Uwaga na znaki
– Wiadomo nam o problemach, które występują na tym odcinku A4, lecz na razie nie planujemy dodatkowych działań związanych z tą sprawą – oznajmia Bartosz Wysocki z biura prasowego Oddziału GDDKiA. – Wcześniej została zrobiona analiza, ustawiono znaki ostrzegawcze łącznie ze znakiem zakazującym przekraczanie określonej prędkości, gdyż fragment drogi przechodzi tam w łagodny łuk. Jeżeli ktoś nie stosuje się do zaleceń i nakazów, może mieć problemy. W sytuacji, gdy droga jest po deszczu, nie można jechać z tak samą dużą prędkością, jak na suchej nawierzchni. Jeżeli do tego nałożą się inne okoliczności, np. zły stan techniczny samochodu, ogumienia czy niewystarczające umiejętności kierowcy, to nieszczęście gotowe. Znam ten odcinek pod Tarnowem, wielokrotnie go pokonywałem swoim samochodem, w pogodę i niepogodę. Nie słyszałem, aby ktoś, kto dostosował jazdę do warunków drogowych, miał tam kłopoty.
Policjanci mówią podobnie. Trzeba uważać, zwracać uwagi na znaki, nie szarżować, gdy jest mokro.
– Co prawda słychać, że niektórzy kierowcy uważają tę drogę za pechową, ale nie chciałbym postrzegać tej sprawy w tych kategoriach, policja nie zajmuje się kwestią pechu – zaznacza kom. Janusz Fido. – Faktem jest, że gdy jest sucho, „pech” opuszcza 505. kilometr, bo wtedy nie notujemy tam zdarzeń. A więc najlepiej zrobimy, gdy w trudniejszych warunkach zachowamy większą ostrożność.
Pech, nie pech…
O tym, że odcinek A4 między 505. i 507. kilometrem prześladuje jakiś pech, mówi się już od dawna. Zresztą w całym kraju są drogi, nad którymi – według opinii niektórych kierowców – wisi fatum. Obfitują one w liczne wypadki i kolizje, gdy niczym poza tym się nie wyróżniają, ani złą nawierzchnią, ani trudnymi zakrętami czy kiepską widocznością. Niedobrą sławę miał fragment starej „czwórki” między Ładną i Pogórską Wolą oraz w okolicach Gorzkowa, między Bochnią i Brzeskiem, albo odcinek drogi krajowej nr 73 z Tarnowa do Jasła, w rejonie Brzostka i Kołaczyc.
Niektórzy są zdania, iż fatalnie oddziałują na kierowców znajdujące się tam podziemne cieki wodne. Ryszard Ulman, inżynier, ekspert radiestezji i naturoterapii, organizator i współorganizator kilku krajowych stowarzyszeń skupiających radiestetów i bioenergoterapeutów, jest w tej sprawie sceptyczny.
– Pod tą drogą musiałaby się znajdować pokaźna wiązka cieków wodnych, by mogły mieć one wpływ na zachowania kierowców. Poza tym żyły wodne są w wielu miejscach, choćby pod domami, w których mieszkamy, więc ich obecność w sąsiedztwie szlaków komunikacyjnych nie jest czymś nadzwyczajnym. Ja proponowałbym przeprowadzenie innego rodzaju badań, by sprawdzić, czy na terenie, o którym pan mówi, nie występują anomalie biograwitacyjne wywołujące u człowieka chwilowe zaburzenia neurologiczne.























