Stambuł z nutą Pamuka

0
Brama Topkapi
Brama Topkapi, fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Kiedy z mroźnej Polski wylatywałam do Turcji, wszyscy zazdrościli mi, że lecę w cieplejsze strony. Ale w Stambule wylądowaliśmy w śnieżnej zadymce. Ogromne miasto było w stanie umiarkowanego paraliżu komunikacyjnego. Umiarkowanego, bo gdy w Stambule nie chodzą promy, autobusy i dolmusze (rodzaj busów), zawsze pozostaje jeszcze metro.

Do Kadıköy, dzielnicy w azjatyckiej części Stambułu, gdzie była nasza kwatera, dotarliśmy Marmaray, „czarną” linią metra, której półtorakilometrowy odcinek przebiega tunelem pod cieśniną Bosfor. Jest to najgłębszy na świecie tunel kolejowy (56 m pod poziomem morza), o czym mieszkańcy Stambułu wspominają tyleż z dumą, co obawą. Są pesymistycznie nastawieni do trwałości tunelu – mimo to wagoniki metra były pełne. Pasażerowie siedzieli tłumnie i wygodnie, podczas przejazdu pod Bosforem rzucając jednak niepewne spojrzenia w górę i kręcąc głowami.
– To się musi rozpaść!… – wzdychali.
Cóż, według noblisty Orhana Pamuka („Stambuł. Wspomnienia i miasto”) aura pesymizmu, rozpadu i melancholii – hüzün –  jest cechą specyficzną Stambułu. W tym monstrualnych rozmiarów mieście po ruinach jego dawnej świetności – całych tysiącleci świetności! – depcze się każdego dnia. Ruiny, resztki murów, szczątki świetnych niegdyś rezydencji, kościołów i innych budynków są stałym elementem pejzażu. Co nie przeszkadza miastu żyć, funkcjonować i rozrastać się szybciej, niż jakiekolwiek inne miasta.

Hagia Sophia w śniegu, fot. Marta Tutaj

Płynąc po Złotym Rogu

REKLAMA (2)

Powstał jako Konstantynopol – miasto Konstantyna Wielkiego – w 196 roku (choć już osiem wieków wcześniej istniała tu duża kolonia grecka). Przez ponad tysiąc lat był stolicą Cesarstwa Wschodniorzymskiego. W 1453 roku, zdobyty przez sułtana Mehmeda II, stał się stolicą Imperium Osmańskiego. Dziś jest największym miastem Turcji i najludniejszym miastem Europy
(ponad 14 mln mieszkańców). Bo jest też miastem leżącym na dwóch kontynentach równocześnie, no i – jak Rzym – miastem na siedmiu wzgórzach. Czego trudno nie zauważyć, pokonując karkołomnie strome uliczki, których nie brak ani w centrum miasta, ani w odleglejszych dzielnicach, jak Kadıköy czy Fener (tam, w dawniej chrześcijańskiej, dziś muzułmańskiej części Stambułu, są chyba najbardziej malownicze).
Rankiem w Kadiköy powitał nas sypiący wielkimi płatkami śnieg, ale towarzystwa promowe postanowiły wypuścić swą flotę na zatokę Bosfor. Co oznaczało, że sytuacja w mieście wraca do normy. Według Orhana Pamuka, statki na Bosforze zawsze były dla mieszkańców Stambułu znakiem stabilizacji i trwania.
Bez względu na pogodę, miło jest zaczynać dzień od rejsu promem – jak robią to codziennie miliony stambulczyków. Siedząc przy stoliku, patrzy się przez okno na łowiące na wodzie kormorany i pejzaże miasta – nie byle jakie, to panorama centralnej części Stambułu, z sylwetkami Hagia Sofia, Błękitnego Meczetu, Pałacu Topkapi czy Wieży Galata! Można zamówić herbatę u biegającego z tacą kelnera, poczytać książkę albo leniwie pogadać z podróżującymi tym samym promem znajomymi. Albo posłuchać muzyki na żywo, bo na dolnym pokładzie występuje zwykle jakiś muzyk czy śpiewak.
Herbata turecka jest smaczniejsza niż jakakolwiek inna, bo w tym kraju parzy się ją w specjalnych, przypominających małe samowary, podwójnych dzbankach. W nich herbaciane liście są najpierw nasączane w gorącej parze, a potem zaparzane aż do zagotowania (w promowym bufecie są to dwa zbiorniki w kształcie samowara, nikt tu nie skala się parzeniem herbaty w torebkach!). Intensywną, aromatyczną herbatę podaje się w niedużych szklaneczkach w kształcie tulipana, z cukrem w kostkach na spodku.
Zimową alternatywą jest zawiesista kawa w maleńkich filiżankach, parzona „po turecku”, albo salep – gorący napój z mleka, sproszkowanych bulw storczyka i cynamonu – podobno równie pobudzający jak kawa i znany także jako afrodyzjak (!). Do tego simit (obwarzanek) – idealnie świeży. Ciepłe pieczywo można dostać w Stambule o każdej porze dnia i nocy, bo piekarnie otwarte są całą dobę i pracują na okrągło.

Most, śnieg i piraci

Wysiadam na Eminönü, głównej stacji przesiadkowej europejskiej części Stambułu. Odprowadziwszy znajomych pod bardzo ozdobną bramę XV-wiecznego Uniwersytetu, ruszam najpierw na wznoszący się nad Złotym Rogiem Most Galata. Według Orhana Pamuka to serce Stambułu.
Stambulczycy lubią śnieg. Podobno spada go trochę każdej zimy, ale rzadko tak dużo naraz, by np. ulepić bałwana. Toteż śnieg wywabia Turków z biur i mieszkań łatwiej, niż słoneczny dzień. W uliczce, którą szłam od promu, niemal przed każdym sklepem czy restauracją lepiono bałwany, dekorowane radośnie różnymi częściami garderoby pracowników. Załoga pizzerii w firmowych fartuchach urządziła bitwę na śnieżki z pracownikami pobliskiego banku (ci byli w służbowych uniformach!).
Na moście Galata, oprócz zawsze rezydujących tam wędkarzy (łowiących także w śnieżycy) stało mnóstwo fotografów, czasem z drogim sprzętem. Fotografowali głównie śnieg padający grubymi płatkami na wodę.
Sprzedawcy pieczonych kasztanów usadowili się w pobliżu ulicznych „koksiaków”, rozstawionych przez sprzedawców balik ekmek, czyli kanapki na ciepło z rybą. To główne danie, którego należy skosztować podczas spaceru po moście Galata. Sprzedają je restauracje ulokowane pod przęsłami mostu, a także ozdobne, ciężkie od złoceń łodzie-restauracje, których obsługa nosi pirackie stroje.
Przeszedłszy most, wspinam się uliczkami wokół Wieży Galata. Jej charakterystyczna sylwetka góruje nad pejzażem dzielnicy. Wieża powstała w XIV wieku jako część fortyfikacji konstantynopolskiej dzielnicy Genuańczyków, potem była m.in. więzieniem i posterunkiem janczarów, dziś jest tam m.in. punkt widokowy i kawiarnia. Wieża jest też popularnym „punktem randkowym” i – oczywiście – plenerem tureckich seriali romansowych. Na jej szczycie przeżywało rozterki wielu nieszczęśliwie zakochanych.
Z Wieży Galata miał też sfrunąć na mechanicznych skrzydłach jeden z bohaterów tureckiego superserialu telewizyjnego „Wspaniałe stulecie” – legendarny lotnik Konstantynopola, Hezarfen Ahmet Çelebi. Przeleciał podobno na skrzydłach własnej konstrukcji nad Bosforem aż do dzielnicy Üsküdar w azjatyckiej części miasta.

REKLAMA (3)
Stambuł Zimowy, fot. Marta Tutaj

Dwa pałace

Aby jednak znaleźć się w plenerach, w jakich przechadzały się sułtanki, a sułtan Sulejman Wspaniały układał poezje po wydaniu najpilniejszych wyroków śmierci, trzeba iść do pałacu Topkapi – pierwszej rezydencji sułtanów. Wnętrz pałacu ani zgromadzonych tu religijnych pamiątek (m.in. okruch zęba Mahometa, odciski jego stopy i włosy z brody w ozdobnych ampułkach, a także – podobno! – miecz króla Dawida, turban biblijnego Józefa czy miska Abrahama) nie wolno fotografować, ale ozdobne pawilony pałacowe na stoku Cyplu Pałacowego nad Złotym Rogiem, podobnie jak otwierające się stąd widoki, nie są objęte zakazem.
To nie jedyny pałac sułtański Stambułu – jest jeszcze rozległy, klasycystyczny XIX-wieczny pałac Dolmabahce, po europejskiej stronie Złotego Rogu. Budynek ma powierzchnię 45 tys. m², posiada 285 pokoi, 46 korytarzy, 6 łaźni, 68 toalet i 1427 okien. Wzorowany na Luwrze i Pałacu Buckingham, miał robić odpowiednie wrażenie na gościach z zachodniej Europy i Ameryki. Marmur użyty przy budowie pałacu pochodzi z wyspy Marmara, alabastry z Egiptu, porfir z Pergamonu. Meble sprowadzono z Paryża, porcelanę z Sèvres, wyroby jedwabne z Hereke i Lyonu. Projekty dekoracji i mebli są dziełem Sechana, dekoratora wnętrza Opery Paryskiej. Od lądu i morza prowadzi do pałacu dwanaście bram.
Pałac był rezydencją ostatnich sułtanów, a potem także Mustafy Kemala Ataturka – pierwszego prezydenta i reformatora, który w XX uczynił z Turcji nowoczesne państwo. Ataturk w ogromnym pałacu zajmował – jakże nowocześnie! – dwa pokoje z łazienką.
W Dolmabahce jest m.in. Wieża Zegarów i Kryształowe Schody, a także galeria europejskiego malarstwa, gdzie Orhan Pamuk przeżywał swoją wielką miłość do Czarnej Róży. To tu, między malowidłami przedstawiającymi statki na morzu, bitwy, holenderskie krowy albo bardzo naturalistycznie malowane arbuzy, odbywały się zakazane randki bohaterów „Stambułu”. Dozorcy galerii nie niepokoili podobno zakochanych, i to się nie zmieniło. Fotografowanie zbiorów galerii jest podobno zakazane, ale gdy unoszę przed jednym z obrazów aparat fotograficzny, stojący w rogu strażnik dyskretnie znika…
W galerii nietrudno znaleźć polonica – jest np. kolekcja obrazów XIX –wiecznego malarza-podróżnika Stanisława Chlebowskiego, który w latach 1864-76 był nadwornym malarzem sułtana Abdul Aziza. Malował portrety sułtanów i sceny ze sławnych bitew tureckiej armii.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze