Wśród atrakcji turystycznych austriackiego miasta Linz wymienia się z jednej strony zamek i dwie katedry, z drugiej – najnowocześniejsze w Europie Muzeum Sztuki Elektronicznej. Tak się jednak złożyło, że ja najwięcej czasu spędziłam w tym liczącym prawie 200 tys. mieszkańców przemysłowym mieście wśród… drzew i kwiatów.
Musiałam bowiem w Linzu poczekać kilka godzin na przesiadkę, a że było to latem, a dzień był niemal upalny, niezbyt miałam ochotę wchodzić między mury. Jeszcze na dworcu dowiedziałam się, że do Ogrodu Botanicznego dojść można stamtąd w niecałe pół godziny, a większość drogi prowadzi przez tereny zielone – miejskie skwery i stary park na wzgórzu. O dziwo, w Linzu taki spacer to nic szczególnego – tereny zielone zajmują blisko połowę (dokładnie 47,7 proc.) powierzchni tego miasta. W Tarnowie jest to zaledwie 6 procent (!).
Lilie i liśćce
Ogród Botaniczny w Linzu nie jest duży – liczy ok. 4 ha powierzchni, w tym ok. 1 ha otwartych upraw. Prócz tego mieści się tam m.in. „labirynt” złożony z kilku pawilonów szklarniowych i tzw. Zielona Scena z widownią na 400 osób, a także sala seminaryjna, bank nasion i laboratorium hodowli tkankowej, stacja przyrodnicza oraz kawiarnia serwująca kawę Meinl, piwo Stiegl, lody ze Styrii i ciasta z cukierni Baumberger. To atrakcje płatne ekstra. Natomiast bilet wstępu do ogrodu – według cennika z 2019 roku – kosztował 2,60 do 3,60 euro (dla rodzin ok. 6 euro za wszystkie osoby).
Ogród Botaniczny Miasta Linz powstał w 1953 roku i ma dobrą sławę w Europie. Szczególnie znana jest tutejsza kolekcja kaktusów i sukulentów. Nie zajmuje wiele miejsca, natomiast robi wrażenie z powodu różnorodności. Z tej kolekcji zapamiętałam szczególnie różne rodzaje żywych kamieni i hemato kaktusów, pięknie wybarwione gasterie i porosty drzewne. Po sąsiedzku znajduje się pawilon roślin wodnych z basenem, w którym zobaczyć można m.in. kilka gatunków lotosów i różnobarwne lilie wodne. Po drodze między pawilonami ogląda się np. kolekcje rzadkich begonii, kwiatów passiflory czy kwitnących ananasowców i bananowców, a także drzewka słoniowe oraz kapokowe, rosnące w donicach. Ponieważ latem pawilony mają otwarte okna i część dachu, z przyjemnością obserwowałam swojskie pszczoły czy trzmiele, zbierające pyłek egzotycznych kwiatów.
W sąsiedztwie kolekcji hibiskusów były także terraria z różnymi rodzajami patyczaków i liśćców – owadów znakomicie udających gałęzie i liście roślin. Była to atrakcja szczególnie dla dzieci, ale ja także spędziłam w insektarium sporo minut. Inni dorośli więcej czasu poświęcali raczej hodowli storczyków w kolejnym pawilonie.
Historia róż, histeria mimozy
A potem przechodziło się do otwartych ogrodów, zawierających m.in. kilka niewielkich stawków z uprawami roślin wodnych i nadwodnych trzcin, arboretum, klomby irysów czy Ogród Róż Historycznych. Ten ostatni zajął mnie znowu dłużej, bo kwitło tam sporo róż wyglądających na szlachetniejsze odmiany kwiatów dzikich. Dzięki tej kolekcji można sobie wyobrazić, jak wyglądać mogły ogrody różane w czasach, gdy nie wyhodowano jeszcze odmian róż o dużych główkach i licznych wonnych płatkach. A przecież i te proste kwiaty, przypominające dzikie róże, miały niekłamany wdzięk i pięknie wyglądały na zielonych krzewach. Z opisów dowiedziałam się, że skromne, lecz kwitnące obficie i odporne na kaprysy pogody odmiany cieszą się dużym zainteresowaniem zwiedzających, a ich sadzonki świetnie sprzedają się w miejscowym sklepie.
W rozarium była zresztą dodatkowa atrakcja dla mnie – domki dla owadów zbudowane z drewna i gliny, zasiedlone przez różne gatunki grzebaczy i gąsieniczników, trzmieli, dzikich pszczół i mrówek. W Austrii takie domki to niemal obowiązkowe wyposażenie ogrodów, a czasem i balkonów w budynkach miejskich. W polskich ogrodach jakoś nigdy ich nie spotkałam.
Czekało mnie jeszcze zwiedzanie kolekcji rododendronów i hortensji, kilku ogródków skalnych, ogrodu roślin przyprawowych i „warzywnika”. Tu najciekawsze były chyba grządki z różnorodnymi gatunkami nie tylko ogórków, pomidorów, marchwi czy czosnku, ale także papryki i oberżyny różnych smaków i kolorów. W nagrzanym kącie przy żywopłocie trafiłam też na kolekcję różnych odmian winorośli (niestety, jeszcze nie owocowały). W warzywniku była za to pompa z pitną wodą. A było coraz cieplej.
Odpoczęłam w cieniu najpierw starej gruszy ulęgałki (odmiany karynckiej), potem pod syberyjską brzozą o pasiastej korze, w pobliżu kolczastego pnia puchowca zwanego drzewem smoczym. Zwisające kwiatki pochodzącej z Meksyku drzewiastej fuksji zapylały osy o cienkich taliach. W stawku z nenufarami pływały żaby. Pasikoniki cykały w mimozach, które co jakiś czas kurczyły się histerycznie, trącone przez skaczące owady. Z zarośli mahonii wyjrzał na mnie rudzik.

Po co kwiaty przed teatrem
Wracałam przez stary park ze stuletnimi dębami i grabami o malowniczo poskręcanych pniach. Niespiesznie, bo i te drzewa warto było obejrzeć (w żadnym z polskich miast takich wiekowych olbrzymów nie widziałam!), a poza tym w parku było wiele cennego cienia.
Potem szłam przez duży skwer, gdzie grupa spacerowiczów grała w szachy chodnikowe. Dalej był reprezentacyjny budynek Teatru Muzycznego. Niedawno wystawiano „Pierścień Nibelungów”, wszędzie stały więc jeszcze instalacje reklamujące dzieło Wagnera. Kiedy więc jeden z plenerowych szachistów zaproponował, że zrobi mi zdjęcie w makiecie pierścienia, nie oponowałam.
W Teatrze Muzycznym trwało przedstawienie jakiejś operetki; właśnie zaczął się antrakt i widzowie wyszli na zewnątrz. Wokół Musiktheater nie brakowało miejsc, gdzie można było przystanąć lub przysiąść – były ławki i maleńkie skwerki, kolorowe od kwiatów. Przy każdym z nich – podobnie jak w Ogrodzie Botanicznym – stała tablica informująca, jakie kwiaty tu rosną, i że są to specjalnie dobrane nektarodajne rośliny, które mają tu, w centrum miasta, zapewniać miejsce i pokarm owadom. Istotnie, na skwerkach roiło się od pszczół, trzmieli i innych zbierających nektar owadów. Widzowie operetki nie bez przyjemności obserwowali i ten spektakl.
I znów musiałam się zastanowić, czemu w Polsce nie widuje się takich scen.
![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)



![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)

















