Można wygrać z lekarzem

0
lekarskie bledy
lekarskie-bledy
REKLAMA

Dziś ten pogląd ulega radykalnemu przeobrażeniu. Od dobrych kilku lat liczba pozwów sądowych dotyczących błędów lekarskich czy zaniedbań placówek medycznych prędko wzrasta.
W 1991 roku w całym kraju było ich 260, osiem lat później już prawie tysiąc, a obecnie jest to liczba ok. 2 tysięcy rocznie. W regionie tarnowskim sądy z takimi sprawami mają do czynienia kilka lub kilkanaście razy w ciągu roku. Rośnie nie tylko liczba pozwów, ale również zasądzane kwoty. Przykładowo jeszcze przed kilku laty wadliwe przeprowadzenie porodu, skutkujące bardzo ciężkim stanem dziecka, kosztowało szpitale góra 150 tys. zł, teraz nie mniej niż pół miliona zł. Dziś milionowe odszkodowania nie są już odosobnionymi przypadkami.
– Z czasem pacjenci nauczyli się korzystać z prawa jako narzędzia służącego do dochodzenia swoich racji w sądzie. Dopomogła w tym zmiana ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, z której jasno wynika, że poszczególne lecznice są samodzielnymi podmiotami, które wykupują u ubezpieczycieli polisy i w razie czego można wystąpić do nich o finansowe zadośćuczynienie – mówi Ryszard Frankowicz, lekarz prowadzący w Tarnowie Zakład Usług Medycznych i Opinii Cywilnych, do którego trafiają poszkodowani pacjenci lub ich rodziny z całego kraju. – Większą świadomość mają pacjenci, jak i prawnicy. Ale żeby pacjent miał w sądzie większe szanse, po jego stronie musi też stanąć fachowa opinia specjalisty. My teraz bierzemy udział w sprawie, która może zakończyć się zasądzeniem milionowej rekompensaty.

 

Okaleczona
Pięć lat temu w Tarnowie głośna była sprawa pacjentki jednego z miejscowych szpitali. Wkrótce po wykonaniu laparoskopowego usunięcia pęcherzyka żółciowego kobieta poczuła się bardzo źle, a po dokładnych badaniach okazało się, że na skutek niefortunnie przeprowadzonego zabiegu nastąpiło uszkodzenie przewodu żółciowego – konieczna była operacja naprawcza w drugim tarnowskim szpitalu, a w późniejszym czasie założenie protezy dróg żółciowych w warszawskiej klinice. Sprawa trafiła do sądu, poszkodowana pacjentka żądała od szpitala zadośćuczynienia w wysokości 200 tys. zł.
Dość charakterystyczna była wtedy wypowiedź rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Tarnowie, który – powołując się na opinię biegłego – uznał, iż „mamy do czynienia z szeroko pojętym tzw. błędem technicznym lekarza (…) Od lekarza nie można wymagać nieomylności. (…) Nie można zgodzić się z zarzutem skarżącej, że okoliczności jednoznacznie wskazują, iż w przebiegu leczenia popełniono zawiniony błąd lekarski”.
Organizacje lekarskie często i konsekwentnie bronią prawa medyków do błędu. Niedawno na naszych łamach lek. Tadeusz Zych, prezes OIL w Tarnowie, odnosząc się do błędów popełnianych przez lekarzy – orzeczników ZUS, mówił podobnie: „ (…) W diagnostyce rozpoznania nie zawsze są prawidłowe, lekarze nie są nieomylni. Jedną sytuację lekarze mogą zinterpretować na dwa odmienne sposoby, chodzi więc o to, by zminimalizować ryzyko pomyłki”.
Lekarz ma prawo do błędu, to prawda, lecz zdarza się, że koledzy po fachu w ramach tej formułki starają się usprawiedliwiać czyjąś zawodową ignorancję i zwyczajne niedbalstwo. Fatalnie została też odebrana przez część opinii publicznej wypowiedź Macieja Hamankiewicza, prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, który w programie telewizyjnym „Tomasz Lis na żywo” stwierdził, że niepotrzebnie nagłaśnia się najgorsze przypadki błędów lekarskich, ponieważ „można zburzyć podstawową zasadę w leczeniu: zaufanie pacjenta do lekarza”.
Niektórym lekarzom, zwłaszcza starszego pokolenia, trudno zrozumieć, że jeśli prasa krytykuje złych, szkodzących pacjentom medyków, to nie znaczy, że jest to atak na całe środowisko, w którym jest dość chlubnych przypadków.

REKLAMA (2)

 

Pacjent nie przeżył…
Głośnym echem odbiła się w Tarnowie sprawa lekarza, pracującego w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, który zaniechał wielu ważnych dla postawienia diagnozy badań w przypadku mężczyzny uskarżającego się na silne bóle brzucha. Pacjent zmarł, a dwa lata temu sąd skazał lekarza na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu i orzekł zakaz wykonywania zawodu przez rok. Potem wyszło na jaw, że lekarz złamał ten zakaz, zatrudnił się w SOR w Limanowej, gdzie również dopuścił się rażących błędów.
W latach 2011‑12 w „Łukaszu” podczas zabiegu doszło do uszkodzenia u pacjenta nerwu kulszowego (następstwem takiego błędu lekarskiego mogą być trudności z chodzeniem); w dwóch innych przypadkach odszkodowanie wypłacono za zakażenie bakterią gronkowca.
Obecnie, jeśli pacjent jest zdania, że w trakcie leczenia medycy postawili złą diagnozę, zaordynowali niewłaściwy lek lub terapię, w niewłaściwy sposób przeprowadzili operację, wskutek czego doszło do powikłań, uszkodzenia ciała, pogorszenia stanu zdrowia itp. – ma do wyboru dwie drogi dochodzenia swoich praw i uzyskania odszkodowania. Pierwsza prowadzi do sądu – można pozwać lecznicę lub konkretnego lekarza.


Szpital dobrze ubezpieczony
Szpitale na tę okoliczność są przygotowane. Co roku wykupują polisę ubezpieczeniową OC, w ramach której wypłaca się ewentualne odszkodowania. W latach 2011‑12 Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie za obie polisy zapłacił w sumie 846 tys. zł, a jego ubezpieczyciel poszkodowanym pacjentom wypłacił w tym czasie łącznie 200 tys.
Placówki medyczne niechętnie udzielają informacji na ten temat, ponieważ wypłata odszkodowań może sugerować nie najlepszą pracę ich kadry. W całym kraju najwięcej skarg jest na ginekologów‑położników, chirurgów oraz ortopedów, dużo spraw dotyczy osławionych zakażeń szpitalnych.
Marcin Kuta, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, przyznaje, że w ciągu minionych dwóch lat placówka zawarła dwie przedprocesowe ugody z pacjentami, wypłacając odszkodowania w kwotach po kilkadziesiąt tys. zł. Chodziło o zakażenie szpitalne wirusem żółtaczki typu B.
– Aktualnie znajduje się w toku kilka spraw, które czekają na wyjaśnienie – odpowiada enigmatycznie Bogdan Szumański, zastępca dyrektora Szpitala Powiatowego SP ZOZ w Bochni, pytany o roszczenia pacjentów.
Rozmawiamy w czasie, gdy szpital w wyniku przetargu zawarł umowę z ubezpieczycielem na polisę OC. Całoroczna składka – w zależności od wielkości i typu szpitala – wynosi średnio od ok. 200 do ok. 800 tys. zł.
– Nasza polisa pozostaje nienaruszona, gdyż obecnie nie mamy spraw sądowych wytoczonych nam z powództwa pacjentów – oznajmia Tomasz Olszówka, prezes zarządu jedynego prywatnego szpitala w regionie – Centrum Zdrowia w Tuchowie.

REKLAMA (3)

 

300 tysięcy za śmierć
Udowodnienie błędu lekarskiego czy zaniedbania organizacyjnego placówki medycznej przed sądem, które miałyby się przyczynić do uszczerbku na zdrowiu, jest trudne, wymaga czasu i dużej determinacji. W tych sprawach specjalizują się już niektóre kancelarie adwokackie.
Od 2012 r. pacjenci mają drugą drogę dochodzenia roszczeń – w powołanych komisjach ds. zdarzeń medycznych działających przy wojewodach. Zamysł specjalnej ustawy był taki, żeby poszkodowani pacjenci, już po wpłaceniu 200 zł, mieli możliwość uproszczonego i krótszego dochodzenia roszczeń bez udziału sądu. O tym, czy pacjent padł ofiarą „zdarzenia medycznego”, czy nie – decyduje komisja. Przyjęto, iż w przypadku orzeczonego uszczerbku na zdrowiu maksymalna kwota odszkodowania będzie wynosić 100 tys., a za śmierć bliskiej osoby do 300 tys. zł.
– Do tej pory do naszej komisji zgłoszonych zostało 110 wniosków o ustalenie „zdarzenia medycznego” – informuje Monika Frenkiel z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. – Zakończono 54 postępowania.
Z tej pięćdziesiątki aż 41 wniosków ponownie zwrócono do ich autorów lub przekazano właściwym komisjom, lecz na uwagę zasługuje przede wszystkim fakt, że tylko w trzech przypadkach potwierdzono zaistnienie „zdarzenia medycznego”, w siedmiu – jego brak. Trzy postępowania umorzono.

 

Niech lekarz płaci
– Ten uproszczony tryb załatwiania tego typu spraw jest przez wielu krytykowany – podkreśla Ryszard Frankowicz. – Po pierwsze, znam przypadek, gdy pacjentka za niewykrycie czerniaka znajdującego się za paznokciem, który już spowodował w organizmie rozsiew komórek nowotworowych, otrzymała tą drogą 30 tys. zł, kiedy w sądzie możliwe byłoby odszkodowanie wielokrotnie wyższe. Firmy ubezpieczające szpitale przed komisjami mogą proponować znacznie niższe rekompensaty od tych, które można uzyskać w postępowaniu sądowym. A czy 300 tys. zł za śmierć bliskiej osoby z powodu błędów lekarskich to satysfakcjonująca kwota? Żadna nie będzie satysfakcjonująca, ale taka w szczególności.
Zdaniem Frankowicza, w Polsce wciąż w zbyt małym stopniu lekarze popełniający dramatyczne w skutkach błędy odpowiadają za to z własnego portfela. Najczęściej jest to odpowiedzialność zbiorowa w ramach wykupionej przez szpital polisy.
– Myślę, że nie jest tak do końca – przekonuje dyrektor Kuta. – Szef placówki medycznej może nałożyć na lekarza, który dopuścił się błędu, karę w wysokości jego trzymiesięcznych zarobków. Oczywiście, można dyskutować, czy to dużo, czy mało, ale warto pamiętać, że zarobki lekarzy nie są już niskie, więc może się uzbierać całkiem spora suma. Ponadto ubezpieczyciel, który w imieniu lecznicy wypłaca odszkodowanie, może potem dochodzić jego zwrotu od winnego lekarza, który jest związany ze szpitalem umową kontraktową. W naszej placówce na 140 lekarzy już 100 jest na kontrakcie.
Coraz częściej słychać głosy, że lekarze powinni mieć indywidulane ubezpieczenia i to z nich powinny być płacone odszkodowania. Obecnie za ubezpieczenia wykupywane przez publiczne szpitale płacimy tak naprawdę wszyscy, bo przecież pieniądze pochodzą z NFZ.
Ministerstwo zdrowia miało plan, by placówki medyczne obowiązkowo wykupywały dodatkowe polisy od „zdarzeń medycznych”, tych, o których orzekają komisje wojewódzkie. Potem, gdy ofertę przedstawiła tylko jedna firma ubezpieczeniowa za bardzo wysoką cenę, ustalono, iż kupno polisy do 2014 r. będzie dobrowolne.
– W kraju zdążyły skorzystać z tej oferty tylko nieliczne placówki – mówi dyrektor Kuta. – To była próba wyciągnięcia od szpitali dodatkowych pieniędzy. Te polisy, które wykupujemy od lat, w zupełności wystarczą.
Mogą jednak kosztować coraz więcej. Bo jeśli nawet poszkodowanych przez ochronę zdrowia pacjentów nie przybywa tak szybko, to przybywać będzie tych, którzy z powodu doznanego uszczerbku będą żądać odszkodowań.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze