Czy autostrada pod Tarnowem skrywa tajemnicę?

7
Między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków
Między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków
REKLAMA

W Zaczarniu, kiedy słychać sygnały alarmowe, mieszkańcom od razu do głowy przychodzi myśl, że znów doszło do wypadku na autostradzie. Ostatni raz stało się tak w ubiegłym tygodniu. Jeśli tylko zaczyna padać deszcz, można mieć przypuszczenie, że komuś na drodze przydarzy się nieszczęście. To jest już cała seria nieszczęść, większych lub mniejszych, od 2014 roku, od chwili oddania tego odcinka A4 do użytku. Na razie nic nie wskazuje na to, że w przyszłości miałoby się coś pod tym względem zmienić.
Wielu kierowców wie już o tym szczególnym odcinku A4. Szczególnym dlatego, że między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków. Niektórzy więc już wyjątkowo uważają. Pamiętają, że kiedy na wysokości Zaczarnia i Nowych Żukowic, między 505. i 507. kilometrem A4, nawierzchnia jezdni jest mokra, to lepiej zdecydowanie zwolnić. Wtedy bardzo łatwo o poślizg.
– Miejscowi o tym pamiętają, ale ktoś, kto jedzie z dalsza, nie wie o tym niebezpiecznym odcinku, nie wszyscy są wystarczająco ostrożni. Dlatego dochodzi do przykrych w skutkach zaskoczeń – mówi Janusz Fido, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KM Policji w Tarnowie.
Pewnie niedobra sława „pięćset piątego kilometra” nie dotarła aż w głąb kraju, ale i tak wszyscy powinni uważać. W końcu od strony Krakowa, jak i Rzeszowa są ustawione znaki ostrzegawcze. Ostrzegają przed możliwym poślizgiem w czasie opadów deszczu bądź śniegu.
Znaki musiały się pojawić, gdyż duża liczba kolizji i wypadków od początku skłaniała do poważnej refleksji.

Seria nieszczęść

Swego czasu Komenda Miejska Policji w Tarnowie problem zgłosiła do rzeszowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zarządza tym odcinkiem (mimo że położony jest w granicach woj. małopolskiego).
GDDKiA dokonała wizji lokalnej, badając fragment jezdni na odcinku 505 – 507 km. Z przedstawionej analizy wynika, że zaprojektowano go i wykonano zgodnie z zasadami sztuki, nie ma on wad i nie wymaga korekt.
Nie wiadomo, czy dla kogoś te wnioski były pocieszeniem, wiadomo natomiast, że problem cały czas jest aktualny. Problem o tyle istotny, że chodzi tu o zdrowie i życie ludzi przemieszczających się autostradą A4.

REKLAMA (3)

Na początku minionego lata nocą, po tym, jak spadł deszcz, na 505. kilometrze samochód osobowy wpadł w poślizg i dachował. W pojeździe zakleszczona została pasażerka, którą uwolnili strażacy. Dwudziestopięcioletnia krakowianka doznała obrażeń twarzoczaszki. W lipcu w podobnych okolicznościach, niemal w tym samym miejscu, z drogi wypadł inny samochód osobowy. Nawierzchnia również była mokra. Kierowca z urazem ręki został przewieziony do szpitala. We wrześniu pojazd, którym jechała matka wraz z córką, wpadł w poślizg i uderzył w bariery ochronne. Ludziom na szczęście nic groźnego się nie stało, natomiast jeden z przewożonych psów nie przeżył wypadku, drugi zaraz po zdarzeniu uciekł w panice w nieznane miejsce. Kilka dni temu jaguar znalazł się w przydrożnym rowie, gdyż kierująca nim kobieta straciła panowanie nad pojazdem. Także w tym przypadku zdarzenie zostało odnotowane na 505. kilometrze i wtedy, gdy droga była mokra.
W przeszłości na drodze tej dochodziło także do poważniejszych wypadków, również śmiertelnych.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
7 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze