Proces R. Ścigały: Skąd się wzięły pieniądze?

0
proces
proces1521
REKLAMA

Na dokumencie, który trafił w przeszłości do Jacka Kułagi, b. dyrektora Centrum Usług Ogólnomiejskich UMT, znajduje się ręczny dopisek dyrektora Krzysztofa Madeja – określa rodzaj technologii, który jego zdaniem powinien być brany pod uwagę podczas przygotowywania zamówienia publicznego na wykonanie nowej nawierzchni ul. Głogowej. Mowa jest o sławnym już w tym procesie „betonowaniu ślizgowym z wibroprasowaniem”. Technologię tę w regionie tarnowskim posiada tylko firma Wiesława F., przedsiębiorcy budowlanego. Ona też wygrała wspomniany przetarg, podobnie jak w przypadku dwóch innych ulic w mieście. Ulice te również zostały wykonane w betonowej technologii. Wiesław F. to dobry znajomy prezydenta Tarnowa. Prokurator oskarża Ryszarda Ścigałę i Jacka Kułagę o to, że tak ukierunkowali specyfikację przetargu, by ograniczyć konkurencję, sugerując wybór z góry założonego wykonawcy inwestycji.
W odpowiedzi na pytania sędzi Bożeny Waresiak Krzysztof Madej tłumaczył, iż z publikacji wiadomo mu, że drogi betonowe mają dobrą opinię, są znacznie trwalsze od asfaltowych.
– W Polsce dojrzewa myśl, aby technologię betonową w większym niż dotychczas zakresie wykorzystywać podczas budowy dróg. Wprawdzie są one droższe od asfaltowych, lecz tańsze w utrzymaniu – zapewniał.

Cudowna maszyna Wiesława F.
Prokurator Seweryn Borek pytał Madeja o jego relacje z Wiesławem F., o to, skąd miał wiedzę o rzadkiej technologii, którą stosowała firma F., i dlaczego w tej sprawie dokonał ingerencji w specyfikację przetargu, gdy nie ma dość zawodowych kwalifikacji, aby wiarygodnie ocenić techniczne walory metod budowy dróg.
Krzysztof Madej przyznał, że zna się z Wiesławem F. i z rozmów z nim, także z różnych oficjalnych spotkań, dowiedział się, że jego firma ma maszynę umożliwiającą betonowanie ślizgowe. Słyszał, że jest to metoda zapewniająca wysoką jakość. Przyznał jednakże, że jako inżynier chemik‑ceramik nie ma kwalifikacji, żeby oceniać technologie budowy dróg, ale ma wiedzę o betonie jako tworzywie budowlanym.
– W dokumencie naniosłem informację o konkretnej technologii, a to, co z nią zrobi dyrektor Kułaga, uznałem za jego prywatną sprawę – mówił Madej. – Moim zamiarem było ograniczenie w przetargu kręgu oferentów, którzy dysponują jeszcze przestarzałą technologią.
W tym miejscu Krzysztof Madej powołał się na przykład chodnika przy ul. Wojska Polskiego w Tarnowie. Odcinek wykonany przez firmę Wiesława F. nie budzi żadnych zastrzeżeń jakościowych w odróżnieniu do odcinka wykonanego w inny sposób i przez inną firmę.
– Nie chodziło mi o to, by kogoś konkretnie preferować w przygotowanej specyfikacji – jej zapisy pozwalały wygrać przetarg każdemu, kto miał podobną maszynę jak Wiesław F.


Chłód w urzędzie
Podczas przesłuchania w sądzie obrona Jacka Kułagi pytała o spotkanie w UMT, które odbyło się z udziałem wiceprezydenta Henryka Słomki – Narożańskiego i dyrektora Centrum Usług Ogólnomiejskich w obecności Madeja.
Świadek wspomniał, że w czasie rozmowy doszło do sporu między wiceprezydentem i dyrektorem Kułagą. Dotyczył on wadliwie wykonanej nawierzchni ul. Krakowskiej, remontowanej w latach 2011‑ 12. Słomka – Narożański był zdania, iż do czasu rozstrzygnięcia sprawy miejska firma powinna doraźnie naprawić rozlatującą się nawierzchnię, a Jacek Kułaga uważał, że powinna to zrobić firma, która budowała ulicę.
– Pogląd dyrektora Kułagi był słuszny, tyle że niepraktyczny – powiedział Krzysztof Madej. – Wykonawca konsekwentnie odmawiał wszelkich poprawek, a nawierzchnia psuła się coraz bardziej.
– Czy podczas tego spotkania Henryk Słomka – Narożański w stosunku do Jacka Kułagi użył określenia: „skręcimy panu kark”? – pytała obrona byłego szefa CUO.
Krzysztof Madej nie potwierdził tych słów.
– Jak pan ocenia relacje między wiceprezydentem Słomką‑ Narożańskim a dyrektorem Kułagą?
– Jako chłodne, ale merytoryczne.

REKLAMA (2)

Czy Piotr W. fantazjował?
Podczas rozprawy zeznawał też inny urzędnik miejski – Marek Kaczanowski związany z ochroną środowiska. Twierdził on, że na etapie wydawania decyzji środowiskach dla wytwórni asfaltu należącej do spółki podległej firmie Strabag Polska nie spotkał się z jakimikolwiek naciskami.
Kaczanowski przyznał, iż wytwórnia mas bitumicznych przy ul. Kryształowej przekraczała ustalone normy emisji pyłu PM10, lecz zakład pracował tylko okresowo – od marca do listopada. Zimą, gdy problem zanieczyszczeń pyłowych w mieście wzrasta, wytwórnia jest nieczynna. Prokurator dopytywał o wycinkę drzew na działce przy ul. Kryształowej, którą Tarnowski Klaster Przemysłowy sprzedał firmie Strabag pod budowę wytwórni asfaltu. Jak już informowaliśmy – Piotr W., jeden z dyrektorów krakowskiego oddziału Strabagu, przed kilkoma tygodniami zeznał, iż aby pozbyć się lasu, w miejsce którego miał powstać zakład, wymyślono groźnego szkodnika, który wymagał wytępienia poprzez usunięcie drzewostanu. Zdaniem Piotra W., tym sposobem usunięto w rejonie Kryształowej las. Informacje te brzmiały rewelacyjnie, ale nie potwierdzili ich inni świadkowie wzywani na proces, w tym Grzegorz M., drugi z szefów krakowskiej filii austriackiej spółki.

REKLAMA (3)

Czułem presję agentów ABW
Również Marek Kaczanowski stwierdził, że nic mu nie wiadomo o występowaniu szkodnika na działce sprzedanej Strabagowi. Dodał on także, że urzędnik, który na tym terenie dokonywał inwentaryzacji drzew, leśnik z wykształcenia, dawał rękojmię dobrze wykonanej pracy. W zamian za usunięcie drzew z terenu przy Kryształowej Tarnowski Klaster Przemysłowy, sprzedawca działki, został zobowiązany do dokonania zastępczych nasadzeń tak, jak przewiduje prawo.
Kaczanowski zeznał, iż podczas sześciogodzinnego przesłuchania przez funkcjonariuszy ABW odczuł presję, by składać zeznania na niekorzyść prezydenta Ścigały.
– Nikt tego nie wyraził wprost, ale atmosfera, w jakiej przebiegało przesłuchanie, spowodowała u mnie takie odczucia – zaznaczył.
Tego dnia w sądzie pojawił się również Marek Bilski, tarnowski architekt, właściciel biura projektowego. Przed 2010 rokiem zatrudnił on córkę Ryszarda Ścigały, Agnieszkę, absolwentkę architektury.
– Dłuższy czas nie wiedziałem, że chodzi o córkę pana prezydenta. Któregoś dnia w kawiarni, w której jestem stałym bywalcem, podszedł do mnie znajomy i zapytał, czy miałbym możliwość zatrudnienia jego dziewczyny. Jak się potem okazało, to był jej przyszły mąż. Nie wyjawił mi wtedy, że jego dziewczyna to córka prezydenta. Dopiero z dostarczonych przez nią dokumentów, gdy już zgodziłem się na jej zatrudnienie, dowiedziałem się, że chodzi o nią – opowiadał Bilski.

Wraca banderola
Architekt, jak sam stwierdził, był bardzo zadowolony z umiejętności zawodowych nowej pracownicy, ale z powodu tarapatów finansowych jego firmy zalegał jej z wypłatą. Zaległości z czasem narastały i mogły wynieść nawet kilkanaście tys. zł. W sądzie był problem z ustaleniem dokładnej kwoty, ponieważ Bilski skarżył się, że wskutek choroby, która go dotknęła, ma kłopoty z pamięcią. Zapewnił jednak, że po zrealizowaniu jednego z projektów i otrzymaniu zapłaty od zleceniodawcy wszystkie długi wobec Agnieszki Ścigały uregulował.
Zeznania tego świadka mogą być istotne, ponieważ mają związek z dowodem rzeczowym przeciwko Ryszardowi Ścigale, na który powołuje się w oskarżeniu prokurator. Podczas przeszukania domu Ścigałów przez ABW, w dniu zatrzymania we wrześniu 2013 roku, znaleziono banknoty zabezpieczone bankową banderolą. Prokurator jest zdania, że banderola pochodzi z krakowskiego banku BRE Bank SA, w którym rachunek ma jedna z firm w Krakowie, mająca pomagać Strabagowi w wyprowadzaniu z konta gotówki przeznaczonej na łapówkę dla prezydenta Tarnowa.
Ryszard Ścigała, powołując się na swoje ustalenia i korespondencję z bankiem, próbuje dowieść, że banderola, o której mowa, mogła być użyta również przez oddział banku w Tarnowie, a zapakowane w nią pieniądze to zaległa wypłata dla jego córki, pochodząca od jej dawnego pracodawcy.
Funkcjonariusze ABW natknęli się na kwotę 2,2 tys. zł w pokoju zajmowanym przez córkę prezydenta, gdy ta mieszkała w domu rodzinnym. Podczas śledztwa zeznała, iż pieniądze należą do niej i jest to pozostałość po wypłacie, z którą zalegał jej pracodawca w okresie od września 2009 do czerwca 2010 r.
Marek Bilski potwierdził w sądzie, że 27 lub 28 listopada 2010 roku za pośrednictwem oddziału MultiBanku przy ul. Wałowej w Tarnowie dokonał kompletnych rozliczeń finansowych wobec córki R. Ścigały.
Zeznawał ponadto były pracownik pracowni projektowej Elżbiety G., która oskarżona jest w tzw. zmowie przetargowej. Powiedział sądowi, że dokonał zmian w projekcie budowy ul. Kryształowej w Tarnowie na zlecenie swej szefowej zgodnie z ustaleniami TZDM. Nie wie, kto był inicjatorem tych zmian.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze