Płynnie przechodzi kolejne etapy piątej edycji popularnego telewizyjnego show muzycznego. Dzięki brawurowej interpretacji utworu „Beatlemania story” z drużyny Maryli Rodowicz awansowała do półfinału. Śpiew w życiu mieszkanki Czchowa jest obecny odkąd sięga pamięcią. Jakie są muzyczne korzenie Lucyny Mazur? Czy mieszkańcy regionu mogą się spodziewać jej koncertów?
Na początku było radio. Pełniło rolę muzycznego pedagoga. Ponieważ przed laty nie było innego sprzętu do odsłuchu muzyki, właśnie odbiorniki lampowe były okienkiem na świat. Uczestniczka muzycznego show urodziła się w Jadownikach, a wychowywała na ulicy Ogrodowej w Brzesku.
– Mieliśmy w domu dwa programy radiowe i słuchało się ich na okrągło. Chłonęłam kolejne piosenki. I starałam się je śpiewać. Była Kasia Sobczyk, wiele utworów Niemena, Czerwone Gitary. Już z liceum pamiętam „Jadą wozy kolorowe” Maryli Rodowicz. Była też Jarocka, no i Urszula Sipińska – relacjonuje uczestniczka Voice senior.
Jako licealistka śpiewała na akademiach, choć głównie pieśni patriotyczne. Z repertuarem z radia występowała na imprezach okolicznościowych, np. w kinie Bałtyk czy w Browarze Okocim. Nieco później pewności siebie dodał jej prezent od mamy, dwunastostrunowa gitara, oczywiście na wzór Maryli. – To była Regna i kiedy nauczyłam się na niej grać chyba nie było w Brzesku miejsca, gdzie bym nie śpiewała. Choć pamięta z tamtego okresu brzeskich gitarzystów, późniejszych muzyków Pod Budą, jak Jan Hnatowicz czy Andrzej Żurek, ich muzyczne drogi nigdy się nie przecięły. – To była wyższa półka. Jak ja, dziewczyna z gitarą, mogłam się z nimi porównywać – wspomina.
Życie w muzycznej bajce
Po tym jak poznała męża muzyka, śpiewaniem zajęła się zawodowo. Wspólnie stworzyli zespół, z którym muzykowali na wielu imprezach. Ich dom w Czchowie często rozbrzmiewał w rytm popularnych melodii. Prócz męża Edwarda grał także jego tata, podobnie jak brat teścia, nieżyjący już krakowski muzyk jazzowy, Jacek Mazur. Choć pani Lucyna z mężem wychowała pięcioro dzieci, tylko najmłodszy Jacek odziedziczył po rodzicach zamiłowanie do muzyki. Ponieważ przy zaproszeniach na koncerty był nawet mylony ze stryjem, aby się odróżnić dodał sobie do imienia literkę J.
Muzyczną bajkę brutalnie przerwała przedwczesna śmierć męża. W życiu pani Lucyny rozpoczął się trudny okres, w którym musiała zadbać finansowo o rodzinę. Przez wiele lat podróżowała między Polską i Austrią, gdzie śpiewała na dancingach, by zarobić na chleb. – To raczej nie było twórcze. Choć cieszę się, że miałam taką możliwość. Ale wokalistka spełnia się wtedy, kiedy ludzie jej słuchają. A tam, wiadomo, było to trochę do tańca, trochę do zabawy. Ciężka praca – ocenia.
Przed pięcioma laty wróciła do Czchowa, gdzie cieszy się spokojnym życiem emerytki. Pisze wiersze i nagrywa piosenki, które publikuje w mediach społecznościowych.
Talent zjednał sympatię
To, że zaczęła spełniać marzenia o śpiewaniu dla szerszej publiczności, jest zasługą syna Jacka. Nie dość, że namówił mamę na udział w programie, to jeszcze pomógł jej w pokonaniu procedur rekrutacyjnych. Był to strzał w dziesiątkę, bo już pierwszy występ mieszkanki Czchowa zaskoczył. Głęboki, ekspresyjny wokal poruszył serca jury i wielu widzów, a sceniczna obecność emanowała pozytywną energią. Każdy kolejny występ stawał się wydarzeniem. Lucyna Mazur prezentowała różnorodność umiejętności wokalnych w interpretacji evergrennów polskiej piosenki. Stała się ulubienicą części publiczności, która śledziła jej występy. Fani wyrażali też swoje opinie w komentarzach, jakie zasypały uczestniczkę show. Ona sama nie przypuszczała, że dojdzie w programie tak daleko.
– Po tym, jak syn wysłał zgłoszenie, zapomniałam o sprawie. Nie brałam pod uwagę, że ja, kobieta z Czchowa, będę mogła stanąć na scenie ulubionego programu – przekonuje. – Myślę, że spełnił on chyba wszystkie moje oczekiwania. Bo mogłam zaśpiewać „Radość najpiękniejszych lat” Anny Jantar, a to piosenka, z którą się utożsamiałam. W jakimś stopniu opowiadająca też moją historię. No a później Beatlemania – kompozycja, która przez wiele lat mi towarzyszyła – dodaje.
Nagrania i koncerty
Jednym z największych fanów rozśpiewanej mieszkanki Ziemi Brzeskiej jest, co zrozumiałe, syn. Jacek sam piszę muzykę, ostatnio przede wszystkim filmową, choć ma w życiorysie także metalowe wspomnienia. Teraz ma nadzieję, że pomoże mamie w promocji jej śpiewu.
– Ona po prostu ma talent, ten jej kop w głosie jest niesamowity. Najciekawsze, że chyba wciąż sama nie wie, jaka jest w tym dobra. To chodząca skromność i nawet pracujemy wspólnie nad większym poczuciem własnej wartości, a pomagają w tym docierające zewsząd informacje od słuchaczy. Sam gram na wielu instrumentach, jednak nie umiem śpiewać. Mam dla mamy wielki szacunek, wiedząc jak kocha śpiew i z jaką uwagą podchodzi do wyboru repertuaru. Czasami coveruje znanych wykonawców zagranicznych, pisząc teksty do ich muzyki – mówi Jacek Mazur.
– Muszę rozumieć dokładnie tekst, inaczej nie potrafię. Dlatego – jak jest melodia, która mi się podoba – to słowa dopiszę i śpiewam po polsku. Odbiorcom też wtedy łatwiej zrozumieć, o czym śpiewam – uzupełnia mama. Syn dodaje, że ma niewielkie, mobilne studio nagraniowe, bo cieszy go nie tylko komponowanie, ale też nagrywanie i produkcja muzyki. – Wziąłem od mamy kilka wierszy. Nie wiem, czy to od razu będzie coś tak wielkiego, jak album, ale na pewno coś wspólnie zrobimy – zapowiada.
Czy Lucynę Mazur można będzie usłyszeć podczas koncertów w regionie? – Marzę o tym. Jak osiadłam tu przed kilku laty, to siedzę trochę jak myszka. Choć może byłoby łatwiej koncertowo, gdyby był akompaniament na żywo. Nawet jakiś klawiszowiec. Jestem otwarta na propozycje współpracy – deklaruje.
Odzew odbiorców show pokazuje, że historia Lucyny Mazur jest istota dla jej bohaterki, ale też dla widzów programu. Mieszkanka Czchowa udowadnia, że pasja i talent nie znają wieku. Jej odwaga pokazuje, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń. Uczestniczka show stała się inspiracją dla wielu osób, które uwierzyły, że nawet w dojrzałym wieku można osiągnąć ambitne cele.
























