Były prezydent Tarnowa, Ryszard Ścigała w trzecim dniu sądowego procesu ponownie przekonywał, że zarzuty o korupcję są chybione, a on nie wziął 70 tysięcy złotych łapówki od firmy Strabag. Przez kilka godzin uzupełniał wcześniejsze wyjaśnienia i tłumaczył się ze znajomości z osobami zamieszanymi w całą sprawę. Stwierdził m.in., że celowo został wystawiony, aby nie wyszło na jaw lewe finansowanie żużla i prezesów żużlowej spółki przez firmę Strabag.
Prokurator Seweryn Borek testował pamięć oskarżonego, pytając m.in. o szczegóły znajomości z Bogdanem G., Pawłem P. czy Wiesławem F. z firmy Wes‑Bud, remontującej miejskie drogi w tzw. technologii betonowania ślizgowego.
Interesowały go przede wszystkim relacje oskarżonego z Bogdanem G., byłym prezesem Żużlowej Sportowej Spółki Akcyjnej w Tarnowie. To on najbardziej obciąża swoimi zeznaniami byłego prezydenta, a prywatnie bliskiego znajomego. Utrzymuje, że w 2010 roku wręczył mu w kopercie pieniądze od Strabagu, a oskarżony je bez wahania przyjął. Do pośrednictwa w przekazaniu łapówki przyznał się też Paweł P., były wiceprezes ŻSS. Miały być dowodem wdzięczności za przychylne traktowanie firmy w miejskich przetargach.
Lewe finansowanie żużla?
Ryszard Ścigała z Bogdanem G. znają się od szkoły podstawowej. Pracowali wspólnie w Zakładach Azotowych, kiedy oskarżony był prezesem tego przedsiębiorstwa, a Bogdan G. członkiem rady nadzorczej z wyboru pracowników. Później kontaktowali się ze sobą, pełniąc już funkcje odpowiednio: prezydenta Tarnowa i prezesa tarnowskiego żużla.
– To raczej Bogdan G., a nie ja oczekiwał pomocy finansowej dla żużlowej spółki, która miała bardzo duże potrzeby. Pojawiały się informacje, że przekazywano jej fundusze bez potwierdzeń i były wątpliwości, czy były w istocie przeznaczane na potrzeby żużlowego klubu – mówił przed sądem Ryszard Ścigała.
– Dla mnie niezwykle zastanawiające jest, że nikomu nie postawiono zarzutu w związku z wystawionymi przez Strabag fikcyjnymi fakturami na rzecz żużlowej spółki, choć dowody znajdują się w aktach sprawy. Są informacje o dziwnym układzie między żużlową spółką a przedstawicielami firmy Strabag: Grzegorzem M. i Piotrem W. Była nawet przygotowywana spółka komandytowa z udziałem żon tych panów i moim zdaniem przekroczyli zakres uprawnień, przekazując na rzecz żużlowej spółki pieniądze bez akceptacji zarządu firmy Strabag. W dokumentach mówi się o kwocie 1,8 mln zł. W mojej ocenie, dowody o przeznaczaniu kwot ze sponsoringu na własne potrzeby stawiają w niekorzystnym świetle zeznania Bogdana G. i Pawła P. Budzą wręcz podejrzenia, że celowo „wystawili prezydenta”, aby mieć święty spokój i uniknąć własnej odpowiedzialności. Jasne wydaje się, że te nieformalne relacje ze Strabagiem, które zarzucono mnie, występowały po stronie żużlowej spółki – bronił się oskarżony.
Kto z kim jeździł na wakacje
Prokuratora Borka bardziej interesował stopień zażyłości między Ryszardem Ścigałą a Bogdanem G., czy i gdzie spędzali wspólnie czas itp. Obaj znają się długie lata i parokrotnie wypoczywali z rodzinami nad polskim morzem, wspólnie też bawili się w sylwestra. W roku 2011, kiedy Bogdan G. przestał kierować spółką żużlową wzajemne kontakty osłabły.
– Nasze sporadyczne spotkania inicjowane przez Bogdana G. dotyczyły jego osobistej sytuacji, opowiadał o czekającej go operacji i prosił o załatwienie mu jakiejś pracy – przyznaje Ścigała. – Przypominam sobie przypadkowe spotkanie z nim na stacji benzynowej i drugie umówione w restauracji Młyn. Atmosfera wokół jego odejścia ze spółki żużlowej była niejasna (były zastrzeżenia i nieprawidłowości finansowe) i to powstrzymywało mnie przed pomocą i rekomendowaniem go komukolwiek. Nie podjąłem też żadnych działań, aby zatrudnić go w radach nadzorczych miejskich spółek. Bywał kilkakrotnie w moim domu, nie pamiętam okoliczności tych wizyt, ale nie było żadnego przekazywania pieniędzy.
Ścigała i Bogdan G. na prokuratorskim filmie
Podczas ubiegłotygodniowej rozprawy odtworzono filmowe nagranie z prokuratorskiej konfrontacji Ryszarda Ścigały z Bogdanem G. Były prezes żużlowej spółki potwierdził przed kamerą i w obecności podejrzanego, że przekazał mu 70 tysięcy złotych łapówki. Na nagraniu widać, że Ścigała był wyraźnie poruszony tym, co wprost usłyszał – milczał i ostatecznie odmówił składania wyjaśnień. Podczas ostatniego posiedzenia sądu stanowczo jednak zaprzeczył, że wziął jakąkolwiek gotówkę od Bogdana G. Prokurator Seweryn Borek nie daje temu wiary, wskazując na bardzo bliską i długoletnią znajomość obu panów.
Jego zdaniem, ta znajomość została wykorzystana przez Strabag, aby dotrzeć do prezydenta, unikając niezręcznego dla obu stron bezpośredniego kontaktu. Przedstawiciele firmy drogowej uczynili więc z dobrego znajomego… dobrego pośrednika w przekazaniu łapówki.
Słowo przeciwko słowu
Na zakończenie trzeciego dnia procesu Ryszard Ścigała raz jeszcze oświadczył, że jest niewinny. Stawiane mu zarzuty sprowadzają się do „słowa przeciwko słowu” i w takiej sytuacji trudno o obiektywną prawdę – uważa.
– Dwaj dżentelmeni z firmy Strabag, którzy uczestniczyli w zmowie przetargowej i wyprowadzili kasę, zostali zatrzymani, opowiadali później o przekazywaniu pieniędzy dla prezydenta. Czego się nie robi, aby wyjść z celi i zobaczyć niebo… Atmosferę afery rozpętano z udziałem mediów już w dniu mojego zatrzymania, ogłaszając sukces służb specjalnych. Nie ma dowodów na moją przychylność firmie Strabag, ale „trzeba znaleźć cokolwiek, bo facet jest już zatrzymany”. Jest silna presja. Trwa szukanie dowodów, w areszcie mijają trzy miesiące, aresztowano dwóch kolejnych urzędników tarnowskiego magistratu, a ja mimo wpłacenia wysokiej kaucji, która miała zrobić wrażenie na opinii publicznej, pozostaję w areszcie na kolejne trzy miesiące i dowiaduję się o chorobie żony.
Zastrzeżenia zgłasza Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a poszukiwania dowodów i liczne kontrole w urzędzie miasta trwają. Nie znaleziono nic, nie znaleziono przetargów, które wygrał Strabag dzięki mojej domniemanej przychylności. Nie przekroczyłem też swoich uprawnień w innych kwestiach, czego dowodzi wnikliwa kontrola RIO – zwraca uwagę oskarżony Ścigała.
Prowadząca sprawę sędzia Bożena Waresiak wyznaczyła kolejną wokandę na 25 marca, tym razem wyjaśnienia składać ma kolejny z pięciu oskarżonych – Zdzisław M., były dyrektor Tarnowskiego Zarządu Dróg Miejskich, a następnie: Jacek Kułaga, dyrektor Centrum Usług Ogólnomiejskich, oraz biznesmen Wiesław F. Bogdan G. i Paweł P. poddali się wcześniej karze bez przewodu sądowego.























