Innym sposobem
Wyjaśnienia te w żaden sposób nie pocieszają Grzegorza Bobro. Nie posuwają spraw do przodu, nie rozwiązują jego problemu. Nawet do końca nie jest pewny, z kim ewentualnie miałby pójść do sądu, żeby starać się o odszkodowanie: ze starostwem, z „Gazami”, z projektantem?… Na razie nikt nie poczuwa się do winy.
– Wie pan, jak jest z sądami. Miną lata nim cokolwiek da się ustalić, gwarancji powodzenia też nie ma, ale jeszcze nie wiem, co w ostateczności zrobię. Jestem rozżalony, gdyż przystępując do budowy domu byłem święcie przekonany, że jego usytuowanie pozostaje w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Jak już wiemy, stało się inaczej, ale, jak na razie, tylko ja płacę frycowe.
Owszem, problem można byłoby rozwiązać innym sposobem. Chodzi o przebudowanie w obrębie działki niewielkiego, 20-metrowego, odcinka gazociągu, by sprostać obowiązującym przepisom. Tyle że ktoś musiałby za to zapłacić. Dzisiaj mogłoby chodzić o 30 tys. zł. Na zapłatę tej kwoty, rzecz jasna, nie ma chętnych.
Grzegorz Bobro jest zaniepokojony: – Czy to ja znowu miałbym wyłożyć swoje pieniądze?…























