Twierdzą, że nikt nie pytał ich o zdanie, mało tego, są oburzeni, bo będą musieli ponieść koszty przedsięwzięcia. Na przykład właściciel warsztatu samochodowego będzie musiał wskutek decyzji radnych wyłożyć grubo ponad dwa tysiące złotych. Mieszkańcy nie wykluczają, że zaskarżą uchwałę do wojewody małopolskiego.
Zakusy na zmianę nazwy ulicy były już kilka lat temu, projekt uchwały w tej sprawie wszedł pod obrady, ale ze względu na sprzeciw mieszkańców został wycofany. Również na ostatniej sesji stawiło się kilku mieszkańców spornej uliczki, którzy jasno i dobitnie dali wyraz swojemu niezadowoleniu.
– Mimo że niemal jednogłośnie wyraziliśmy sprzeciw, okazało się, że projekt uchwały o zmianie nazwy znalazł się w programie sesji. A przecież w czasie rozmów z przewodniczącym osiedla wielokrotnie wyrażaliśmy naszą niechęć do zmiany nazwy naszej ulicy. Podjęcie decyzji o przemianowaniu, nawet z najszlachetniejszych pobudek, będzie złamaniem woli obywateli, których rada ma reprezentować – mówi Urszula Janas. – Polityka historyczna na poziomie osiedla nas nie interesuje. Czy to będzie Armii Ludowej, czy Rotmistrza Pileckiego jest sprawą drugorzędną. Boli nas, że decyzje podejmowane są za naszymi plecami, bez konsultacji, które w takiej sytuacji są konieczne. Na siłę próbuje się nas uszczęśliwiać.
Zdaniem mieszkańców sprawy historyczne powinny zejść na dalszy plan. Twierdzą też, że radni podejmując decyzję o zmianie nazwy ulicy narażają ich na kłopotliwe i czasochłonne chodzenie po urzędach związane z wymianą dokumentów i, co najgorsze, na koszty. Radny Grzegorz Kolbusz, który jest wielkim orędownikiem zmiany nazwy ulicy, mówił w czasie sesji, że w rozmowie ze starostą otrzymał obietnicę, iż możliwa będzie tańsza wymiana praw jazdy.
– Owszem, odbyłem z panem radnym rozmowę na ten temat, ale nie obiecałem, że cokolwiek będzie za darmo – odpowiada starosta Andrzej Potępa. – Wymiana prawa jazdy kosztuje sto złotych, ale za 60 złotych musimy kupić druk, reszta to nasz zysk. Aby jednak zwolnić mieszkańców z tej opłaty, decyzję musiałaby podjąć rada powiatu na wniosek rady miejskiej. Taki wniosek nie wpłynął.
– Dlaczego mamy ponosić koszty decyzji radnych? – pyta Adam Rzenno. Mieszka i pracuje przy Armii Ludowej już od kilkudziesięciu lat, prowadzi zakład naprawy samochodów. – Mam kilka aut, muszę zmienić dowody rejestracyjne i tablice, zmienić zapisy w księgach wieczystych, razem z całą rodziną musimy zmienić wszystkie dokumenty, zrobić zdjęcia. Mam uprawnienia do prowadzenia samochodów ciężarowych, a aby uzyskać nowe prawo jazdy, muszę zaktualizować badania, które kosztują prawie tysiąc złotych. Muszę wymienić w firmie wszystkie pieczątki, druki reklamowe, szyld nad zakładem. Jak obliczyłem, wszystko to kosztować mnie będzie ogromne pieniądze. A przecież radni są po to, aby dbać o dobro mieszkańców, także o ich portfele.
Mieszkańcy ulicy Armii Ludowej rozważają możliwość zaskarżenia uchwały do wojewody. – Mamy do tego niezbywalne prawo – dodaje Adam Rzenno. – Przede wszystkim dlatego, że nie przeprowadzono koniecznych konsultacji, mało tego – decyzja podjęta została wbrew naszej woli.
Długie boje o krótką uliczkę
REKLAMA
REKLAMA
























