Afera podsłuchowa (Pegasusa) jest największą tego typu polityczno-kryminalną aferą po 1989 roku. Służby specjalne reżimu podsłuchiwały nielubianego polityka, mecenasa i niezależną prokurator. Jest oczywiste, że podsłuchiwały także wiele innych osób a jakaś ich część zostanie najpewniej ujawniona. Za podsłuchy odpowiadają przede wszystkim premier Morawiecki jako sprawujący nadzór nad służbami specjalnymi oraz szefowie CBA (Kamiński, Wąsik – specjalista od podsłuchiwania) i Ziobro, oczywiście także czołowi politycy PiS-u.
Wykrętne, głupie i wzajemnie sprzeczne są wyjaśnienia pisowców, którzy mówią z jednej strony, że nie ma co obawiać się podsłuchów ktoś, kto nie ma nic na sumieniu (czym w jakimś sensie przyznają się do ich zakładania), z drugiej tłumaczą, że podsłuchy zakładano zgodnie z prawem, za zgodą sądu i tylko podejrzanym o przestępstwo, wreszcie, że jest tyle służb na świecie, że przecież nie wiadomo, czy za podsłuchami stoją w tym przypadku polskie służby. To ostatnie wyjaśnienie jest najbardziej idiotyczne, zakłada bowiem, że służby – jak trafnie zauważył mec. Giertych – Mongolii lub Egiptu były zainteresowane w podsłuchiwaniu, co w kampanii wyborczej ma do powiedzenia poseł Brejza. Żałosne i obrzydliwe są też próby odwrócenia uwagi opinii publicznej poprzez stawianie zarzutów Władysławowi Frasyniukowi lub marszałkowi senatu Tomaszowi Grodzkiemu. Podłe to i przede wszystkim całkowicie nieskuteczne. Wygląda na to, że tym razem społeczeństwo nie da się oszukać i PiS zapłaci wysoką cenę politycznego poparcia, a być może dekompozycją całego obozu tzw. zjednoczonej prawicy. Odchodzenie funkcjonariuszy z CBA byłoby kolejnym wyraźnym sygnałem, że coś w pisowskim obozie pęka i nadchodzi refleksja, że przecież za demolowanie Polski, niszczenie wolności, bezmiar korupcji, ludzkiej krzywdy, podłości i kłamstwa trzeba będzie zapłacić.
Tak pisze red. naczelny Przeglądu: „Haniebnie nieudolna wojna rządu z pandemią pustoszy nasze psychiki. Pogłębia i tak już ogromną nieufność między Polakami. Jesteśmy w diabelskim rozkroku między dominującym strachem a bezmyślną brawurą. U większości covid wzmaga lęk o własne życie i zdrowie. Ale ta większość i jej prawo do bezpiecznego życia bardzo słabo interesuje rządzących. Parszywa relacja władzy z antyszczepionkowcami jest faktem. I czas ją nazwać bez owijania w bawełnę. PiS i związane z nimi partyjki i prezydent Duda to antyszczepionkowcy. Decyzje, które podejmują, nie zostawiają złudzeń. Reszta, czyli to co pokrętnie mówią, to pic. To oni odpowiadają za to, że zmarło tylu ludzi, że jesteśmy w światowej czołówce zgonów na covid, że do tej tragicznej listy trzeba dopisać tych, którzy nie przeżyli, bo nie było dla nich miejsc w szpitalach, bo służba zdrowia jest fatalnie zorganizowana.” („Nie jesteście sami”, Przegląd z dn. 20-26.12.2021r.). Za ten skandal odpowiada przede wszystkim p. Niedzielski, udający ministra zdrowia, który podobno jest za szczepieniami, tylko boi się Nowogrodzkiej. Ale to kompromituje go jeszcze bardziej, minister, który godzi się na masowe umieranie ludzi i nie robi dokładnie nic – nie licząc gestów pozornych i maskujących – jest przestępcą. Powinien ogłosić obowiązkowe szczepienia, minimum w pewnych grupach ludności, i jeśli premier to rozporządzenie anuluje, podać się do dymisji. Tymczasem mamy jakieś dziwaczne igraszki z zamykaniem i otwieraniem szkół, w najmniejszym stopniu niezwiązane ze szczepieniami i obojętne dla antyszczepionkowców.
Reżim może więc odpowiadać na zarzuty, że nic nie robi, bo przecież zamyka i otwiera szkoły. Obrzydliwa gra pozorów, której cenę płacą dzieci, młodzież i rodzice. Drewniany, namaszczony jakimś dostojeństwem głos p. Niedzielskiego w połączeniu z tysiącami umierających jest jednym z najbardziej haniebnych rozdziałów dobrej zmiany. Oburzamy się na „zbrodnie” stanu wojennego. W stanie wojennym licząc wszystkie – najluźniej nawet – przypadki śmierci ludzi związane z jego wprowadzeniem i trwaniem, straciło życie maksimum 100 osób. W efekcie flirtu pisowców z antyszczepionkowcami i bezczynności p. Niedzielskiego straciły życie tysiące osób.
I jeszcze skala degeneracji jaką osiągnęła Solidarność, kiedyś chluba Polski, nadzieja świata, wielki, 10-milionowy Związek i jednocześnie ruch społeczny, który zmienił historię Polski i Europy, dziś żałosny prorządowy związek, pełniący taką mniej więcej rolę, jak reżimowe związki służące dyktatorom. „W spółkach, które nadzoruje wicepremier Sasin, solidarnościowcy mogą wszystko. Prezesi zarządów jedzą z ręki bonzom z zakładowych organizacji S. a jak nie chcą słuchać ich żądań, to won. Robert Choma, prezes, i Piotr Skrzyński, wiceprezes PGE Obrót. Wystarczyła pikieta związkowców przed biurem zarządu w Rzeszowie i zarząd wyleciał na zieloną trawkę. Podobnie Barbara Piontek, która prezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej była od marca do lipca, i prezes Tauronu Paweł Strączyński, któremu Solidarność dała porządzić cztery miesiące. Misie od Dudy (Piotra) bywają więc antyrządowi. Choć bez przesady. Wystarczy im sypnąć kasą. Obywatelu, twoją kasą.” (Przegląd z dn. 20-26.12.2021 r.).



















