
Marzena Babicz twierdzi, że nie rozumie powodów tego ataku, a burmistrz obiecuje, że sprawa rozwiązana zostanie najszybciej, jak się da – skargę rodziców i opinie dyrektorki rozpatrywać będą radni i to oni zdecydują o dalszych losach szefowej przedszkola.
– Przedszkole nie zaspokaja podstawowych potrzeb naszych dzieci. Mało tego, ze strony pani dyrektor spotykają się z agresją, rygoryzmem, zastraszaniem, wyśmiewaniem, zawstydzaniem. Oprócz przygotowania zawodowego, nauczyciel posiadać powinien szereg cech, które sprawiają, że maluchy czują się bezpiecznie. To jest niezwykle ważne, bo w przedszkolu spędzają pół dnia – mówi przewodnicząca rady rodziców w szczepanowskim przedszkolu, Anna Kosałka.
W czasie zebrania rodzice opowiadali o tym, jak na początku września pani dyrektor, słysząc płacz dzieci, wręcz wyganiała je na plac zabaw. Twierdzą, że nie zważała na to, iż są niezdyscyplinowane, a nauczyciel nie zna jeszcze ich imion. Podobno jeden z płaczących maluchów został wyciągnięty z grupy i zamknięty w pustym pomieszczeniu. Rodzice skarżyli się także na to, że ich pociechy nie dostają nic do picia między posiłkami, dyrektorka miała rzekomo powiedzieć, iż gdyby za dużo piły, to dużo by sikały. – Wielokrotnie prosiliśmy panią dyrektor, aby to zmienić, zgodziła się ostatecznie, że mogą mieć wodę w szatni – mówi Monika Tomasik. Inni rodzice mówili także o tym, że dzieci przychodzą z przedszkola głodne.
– Gdyby w przedszkolu było dobrze, nie musielibyśmy się spotykać – mówiła w czasie zebrania rodziców Anna Kosałka. – Nikt z nas nie chce robić pani dyrektor krzywdy, ale mamy prawo bronić swoich dzieci. Musimy zrobić wszystko, aby nie bały się chodzić do przedszkola i dobrze się w nim czuły. Cechy osobowości pani Babicz wykluczają ją z grona nauczycieli, a my musimy przeprosić nasze dzieci, że pozwoliliśmy, aby tak długo była w naszym przedszkolu nauczycielem i dyrektorem. Wierzymy, że po wysłuchaniu naszych argumentów burmistrz nie pozwoli, aby Marzena Babicz nadal krzywdziła nasze dzieci.
W wyjaśnieniach, jakich dyrektor przedszkola w Szczepanowie udzielała w czasie zebrania, mówiła o tym, że nieprawdą jest, jakoby miała zamykać dzieci w pustych salach. – Najbardziej płaczące maluchy biorę do swojego gabinetu, mają tam zabawki i szybciej adaptują się do przedszkolnych warunków. Nie jest też prawdą, aby dzieci chodziły głodne czy spragnione, każdy chętny maluch dostaje dokładkę, a wodę z sokiem i herbatę mają na każde życzenie – broniła się. – Nie wiem, skąd taki skomasowany atak na mnie. Być może z tego powodu, że w ostatnim czasie musiałam zatrudnić dwie osoby na zastępstwo. Chętni byli wśród rodziców, ale nie wzięłam ich kandydatur pod uwagę.
Nie wszyscy rodzice twierdzą, że Marzena Babicz jest złą nauczycielką i dyrektorem. – Skoro tak źle się działo przez tyle lat, to dlaczego rodzice tyle czasu czekali, aby rozmawiać o problemach? Proszono mnie, abym podpisała skargę skierowaną do przewodniczącego rady miejskiej, nie zrobiłam tego, bo po jej przeczytaniu stwierdziłam, że nie ma w niej żadnych faktów, które potwierdzałyby zarzuty wobec dyrektorki. Byłam na zebraniu i uważam, że niektóre problemy były wyssane z palca. Przyprowadzam do przedszkola już drugie swoje dziecko i nie zauważyłam, aby działo się tam coś złego – mówi anonimowo jedna z mam.
W niezwykle emocjonującym wystąpieniu mąż dyrektorki, Bogusław Babicz – brzeski radny i przewodniczący komisji oświaty, mówił o tym, że na jego małżonce dokonano sądu przed rozstrzygnięciem sprawy. – Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem się w taką falą nienawiści jak teraz, kiedy przewodnicząca rady rodziców rozesłała do mediów list o tym, co rzekomo dzieje się w przedszkolu. I nie chodzi o same skargi, ale o to, w jaki sposób zostało to rozpropagowane – mówił.
– Nie mam podstaw, aby nie wierzyć rodzicom – twierdzi sołtys i radna ze Szczepanowa, Anna Lubowiecka. – Historie, jakie mi opowiadali, dosłownie jeżyły mi włos na głowie, były bardzo bolesne i w przedszkolu nie powinny się wydarzyć. Gdyby w przedszkolu było wszystko w porządku, rodzice tak licznie nie przyszliby na spotkanie.
– W ciągu czterech ostatnich lat do urzędu wpłynęła tylko jedna skarga na przedszkole w Szczepanowie i nawet nie została rozpatrzona, bo wycofano ją. Na razie nie chcę wyrokować, jak sprawa się skończy, ale postaram się, aby problem został rozwiązany jak najszybciej – wyjaśnia burmistrz Brzeska, Grzegorz Wawryka. – Sprawą zajmie się w pierwszej kolejności komisja rewizyjna, później cała rada miejska.























