Ciężko być samotnym ojcem

0
nielatwo byc ojcem
Mariusz samotnie wychowuje dwie córki – Zuzię i Zosię
REKLAMA

Godzina 21, w mieszkaniu panuje już idealna cisza, maluchy śpią, Mariusz zaparza sobie kawę. Rozkłada się wygodnie w fotelu, zapala upragnionego papierosa, po całym dniu bieganiny ma wreszcie chwilę dla siebie. – Nauczyłem się gotować, prać, prasować, zaplatać warkoczyki, wiązać kokardki, a nawet malować paznokcie. Kiedy zostałem sam z dziewczynkami, całymi tygodniami jedliśmy kanapki z dżemem, bo tylko takie danie umiałem przygotować. Zresztą żona mówiła, że wyjeżdża tylko na trzy miesiące, w pogotowiu była babcia, która podrzuciła czasem jakiś obiad w słoikach, więc za naukę gotowania nawet się nie brałem – opowiada mężczyzna. Od czterech lat samotnie wychowuje dwie córki – Zuzię i Zosię.
Kiedy ich matka wyjeżdżała do Austrii miały trzy i pięć lat, Mariusz nie miał pojęcia, jak absorbujące potrafią być dwie małe dziewczynki. – Ich krzyki, marudzenia i ciągłe żądania doprowadzały mnie do szału. Fakt, były nieziemsko rozpuszczone, ale dopiero po kilku miesiącach zrozumiałem, że po prostu tęsknią za matką. Zuza to pyskata zadziora, umie sama zorganizować sobie zabawę i jest samodzielna. A Zosia to ciepła klusia, stale się chce przytulać, pieścić, jest bardzo wrażliwa i muszę jej poświęcać wiele czasu. Po wyjeździe matki snuła się po mieszkaniu i ciągała za sobą wielkiego misia, który był dla niej jedynym pocieszycielem – opowiada Mariusz.
Po pół roku, kiedy jego żona po raz kolejny powiedziała, że nie wraca, postanowił wziąć się w garść. – Przeszedłem wszystkie możliwe fazy buntu i wściekłości, nie wyobrażałem sobie życia bez żony, a dziewczynki były ogromnym ciężarem. Żyliśmy jak w poczekalni i całą trójką cierpieliśmy. Pewnego dnia poszedłem do kolegi na wódkę, schlałem się tak, że nie pamiętałem, jak wróciłem do domu. Następnego dnia obudziłem się i usłyszałem, jak dziewczynki upominały się wzajemnie, żeby być cicho, bo tatuś śpi. Wtedy zdałem sobie sprawę, że one mają tylko mnie.
Wziął miesiąc bezpłatnego urlopu, spędzał z córkami każdą chwilę, uczył się ich, patrzył, jak reagują, czego chcą, co musi zrobić, żeby dom normalnie funkcjonował. – Wtedy zakochałem się w swoich dziewczynach, wcześniej nie widziałem, jakie są piękne, ile mają dziecięcego wdzięku i jak bardzo mnie potrzebują. Trudniejsze od gotowania obiadów okazało się tłumaczenie dzieciom, dlaczego mama nie wraca.
Mama przyjechała po roku, ale zaraz wyjechała, a dziewczynki znowu tygodniami nie mogły dojść do siebie. – Powiedziała, że kogoś ma, że chce spróbować, obiecała przysłać pieniądze. Po kilku miesiącach przestała się w ogóle odzywać. Dzieci tęsknią, ale chyba już tak bardzo nie czekają, mają już swoich przyjaciół, spotykamy się z babcią, dziadkami, ciociami, chcę, żeby czuły, że są kochane.
Mariusz jest zapracowany i zabiegany, ale też spotyka się czasem z przyjacielem,. Jak mówi, musi się zresetować. Diabelnie brakuje mu kobiety, ale nie ma na to ani czasu, ani głowy, bo do dzisiaj boli to, że żona zostawiła go bez słowa.


Żona Sławka zmarła na raka, miała zaledwie 30 lat. Kiedy opłakał jej śmierć i ocknął się z zalewanego alkoholem bólu, zobaczył, że z łóżeczka uśmiecha się do niego mały chłopczyk, którego w ogóle nie zna. – Michał był bardzo spokojny, zawsze się uśmiechał, ale warunek był taki, że musiałem być w tym samym pokoju. Studiowałem zaocznie, wieczorami się uczyłem i na głos czytałem mu podręczniki, a on słuchał z uwagą i mądrością w oczach. Dopóki nie poszedł do przedszkola, opiekowała się nim moja mama, w domu wszystko robiliśmy razem, doskonale się przy tym bawiąc. Wszyscy wokół rozczulali się nad nim, bo taka sierotka malutka, bez matki. Babki i ciotki rozpieszczały go nieprzyzwoicie. Do końca podstawówki chłopiec nie sprawiał jednak żadnych problemów, te zaczęły się dopiero w gimnazjum.
– O narkotykach nic nie wiedziałem, Michał nauczył mnie wszystkiego, teoretycznie i praktycznie. Przychodził naćpany, chodził po całych nocach, wagarował, w szkole bywałem dwa razy w tygodniu. Nie dawałem mu pieniędzy, zabroniłem tego robić całej rodzinie, wtedy wynosił różne rzeczy z domu. Tragicznie zrobiło się wtedy, gdy Michał nieprzytomny trafił do szpitala – odwieźli go do Krakowa, to było zatrucie dopalaczami, w ostatniej chwili wywinął się od śmierci. – Wrócił odmieniony, nie odzywał się kilka tygodni. W szkole traktowali go jak śmiecia, stracił kolegów, więc obydwaj odetchnęliśmy z ulgą, kiedy jego nauka w gimnazjum dobiegła końca.
Za kilka miesięcy Michał będzie zdawał maturę, a Sławek trzęsie się, żeby problem narkotyków nie wrócił. – Nie jest łatwo być ojcem, gdybym mógł powtórzyć te lata, wiele bym zmienił w swoich stosunkach z synem. Na szczęście czas pracuje na naszą korzyść, Michał to już mężczyzna, sam układa swoje życie i mam nadzieję, że zrobi to dobrze.

REKLAMA (3)

Córki Tadeusza mają 17 i 14 lat, wychowuje je sam od dziesięciu lat. Jest dla nich ojcem, powiernikiem, najlepszym przyjacielem. – Żona piła już przed ślubem, ale przecież ja też za kołnierz nie wylewałem. Urodziły się dzieci, ja pracowałem, ona została z nimi w domu. Piła coraz więcej, dom i córki poszły w odstawkę, ważna była tylko wódka i szemrane towarzystwo. Kilka kolejnych odwyków nic nie dało, po powrocie ze szpitala piła znowu – opowiada Tadeusz. Teściowa zabrała córkę do siebie, mówiła, że zaopiekuje się nią, wyśle do lekarzy.

REKLAMA (2)

Został sam z córkami, żona dzwoniła tylko wtedy, gdy była pijana. – Płakała do słuchawki, mówiła, że kocha i niedługo wróci. Nie stało się tak, wyjechała do brata za granicę, przez pewien czas miałem od niej wieści, potem zapadła się jak kamień w wodę, nawet brat i matka nie wiedzieli, co się z nią dzieje.
Tadeusz przeszedł przyśpieszony kurs ojcostwa, w kilka miesięcy nauczył się gotować, sprzątać, leczyć dziecięce grypy i niestrawności. Dziesięć lat temu zmywarka do naczyń była luksusem, wziął kredyt i kupił, bo sterty garów w zlewie przerażały go bardziej niż bezsenne noce spędzone przy łóżku chorego dziecka. – Popełniłem wiele błędów, wydawało mi się, że jak dziewczynki nie mają mamy, to ja muszę im ją zastąpić. Rozpieszczałem je i pozwalałem na wszystko, a potem terroryzowały mnie, bo sądziły, że wszystko im się należy. Lata musiały minąć, żeby oduczyły się niektórych fatalnych nawyków. W podstawówce nie uczyły się, starsza córka wagarowała, wiele razu musiałem urywać się z pracy, żeby szukać jej po mieście. Ile nocy nie przespałem, bo zastanawiałem się, jak połatać to nasze rodzinne życie.
Najtrudniej było Tadeuszowi rozmawiać z córkami o „tych” sprawach. – One pytały o to wprost, a ja rumieniłem się i brakowało mi słownictwa. Kupowałem książki i gazety dla nastolatków i czytałem po kryjomu. Teraz rozmawiam z nimi jak z dorosłymi kobietami, nie wstydzę się już. Ubiegłego lata chciałem, żeby pojechały same na wakacje, nie zgodziły się, wypoczywaliśmy razem. Dziewczyny chciałyby, żebym miał przyjaciółkę, zakochał się. Nie wiedzą, że gdy mówię kobietom o swoim samotnym ojcostwie, odwracają się na pięcie. Jedna pani powiedziała mi wprost, że cudzych dzieci niańczyć nie będzie. Największą nagrodą są dla mnie słowa córek, że jestem wspaniałym tatą, to rekompensuje mi wszystkie braki.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze