
Zeznania Pawła Czerwienia i oświadczenie wygłoszone przez jego zwierzchnika Jacka Kułagę, byłego dyrektora CUO, potwierdzały trwający konflikt w urzędzie, który czasem przybierał ostre formy.
Paweł Czerwień uważał, że w dokumentach przygotowywanych w związku z przetargami na wykonanie nawierzchni ulic i ścieżek rowerowych w mieście powinny znaleźć się bardziej ogólnikowe zapisy, a nie takie, które jednoznacznie wskazywały, w jakiej technologii mają przebiegać prace. Chodzi już o sławny zapis o „betonowaniu ślizgowym z wibroprasowaniem”, odnoszący się do rzadkiej metody budowlanej, którą wykorzystywała firma Wiesława F.
– Czy zdaniem pana ten zapis mógł mieć wpływ na przebieg przetargów? – zapytała świadka sędzia Bożena Waresiak.
– Nie wiem – odpowiedział Paweł Czerwień.
Stwierdził on, że Jacek Kułaga zapisy o rzadkiej technologii tłumaczył tym, że trzeba zadbać o to, by roboty zostały wykonane na odpowiednim poziomie i nie może to być pierwszy lepszy wykonawca.
W akcie oskarżenia jest mowa o tym, iż były dyrektor CUO nie dopełnił obowiązków i przekroczył swoje uprawnienia w taki sposób, aby zwiększyć szanse wygrywania przetargów przez Wiesława F., który jest dobrym znajomym prezydenta Ścigały.
Albo prawda, albo pozory
– Kiedy zwracałem uwagę na niewłaściwe zapisy w dokumentach oraz wysokie koszty wykonania nawierzchni betonowej w przypadku ul. Głogowej, od dyrektora Kułagi usłyszałem, że decyzja została podjęta przez najwyższe kierownictwo.
– Kogo mógł mieć na myśli dyrektor, mówiąc te słowa? – dopytywała sędzia.
– Mogłem się tylko domyślać, że skarbnika, który zajmuje się finansami miasta, oraz prezydenta.
Urzędnik twierdził również, że w Centrum Usług Ogólnomiejskich UMT komisje przetargowe nie były powoływane, a funkcjonował tylko zespół osób, który zajmował się otwieraniem napływających z różnych firm ofert. Według Pawła Czerwienia, jego dyrektor nie rozumiał przepisów o zamówieniach publicznych lub „nie chciał ich rozumieć”. Był też zdania, że nie znał się na budowie dróg.
Sąd pytał świadka o relacje między dyrektorem Kułagą a Wiesławem F.
– Odnosiłem wrażenie, że są to relacje raczej chłodne, co mnie trochę zastanawiało, ale może była to prawda, a może tylko pozory?
Bo ci przywalę…
Sąd nie miał jednak wątpliwości, że między Pawłem Czerwieniem i jego zwierzchnikiem relacje były fatalne. Dyrektor Kułaga wielokrotnie zarzucał Czerwieniowi, że zaniedbuje obowiązki, wręcz sabotuje pracę, nie przestrzega wyznaczonych terminów, ignoruje polecenia przełożonego itp. W końcu doszło do jego zwolnienia.
Paweł Czerwień nie zgodził się z tymi zarzutami, przekonywał, że właściwie wywiązywał się z powierzonych mu czynności, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę trudne warunki pracy w wydziale – zbyt małą liczbę pracowników w stosunku do ilości zadań.
W sądzie relacjonował, iż kiedy w pewnych sprawach sprzeciwiał się dyrektorskim praktykom, między nim i jego szefem coraz częściej dochodziło do słownych utarczek, zdarzyło się też, że dyrektor groził, że użyje wobec niego siły, że mu „przywali”.
– Brałem jednak pod uwagę, że te groźby są wypowiadane w nerwach i że nie musi dojść do ich spełnienia.
Urzędnik poinformował sąd, że dwukrotnie próbował interweniować w sprawie swojego przełożonego u Henryka Słomki – Narożańskiego, wiceprezydenta Tarnowa, któremu Jacek Kułaga bezpośrednio podlegał. Mówił wówczas o wszystkich swoich wątpliwościach dotyczących działań zwierzchnika i sytuacji w CUO.
– Wiceprezydent najpierw odpowiedział mi, że spróbuje coś z tym zrobić, ale podczas drugiej mojej wizyty wyznał, że niewiele może. Moim zdaniem, w stosunku do dyrektora Kułagi nie był w stanie podjąć jakichś konkretnych działań, ponieważ dyrektor miał mocnego promotora. Między wiceprezydentem i Jackiem Kułagą współpraca się nie układała, obydwaj nie dogadywali się ze sobą, o czym można było się przekonać podczas trwania konkursu na stanowisko podinspektora działu. Wtedy w pewnej chwili między obydwoma panami zaiskrzyło.
Chcieli mnie ukatrupić
Mec. Jan Znamiec, obrońca Jacka Kułagi, w pytaniach kierowanych do Pawła Czerwienia próbował dowieść, że urzędnik, zarzucając swemu zwierzchnikowi łamanie przepisów Prawa o zamówieniach publicznych, sam nie przestrzegał procedur związanych z organizacją przetargów, mimo że jako kierownik biura był za to odpowiedzialny. Paweł Czerwień nie zgodził się z tym oskarżeniem.
– Jak poza tym może pan twierdzić, że był pan poddawany przez dyrektora Kułagę mobbingowi, gdy mimo czterech upomnień, które pan otrzymał w pracy, dyrektor po zwolnieniu pana ze stanowiska kierownika biura zdecydował się go zatrudnić na stanowisku inspektora w tym samym wydziale? – pytał świadka mec. Znamiec.
Adwokat zwrócił też uwagę, że na kilkudziesięciu pracowników zatrudnionych w CUO dyrektor Kułaga miał problem tylko z dwoma: w tym z Pawłem Czerwieniem.
Jacek Kułaga w swoim oświadczeniu oznajmił, że niektórzy pracownicy dawnego TZDM‑u, instytucji, za likwidacją której występował, okazali się wobec niego nieuczciwi i uknuli intrygę, która doprowadziła go na ławę oskarżonych. W jego przekonaniu w całej sprawie chodziło o to, żeby „ukatrupić Kułagę”.
Zarzucił Pawłowi Czerwieniowi, że usiłuje przekonać sąd, iż jako dyrektor był w pewnych sprawach ignorantem, co dla niego, fachowca z 36‑letnim doświadczeniem, „jest policzkiem”.
– Proszę sobie przypomnieć, że już na pierwszym spotkaniu, gdy objąłem stanowisko dyrektora CUO, zapowiedziałem, że za przygotowanie i przeprowadzenie postępowań przetargowych i archiwizowanie dokumentacji odpowiedzialni są kierownicy biur.
Indolencja
Były szef CUO oświadczył też, że jako jedyna osoba z komisji powołanej przez miasto nie podpisał się pod odbiorem technicznym wyremontowanej ulicy Krakowskiej w Tarnowie, która wkrótce potem zaczęła się rozsypywać.
– Inni się podpisali, co jest świadectwem indolencji władz zarządzających Tarnowem – podkreślił Jacek Kułaga.
Dodał ponadto, że po likwidacji TZDM sprzeciwiał się zatrudnieniu w Centrum Usług Ogólnomiejskich pochodzących z rozwiązanej instytucji kierowników biur, a „zwłaszcza dyrektora Zdzisława M.”.
W tej sytuacji mec. Joanna Mielnik, pełnomocniczka oskarżonego w tym procesie Zdzisława M., zapytała Pawła Czerwienia, czy jako długoletni pracownik TZDM kiedykolwiek uważał, że dyrektor M. przekracza jakieś przepisy, łamie obowiązujące prawo, działa na szkodę miasta.
– Nie, nie znam takich działań z jego strony – odpowiedział świadek.
Kto sfałszował kosztorys?
Na koniec rozprawy oświadczenie złożył oskarżony Ryszard Ścigała. Odniósł się on do zeznań złożonych wcześniej przez Danutę B., byłą urzędniczkę tarnowskiego magistratu, która oskarżona jest w procesie o zmowę przetargową dotyczącą budowy łącznika autostradowego A4 w Tarnowie (czytaj: TEMI, nr 26 i 33).
R. Ścigała oświadczył, że zaraz po wybuchu „afery łącznikowej” urząd miasta podjął szybkie działania – złożył wniosek do sądu o przyznanie miastu statusu strony pokrzywdzonej i prawo do występowania w roli oskarżyciela posiłkowego – a on sam wydał pracownikom polecenia, które miały na celu zminimalizowanie negatywnych skutków nielegalnych działań i uzyskanie przez miasto rekompensaty za poniesione straty.
– Do czasu poinformowania przez organa ścigania o zaistniałych nieprawidłowościach sprawą budowy łącznika autostradowego zajmował się TZDM, dodatkowo nadzorowany przez 12‑osobowy zespół, którego przewodniczącym był Henryk Słomka – Narożański, wiceprezydent Tarnowa odpowiedzialny za kwestię inwestycji, a członkiem również Danuta B., jako przewodnicząca komisji przetargowej – przypomniał sądowi były prezydent.
W nawiązaniu do zeznań Danuty B. Ryszard Ścigała oznajmił, że dyrektor TZDM nigdy nie przynosił do niego kosztorysów jakichkolwiek przetargów; stwierdził też, że niemożliwe jest, aby doszło do zatwierdzenia umowy przewyższającej o 20 mln zł kosztorys inwestorski, gdyby był znany członkom powołanego zespołu, jej przewodniczącemu czy członkom kierownictwa Urzędu Miasta Tarnowa.
– Na podstawie innych dokumentów można domniemywać, że kosztorys został sfałszowany właśnie przez Danutę B.
Oskarżony zwrócił sądowi uwagę, że zdecydowana większość inwestycji drogowych realizowanych przez miasto w technologii betonowej została ukończona przed okresem jego prezydentury, a więc – jego zdaniem – trudno uznać, iż to on preferował firmę Wiesława F. Wskazał sądowi kilka innych, nieprawdziwych, według niego, informacji przekazanych przez Danutę B., jak sprezentowanie mu motocykla harley davidson przez Wiesława F., przyjęcie miliona zł łapówki od firmy Strabag Polska, cotygodniowe wizyty F. w jego gabinecie, zasponsorowanie przez F. wystroju kościoła w związku ze ślubem jego córki czy odsunięcie od czynności służbowych swego zastępcy, Henryka Słomki-Narożańskiego.























