Dlaczego z Białej znikają ryby?

0
Biala ryby
Dlaczego z tego miejsca pouciekały ryby? Dlatego, że było im dobrze? – ironizuje Stefan Józef, wieloletni wędkarz i obserwator Białej | Fot. autor
REKLAMA

Teraz alarmuje służby, że coś się złego dzieje z Białą, jest coraz gorzej, ale służby odpowiadają, że to niemożliwe, bo z ich badań wynika, że gorzej nie jest. Jest coraz lepiej.
– Jest coraz lepiej, a ryb nie ma. Może ryby na wodzie się nie znają? – denerwuje się Stefan Józef, inżynier rolnictwa, znany w Łowczowie pod Tuchowem dawny prezes spółdzielni produkcyjnej, zapalony wędkarz od ponad 30 lat. – Kiedyś z mostku rzuciłem tylko kwiatek, a już ryby podpływały. Splunąć do wody nawet wystarczało, żeby się ożywiły. Ale zniknęły też kaczki czy czaple. Dlatego że im było dobrze?
Cztery lata temu pod wieczór pan Stefan miał taką myśl: pójdę nad rzekę, coś złowię sobie na kolację. Ale złowił – do plastikowej butelki – trochę czarnej piany, która wtedy pojawiła się w Białej. Do dziś trzyma napełnioną butelkę w garażu.
– Proszę zobaczyć. Osad się wytrącił, czarne kłaki na dnie pływają. Chciałem, żeby to sanepid zbadał, ale powiedzieli mi, że nie robią takich badań.

Rzadki drapieżnik
Stefan Józef ma piękne wędkarskie wspomnienia. Z piaszczysto – kamiennego cypla pod mostkiem, na którym rozkładał swój ekwipunek, można było złowić tyle ryb, ile się chciało. Szczupaki, leszcze, świnki, klenie, brzany, jelce, miętusy. Narybek Polskiego Związku Wędkarskiego rósł i rozmnażał się bez problemu. Boleń się kiedyś panu Stefanowi przydarzył, rzadki drapieżnik z rodziny karpiowatych. Pstrągi też podpływały.
– Któregoś dnia złapałem takiego leszcza, że wystawał ponad wannę w łazience. Ważył kilka kilogramów. O szczupaka mniejszego niż 70 centymetrów trudno tutaj było. Zdarzały się dni, że tyle ryb złowiłem, że potem rozdawałem sąsiadom. Najlepiej było dziesięć – piętnaście lat temu, potem już było coraz gorzej.
O rzekę rzadko się dbało. W przeszłości Stefan Józef pracował w jednej z lokalnych masarni. Właściciel narzekał, że wywóz nieczystości z szamba za dużo kosztuje. Firma, która wywoziła, poszła z właścicielem na układ. Umówiono się, że będzie ona dostarczać tylko faktury z zaniżoną opłatą za fikcyjną usługę, żeby sanepid się nie czepiał, a masarnia z zawartością szamba niech robi już, co chce. Robiła więc, co chciała, łatwo domyślić się co. Mimo to pan Stefan stawia dość śmiałą tezę. Jego zdaniem, najwięcej ryb w miejscu, w którym łowił, było dawniej, gdy nie działały jeszcze pobliska oczyszczalnia ścieków ani sieć kanalizacyjna.
– Tego, co naturalne, to bym się nie bał tak bardzo, przyroda zawsze sobie z tym jakoś radziła. Najgorsza jest chemia, najgorsze detergenty.

REKLAMA (3)

Zapłacę za badania
Właśnie wyruszamy na krótką samochodową wycieczkę kilka kilometrów za Tuchów. Stefan Józef zatrzymuje auto na drodze do Jodłówki Tuchowskiej w pobliżu ujęcia wody, w okolicy mostu. Obok znajduje się tablica z informacją, że Biała Tarnowska chroniona jest w ramach sieci „Natura 2000”, a poniżej obserwujemy, jak z kanału wpływa do rzeki zabarwiona na biało mętna ciecz… Nie wiadomo, co to jest.
Wracamy. Po drodze pan Stefan opowiada o swojej wizycie w oddziale Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Tarnowie.
– Opowiedziałem im o swoich wędkarskich obserwacjach. Długo rozmawiałem z urzędniczką. Wróciłem tak zdenerwowany, że mi gwałtownie skoczyło ciśnienie. Od razu poszedłem do lekarza.
Co tak wzburzyło pana Stefana? Procedury, najkrócej mówiąc. Urzędniczka cierpliwie wyjaśniała wędkarzowi, że próbki wody z Białej są systematycznie pobierane do badania, ale w ściśle określonych miejscach i w określonych terminach. Z tych badań wynika, że Biała jest coraz czystsza, a nie brudniejsza. Stefan Józef usłyszał, że WIOŚ nie może ot, tak interweniować za każdym razem, gdy ktoś przyjdzie i powie: zbadajcie wodę tu albo tam. Chyba że tu albo tam coś wydarzy się nadzwyczajnego.
– Zaproponowałem, że osobiście zapłacę za dodatkowe badania, ale procedura tego też nie przewiduje. Wróciłem z Tarnowa z niczym, nie licząc wysokiego ciśnienia.

REKLAMA (2)

Nieżywa woda
Stefan Józef twierdzi, że powyżej ujęcia wody w Dąbrówce są ryby, im dalej w górę rzeki, tym jest ich więcej, choćby ładne skupisko w Zborowicach, tylko poniżej, koło Tuchowa, coś się podziało.
– W tamtym roku nie było jeszcze najgorzej, jesienią byliśmy z wnukiem na rybach. W tym roku woda jest nieżywa, ryby poumykały. Może jakichś zanieczyszczeń jest więcej, bo rok mamy suchy, stan wód niski i woda gorzej miesza się ze ściekami.
Teraz znów stoimy na mostku niedaleko stacji kolejowej w Łowczowie, z którego dobrze widać dawne stanowisko pana Stefana. Wciąż go ciągnie do wspomnień o dobrych czasach.
– Roiło się tu od ryb. Czekały w wodzie na robaki, które spadały z drzew i krzewów. Jak któryś spadł, to one zaraz ruszały z miejsca. Drobnej zwierzyny też nie brakowało. Tchórzofretki były, a kuny biegały po drewnianej konstrukcji mostu. I nagle całe to towarzystwo gdzieś się wyprowadziło. Dlaczego? No, przetrwały jeszcze tylko bobry. Ale one żyją z drzew, a nie z wody, byle tylko miały do niej dostęp. Co im tam woda.
P.S. Piotr Zając, kierownik ujęcia wody spółki komunalnej „Dorzecze Białej” w Tuchowie, poinformował nas, że mętna ciecz, która pojawia się na ujęciu, to tzw. woda popłuczna, która pochodzi ze spłukiwania zamontowanych w obiekcie filtrów węglowych i odprowadzana jest zgodnie z wymogami technologii i uzyskanym pozwoleniem. Jego zdaniem, nie ma ona wpływu na życie biologiczne w Białej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze