Od ponad roku sieć zalewają teorie spiskowe, głoszące, że np. Bill Gates, twórca Microsoft, zaplanował i rozpoczął pandemię. Czy tego typu rewelacje są groźne?
Ludzie od zarania dziejów lubią wierzyć w teorie spiskowe. Od początku świata przewinęło się ich mnóstwo, np. przypomnijmy sobie, ilu było w historii fałszywych Dymitrów Samozwańców, którzy podawali się za ostatniego cara Rosji. Taka teoria spiskowa była nawet pretekstem do polskiego najazdu na Moskwę, zresztą jedynego udanego w historii, bo Polacy na dwa lata opanowali Kreml. A potem pojawił się kolejny fałszywy Dymitr Samozwaniec, a po nim jeszcze jeden… Wtedy jednak nie było Internetu, więc teorie spiskowe nie rozprzestrzeniały się z szybkością, jaką osiąga pożar buszu w Australii w miesiącach letnich.
Dlaczego – według Pana – tak wiele osób, pomimo niepodważalnych dowodów, wciąż nie wierzy w istnienie koronawirusa?
Ja bym nie wrzucał do jednego worka wszystkich, którzy nie wierzą w koronawirusa. Niektórzy w tej swojej niewierze wykazują się nawet dobrą wolą. Najgorsi są ci, którzy świadomie rozprzestrzeniają takie informacje. Naiwność jest jednak cechą przyrodzoną naszemu gatunkowi. Mówi się, że przykład płynie z góry, ale proszę pamiętać, że latem ubiegłego roku premier Mateusz Morawiecki mówił, że pandemii już nie ma i nie należy się jej bać. Z kolei prezydent powiedział, że nie szczepi się na grypę. Pamiętajmy też, że tak naprawdę nigdy nie przerobiliśmy w Polsce Oświecenia będąc wówczas pod zaborami. W dobie Oświecenia częściej mówiliśmy, że jesteśmy Chrystusem Narodów, niż sięgaliśmy po dzieła Woltera czy Rousseau. Zatem potrzebna jest nam edukacja, edukacja i raz jeszcze edukacja. Dowodem na to, że ma ona znaczenie są miejsca, gdzie ludzie się szczepią. Największe zainteresowanie szczepieniami jest w wielkich miastach, a najmniejsze na wsiach. Proszę policzyć osoby zaszczepione w Poznaniu, Warszawie czy we Wrocławiu, a potem te w Małopolsce, wyłączając Kraków.























