Dom z rurą gazową. Winnych brak

Właściciel może stracić 100 tys. zł

1
Dom z rurą gazową. Winnych brak
Przyszły dom Grzegorza Bobro i jego żony znalazłby się zbyt blisko magistrali gazowej. Ale kto ponosi za to winę?
REKLAMA

To miał być dom marzeń. Posadowiony w ładnej, zacisznej okolicy. Na początku wszystko wskazywało na to, że marzenia uda się zrealizować, choć z konieczności będą kosztowne. Ale niedługo potem gruchnęła wiadomość: domu w tym miejscu nie wolno zbudować! Decyzją urzędników rozpoczęta inwestycja została nagle zamrożona. Wyszło bowiem na jaw, iż budynek wnoszony jest w bliskim sąsiedztwie… podziemnego gazociągu wysokiego ciśnienia. Co gorsza, nikt dzisiaj nie poczuwa się do odpowiedzialności za fakt, iż wcześniej wydane zostało pozwolenie na budowę a inwestor, prywatna osoba, może teraz stracić prawie 100 tysięcy złotych.
– Żona miała działkę, więc niespełna trzy lata temu zdecydowaliśmy o budowie domu – opowiada Grzegorz Bobro, mieszkaniec Smęgorzowa. – Oczywiście, dopełniliśmy wszystkich formalności, żeby budowa była możliwa i przebiegała zgodnie z prawem. Wszystko szło po naszej myśli, aż do czasu, gdy na tym terenie pojawili się przedstawiciele „Gazów” zajmujący się konserwacją instalacji. Wtedy zwrócili oni uwagę na problem, który do dzisiaj jest naszym zmartwieniem. Rozpoczęta budowa domu została wstrzymana. Nie wiadomo, co będzie dalej.

Ku kompletnemu zaskoczeniu pana Grzegorza okazało się, że w odległości ledwie 7 metrów od wylanych już fundamentów przebiega pod ziemią wybudowany w latach 90. czynny gazociąg wysokiego ciśnienia. Według przepisów obowiązujących od 2013 roku odległość ta powinna wynosić co najmniej 40 metrów. Ponieważ wznoszony przez Grzegorza Bobro i jego małżonkę dom znalazł się nieopatrznie w zasięgu oddziaływania strefy kontrolnej magistrali gazowej, starostwo powiatowe w Dąbrowie Tarnowskiej postanowiło o wstrzymaniu budowy, to samo starostwo wcześniej wydało pozwolenie na realizację inwestycji. Dysponowało ono pełną dokumentacją, także postanowieniem o warunkach zabudowy, które leży w gestii burmistrza miasta.
Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Przecież gdy Grzegorz Bobro starał się o pozwolenie, rura z gazem ziemnym już była na jego parceli, nie spadła nieoczekiwanie z nieba. Zaznaczone to było na mapach, choć dziś są niejasności, czy jako gazociąg średniego, czy wysokiego ciśnienia, ponieważ wątpliwości wzbudzały zastosowane oznaczenia.

REKLAMA (3)

Gdzie są słupki?

– W toku prowadzonego postępowania stwierdziliśmy, że na działce, na której rozpoczęto budowę budynku mieszkalnego, nie było odpowiednich oznaczeń, za które odpowiada spółka gazownicza, mam na myśli specjalnie przeznaczone do tego celu słupki. Z tego powodu trudno było wcześniej precyzyjnie ustalić lokalizację gazociągu – mówi Dariusz Fela, naczelnik Wydziału Budownictwa i Architektury w starostwie dąbrowskim. – Kiedy od Operatora Gazociągów Przesyłowych Gaz – System SA otrzymaliśmy pisemną informację o przebiegu gazociągu wysokiego ciśnienia w odległości około 7 metrów od wznoszonego budynku, starostwo podjęło decyzję o wstrzymaniu budowy. W tej sytuacji nie mogliśmy nie zareagować, nie mogliśmy podjąć innej decyzji. Prawo jest prawem. Nie chcieliśmy też, aby inwestor, kontynuując tę budowę, szedł w jeszcze większe koszty.

REKLAMA (2)

Wzmianka o braku na parceli państwa Bobro słupków – znaków, którymi posługuje się gazownictwo, znalazła się w protokole wizji lokalnej dokonanej przez pracowników starostwa 14 lipca ub. roku.
Biorąc to pod uwagę Grzegorz Bobro wystąpił do spółki Gaz – System z pismem, w którym zarzucił jej „zaniechanie właściwego (zaktualizowanego) oznaczenia systemu przesyłowego gazu ziemnego, o czym świadczy treść wydanych w sprawie decyzji administracyjnych poprzedzających przystąpienie do realizacji procesu budowlanego”.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze