadużyciami podatkowymi, wreszcie środki spółek skarbu państwa wszystko to jest za mało, żeby realizować zapowiadane projekty. Gdzie zatem szukać pieniędzy? No, to akurat jest proste. Po prostu w naszych kieszeniach. Trzeba tylko tak to robić, żeby społeczeństwu wydawało się, że podwyżki, czy też nowe podatki albo para podatki odczuwa jak najmniej. Albo najlepiej wcale nie odczuwa. No i dokładnie ten mechanizm działa w przypadku opłaty paliwowej. Ceny paliw się zmieniają często, wpływa na to przede wszystkim cena ropy na rynkach światowych i kurs złotego w stosunku do dolara. Jeśli zatem będziemy mieli podwyżkę, to tak do końca możemy nie wiedzieć, dlaczego do niej doszło. Mało tego: jeśli cena na przykład ropy będzie spadać, a opłata paliwowa wejdzie właśnie wtedy, to ceny paliw spadną, czyli przeciętny Kowalski teoretycznie opłaty nie zauważy. Teoretycznie, bo przecież gdyby nie ona, ceny paliw spadłyby bardziej. Ale tak czy inaczej, paliwo kosztuje zdecydowanie mniej, niż w okresie szczytu cen, kiedy dobijaliśmy do 6 złotych za 95-oktanową. Czyli społeczeństwo owe 8 groszy powinno przełknąć spokojnie. Tym bardziej, że rewolucja łupkowa zrobiła swoje i powrót do 6 złotych za litr jest mało prawdopodobny. Chyba, że gdzieś dojdzie do wojny – ale to już absolutnie nadzwyczajna sytuacja.
Tak na marginesie: przy okazji zapowiedzi opłaty paliwowej mogliśmy wysłuchać kuriozalnej wypowiedzi przedstawiciela Lotosu, który stwierdził, że nie będzie ona miał wpływu na cenę na stacjach. Hmmm…
Co z tego wszystkiego wynika? Ano to, o czym pisałem już półtora roku temu. Rządzący nie będą w stanie finansować swoich kosztownych pomysłów tylko z tego, co im się dzisiaj w budżecie pojawia. A zwiększać ściągalności podatków w nieskończoność się nie da. Jeśli zatem te różne pomysły dalej będą aktualne, oznacza to nowe obciążenia albo dla nas wszystkich, albo dla części z nas, bo i tak może być.
A może warto zrobić kolejną „ściepę” na państwowe pomysły w stylu Centralnego Portu Lotniczego? Może i warto. Miejmy w każdym razie świadomość, że tak to się skończy.
Jestem oczywiście za walką ze smogiem. I za tym, żebyśmy jakoś uczestniczyli w rozwoju samochodów z alternatywnymi źródłami napędu, ale niech rząd wyraźnie powie, że chce to robić sięgając głębiej do naszych kieszeni.




















