Tarnów mocno się wyludnia
Z liczbami trudno dyskutować. Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że na koniec 2020 roku w mieście mieszkało 107.5 tys. osób. W porównaniu z 1996 rokiem odnotowano spadek ludności o 12%. Według prognoz GUS w 2027 roku, po raz pierwszy od 1975 r., Tarnów będzie miał mniej niż 100 tys. mieszkańców, zaś w roku 2050 – jedynie 72 tys. Sytuację demograficzną dokładnie przedstawią wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań.
Ryszard Nejman, pochodzący z Tarnowa młody warszawski naukowiec związany ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego, który zajmuje się tzw. potencjałem miast, uważa, że w Tarnowie mieszkańcy mają jedne z najniższych zarobków w kraju. Jego zdaniem – głównie z tego powodu – wyludnianie miasta i emigracja za granicę lub do większych ośrodków zaczęła się na dobre dekadę temu. Nejman przekonuje, że Tarnowowi brakuje ścisłej współpracy z uczelniami, biznesem oraz z największymi zakładami pracy. Twierdzi też, że w większym stopniu do głosu należy dopuścić mieszkańców. Przyznaje, że zjawisko migracji wewnętrznej jest ogólnopolskie, bo ludzie na wsi szukają przede wszystkim potrzebnego wszystkim balansu. – Potencjał Tarnowa można jeszcze obudzić, zanim będzie za późno – przekonuje.
Dane wskazują, że wyludnianie Tarnowa – póki co – trwa w najlepsze. Nawet zapachy i hałasy wiejskie nie są w stanie tego zatrzymać. Chyba, że prezydent Tarnowa zaproponuje jakieś ekstra rozwiązanie. A może już nie on? Może ktoś, kto go zastąpi po następnych wyborach?























