Zbrodnia stanu

0
Rafał A. Ziemkiewicz
REKLAMA

Co przy takich nastrojach najbardziej musi dziwić, to że osób podpisujących się pod stwierdzeniem, że Polska zdecydowanie nie powinna przyjmować wspólnej waluty, znalazło się tylko 43 proc. − a dalszych 33 proc. jest przeciwko takiej decyzji „na razie”. Wynika z tego, że mamy sporą grupę ludzi, około miliona do dwóch, która uważa, że rezygnacja z własnej waluty zaszkodzi i Polsce, i nawet im samym, a mimo wszystko nie są jej przeciwni.
Zdaje się, że to ta grupa, która uwierzyła w „dziejową konieczność”. Dziejowa konieczność jest taka, że musimy wejść do Europy i rozpuścić się w niej, zrównać w prawach konkubinaty z małżeństwami i zacząć wyrzucać z pracy za noszenie na szyi medalika lub krzyżyka − bo taka jest dialektyka dziejów. Skoro europejska centrala coś zarządzi, to „im widnieje” − zarządziła euro, to trzeba je przyjąć nawet ze świadomością, że w ten sposób zostaniemy obrabowani na rzecz bogatszych unijnych partnerów. Oto najtwardszy elektorat obecnej władzy.
Ciekawe, czy jest w stanie przebić się do świadomości tego żelaznego − czy może raczej „betonowego” − elektoratu świadomość, która coraz bardziej dociera do masy prostych Polaków, że twórcy projektu europejskiego nie są wcale mądrzejsi niż twórcy projektu sowieckiego. Że zapewnienia pana Draghiego i pani Merkel, iż Unia oraz wspólna waluta wiodą ku świetlanej przyszłości, nie są wcale warte więcej niż analogiczne zapewnienia Breżniewa i Susłowa co do komunizmu.
Projekt strefy euro był w istocie projektem ideologicznym, a nie ekonomicznym. Aby go przeforsować, obłożono w Unii anatemą i wyrugowano z dyskursu publicznego cały dział ekonomii zwany „teorią jednolitego obszaru walutowego” − zupełnie tak samo jak w stalinowskiej Rosji zrobiono z cybernetyką. Co zabawne, akurat w roku, kiedy wspólną walutę wprowadzono, pionier tej teorii odebrał ekonomiczną nagrodę Nobla. Ale z uczelni europejskich jego prace wyrugowano, bo jasno z nich wynikało, że za 10 lat stanie się to, co się faktycznie zaczęło: kraje południa, wykorzystujące wspólne stopy procentowe do rozrzutnego życia, albo pociągną za sobą całą Europę w przepaść, albo dostaną się pod kolonialną władzę silniejszych gospodarczo dysponentów waluty, czyli, konkretnie, Niemiec.
Jak w związku sowieckim naukowcom zamknięto usta, zadekretowano jedyną słuszność i teraz są efekty − nic na to nie poradzimy. Ale jednego ZSSR już nam wystarczy. W tej sytuacji pchać nadal Polskę do strefy euro byłoby ze strony rządu Tuska, mówię to z całą odpowiedzialnością, zbrodnią stanu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze