Po całej wsi chodzi pogłoska, że Andrzej skończył ze sobą z powodu kredytu. Nie wiadomo, skąd ludzie mają taką informację, ale z kim by rozmawiał, wszyscy twierdzą podobnie. Przekonują, że to kredyt zabił Andrzeja.
Wieś, kilkanaście kilometrów od Tarnowa. Ludzie wstrząśnięci są tragedią. Jeden z mieszkańców popełnił samobójstwo. Młody człowiek. Zostawił żonę i dwoje dzieci. Pewnego wieczora mężczyzna wyszedł ze swego pokoju do garażu. Kiedy długo stamtąd nie wracał, zareagowała żona. Poszła za nim. Wkrótce mieszkańcy sąsiednich domów usłyszeli rozpaczliwe wołanie kobiety: – Ratunku, na pomoc!
Niektórzy natychmiast przybiegli. Odcięli sznur, na którym wisiał mężczyzna, próbowano go ratować. Wezwane zostało pogotowie. Niestety, na pomoc było już za późno.
– Nie pamiętam już takiego przypadku – mówi mężczyzna, który mieszka niedaleko miejsca tragedii. – Dawno już nikt u nas nie popełniał samobójstwa, ale teraz to mogą się zdarzać. Ciężkie czasy przyszły, a niektórzy twierdzą, że wnet nastaną jeszcze cięższe.
Zawsze w takich przypadkach wszystkich interesuje to samo: co się stało, dlaczego się zabił albo zabiła? Jeśli chodzi o Andrzeja, obowiązuje tylko jeden przekaz. Pogłoska rozeszła się lotem błyskawicy. Zaczęła żyć swoim życiem. Ludzie z wyrywkowych informacji ulepili swoją opowieść o tragedii. Czy prawdziwą?
– Widzi pan ten dom, o, tam, w tym rzędzie? – pyta kobieta, która przekonuje, że jest dobrze zorientowana w sprawie. – Człowiek nabrał na niego kredytów i potem się psychicznie załamał.
To nowy dom położony na niedawno powstałym osiedlu. Coraz więcej takich osiedli powstaje pod Tarnowem, w pobliskich miejscowościach, gdyż mieszczuchom, którzy do tej pory żyli w blokowiskach, marzy się własny dom z ogródkiem. Marzy się własny azyl, poczucie swobody i wolności.
– Oni też się tutaj sprowadzili, chcieli żyć po innemu, mieć więcej spokoju, wieś im odpowiadała – relacjonuje kobieta. – Problem zaczął się wtedy, gdy z powodu inflacji zaczęło im przybywać kredytu. Pożyczka rosła w oczach. Co chwila były jakieś zmiany, które podnosiły raty do spłacenia. Nie wiem, ile ten człowiek miał do zapłaty, ale pewnie niemało, więc się przestraszył, że już nie da rady. Że któregoś dnia przyjdą do niego z banku i ten piękny domek im odbiorą. Tak chłopina dobrał sobie to do głowy, że zwyczajnie nie wytrzymał. Długo tu nie pomieszkał, nie nacieszył się. Wszystko na nic. Straszna historia, mówię panu.
– No, tak. Skończył ze sobą, ale co on najlepszego narobił? Co teraz pocznie żona z dziećmi? Zostali sami – dopowiada sąsiadka naszej rozmówczyni.
Takie informacje ludzie przekazują sobie z ust do ust, biorąc je za pewnik. Wszystko im się układa w logiczną całość: nowy dom, kredyty bankowe, coraz wyższe spłaty, o których bez przerwy trąbią choćby w telewizji. Podają tam przykłady: jeśli ktoś przed zmianami, w ubiegłym roku, wziął kredyt w wysokości 300 tysięcy złotych, to miesięczna rata wynosiła 1300 zł, dzisiaj wynosi ponad 2600… Niejeden kredytobiorca, który kupił mieszkanie lub zbudował dom, wpadł już w panikę, niektórzy w rozpacz.
Dlatego we wsi pod Tarnowem Andrzej uchodzi za pierwszą w Polsce ofiarę drożejących kredytów bankowych. Jeśli nawet przyczyna targnięcia na życie była inna, to tutaj – w tej wiosce – innych powodów nikt nie bierze pod uwagę.
PS. Imię samobójcy zostało w tekście zmienione.























