Gdzie na taaaaką rybę?

0
ryba
ryba2
REKLAMA

 

Dobra robota świnki
Dla jednych wędkarstwo to wspaniałe hobby, dla drugich sport, dla pozostałych jedno i drugie. W Polsce liczba wędkarzy przekracza 600 tysięcy, w okręgu tarnowskim jest ich ponad 5 tysięcy – to sporo, jednak miejsca nad wodą wystarczy dla wszystkich… Łowić można w Wiśle, Rabie, Dunajcu, Białej, Uszwicy, w wyrobiskach pożwirowych… Zbiorniki w Bobrownikach Małych i Olszynach, które leżą w międzywalu Dunajca, zaliczane są do rzek. Łowiskami specjalnymi są nadal akweny w Niwce, Trzydniakach, Komorowie oraz Kantoria w Tarnowie.
– Rzeki zarybiamy zgodnie z tym, co zostało zapisane w operatach rybackich opracowanych przez specjalistów – ichtiologów. Dokumenty te zobowiązują nas do właściwego utrzymania rybostanu – wyjaśnia Ignacy Piskorki. – Szczególnie zależało nam na tym, żeby odbudować pogłowie świnki, bo to jest jedyna ryba, która żywi się szczątkami roślin i glonami znalezionymi na dnie. Dzięki temu inne gatunki mają odpowiednie miejsca żerowania. Regularne zarybianie doprowadziło do tego, że mamy obecnie wszystkie roczniki świnki i zaczyna następować samoodtwarzanie populacji.
W tarnowskich rzekach oprócz świnki pływa całe bogactwo ryb, są wśród nich pstrągi, szczupaki, sandacze, klenie, certa i jazie.
– W tym roku zamierzamy wpuścić do wód otwartych między innymi 130 tysięcy sztuk świnki, 80 tysięcy sztuk sandacza, 18 tysięcy sztuk pstrąga, 12 tysięcy sztuk lipienia, 3 tony szczupaka i 400 kilogramów suma.
Na rzekach można łowić przez cały rok, jednak teraz wędkarzy jest najwięcej, bo wielu planując urlop, szuka miejsc, które zapewnią nie tylko odpoczynek, ale także dostarczą wędkarskich doznań. „Obcy” chętnie wybierają Dunajec i Wisłę i wyławiają piękne świnki oraz brzany.
– Jest dużo namiotów przy brzegu Dunajca. Od Zakliczyna do Zgłobic i Ostrowa siedzi głównie Kraków i Śląsk. Dolny odcinek, czyli od Ostrowa, bliżej ujścia Wisły, okupują Kielce, Mielec i Rzeszów – wymienia Krzysztof Zakrzewski, dyrektor biura tarnowskiego okręgu PZW. – Mamy dużo przyjezdnych wędkarzy dlatego, że posiadamy coś, czego oni nie mają u siebie: czyste wody obfitujące w wiele gatunków ryb.

REKLAMA (3)

 

REKLAMA (2)

Płochliwy boleń i hardy kłusownik
Zezwolenie na połów w rzekach kosztuje 105 zł, gdy dopłacimy kolejne 100 zł, to możemy również łowić na wyrobiskach pożwirowych. W tamtejszych wodach pływają dorodne karpie, leszcze, amury, sandacze, szczupaki, sumy, klenie, liny, płocie, karasie, węgorze, pstrągi tęczowe i jazie.
– W czerwcu wpuściliśmy do wyrobisk 4,5 tony karpia wymiarowego. Teraz wpuszczamy sukcesywnie co dwa – trzy tygodnie po 800 kilogramów. Najlepiej zarybione są te łowiska, których tarnowski okręg jest właścicielem, czyli Niwka i Trzydniaki. Niebawem Niwka będzie posiadała dwa place specjalnie przygotowane na przyjęcie przyczep campingowych.
Prezes tarnowskich wędkarzy upatrzył sobie jednak Komorów. Brzegi stawów obrośnięte są drzewami i krzewami. Dużo tu zatok, cypli i wysepek.
– W Komorowie złowiłem karpia ważącego ponad 7 kilogramów, szczupaka, który miał 90 centymetrów długości, i półtorakilogramowego okonia – piękną sztukę. To są duże emocje. Wszystko zależy, jakim sprzętem kto łowi. Niektórzy potrafią siedzieć całymi tygodniami, bo polują tylko i wyłącznie na potężne karpie, takie kilkunastokilogramowe. Innych pasjonuje łowienie przy użyciu bardzo lekkiego sprzętu. Jak się na haczyku zawiesi pstrąg, trzeba wyjąć go na żyłce, która ma osiem setnych milimetra, to nie jest zabawa, to jest majstersztyk. Jednak sztuką łowienia jest złowienie płochliwego bolenia…
Różnorodność sprzętu, jaki można spotkać nad tarnowskimi wodami, jest ogromna. Od elektronicznych sygnalizatorów po zdalnie sterowane modele pływające do wywozu przynęt. Bywa, że dobrym sprzętem dysponują również kłusownicy.
– Najgorsze jest to, że nasza Społeczna Straż Rybacka nie ma żadnych uprawnień. Możemy podejść do wędkarza, poprosić o dokumenty uprawniające do wędkowania, a kiedy on nam pokaże gest Kozakiewicza, to nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Jak nasz służbowy czerwony nissan, w którym towarzyszą nam czasem przedstawiciele policji lub zawodowej straży rybackiej, mija Wojnicz, to wiedzą o tym aż pod Czchowem, bo od razu sięgają po telefony komórkowe – mówi Ignacy Piskorski. Kłusownicy są dobrze zorganizowani. Kiedy zasadziliśmy się na takiego w Otfinowie, uciekł błyskawicznie. Wszyscy miejscowi wiedzą, kto to był, ale milczą. Łódź została skonfiskowana, w sieci znaleźliśmy 190 kilogramów ryb.
Reprezentantów Państwowej Straży Rybackiej jest na terenie byłego województwa tarnowskiego… dwóch. Potwierdzają, że głównym przewinieniem łowiących jest brak opłat wędkarskich, a to już wykroczenie.
– Kłusownictwo było, jest i będzie – dodaje Andrzej Leń. – Najgorzej jest przy Wiśle i Dunajcu, tam zakładają sieci z dziada pradziada. Nie traktują tego w kategorii łamania prawa, dla nich to chleb powszechni. Miejscowość, w której ten proceder jest na porządku dziennym, to Pawłów w powiecie dąbrowskim. Grube ryby wybiera się z sieci, a drobnicę można spotkać na podwórkach, bo rzucana jest kaczkom i gęsiom. Podczas nocnych połowów strażnikom w tak niewielkiej obsadzie niezwykle trudno kłusowników upolować.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze