Nazwa góry ma pochodzić od kształtu bochna chleba, który – jeśli popatrzymy nań z góry – ma przypominać wzniesienie. Sam szczyt wzniesienia wieńczy Garb Okocimski. To jeden z najdalej na północ wysuniętych obszarów Pogórza Karpackiego. Są tu trzy charakterystyczne punkty: resztki wałów, źródełko i kościółek. W przeszłości wały otaczały grodzisko, które było najważniejszym stanowiskiem w okolicach Brzeska w okresie wczesnego średniowiecza. Do dzisiaj miejsce pozostaje jednym z najlepszych punktów widokowych w okolicy.
Schronisko czy także dom?
Na wschód od grodu znajdowało się podgrodzie na planie zbliżonym do czworokąta. Miało bardziej regularne wymiary, było długie na 140 metrów i na 133 metry szerokie. Podgrodzie otaczał wał, który okalał również gród właściwy w odległości 20-30 m na zewnątrz od pierwszego wału. Ten drugi pierścień obwałowań najlepiej zachowany jest od strony wschodniej, gdzie posiada do 4,5 m wysokości przy szerokości u podstawy sięgającej 10 m.
To jednak nie wszystkie fortyfikacje, które miały zapewnić bezpieczeństwo ludziom żyjącym tu ponad tysiąc lat temu. Na północnym i zachodnim zboczu znajdował się dodatkowy wał, który uległ jednak znacznej destrukcji. Otoczona obwałowaniami powierzchnia wynosiła ponad 6 ha, plasując grodzisko w rzędzie większych obiektów małopolskich okresu plemiennego.
Choć obwałowania obronne miały wewnętrzną konstrukcję drewnianą umacnianą ziemią, to ich obecny wygląd jest wynikiem wielowiekowej destrukcji. Wielkość wałów zmniejszyła się przez zasypanie czy wymycie fos, istniejących najpewniej między kolejnymi wałami. Łatwiej wyobrazić sobie, jak wiele pracy trzeba było poświęcić na ufortyfikowanie osady, gdyż wiemy, że wały miały tu w sumie 1400 m długości, a ich kubatura przekracza 50 tysięcy metrów sześciennych.
Jedna z koncepcji zakłada, że grodzisko posiadało charakter refugialny (od łacińskiego refugium), czyli było rodzajem schroniska zarówno dla mieszkańców, jak i inwentarza w sytuacjach zagrożenia. Gdyby obiekt pełnił tylko taką funkcję, pozbawiony byłby trwałej zabudowy oraz stałych mieszkańców. Zagadką pozostaje, dlaczego wewnątrz majdanu nie znaleziono pozostałości zabudowań. Tymczasem tuż za wałami, na wypłaszczeniu po północno-zachodniej stronie grodziska i poza wałem podgrodzia od strony wschodniej istniały osady przygrodowe. Archeolodzy odkopali tam skupiska spalenizny, resztki domów i fragmenty garnków, czyli ceramikę ze środkowej fazy okresu wczesnego średniowiecza, a zatem z czasu, gdy istniał tu gród. Dlaczego w samym grodzie nie ma śladów domów, w sytuacji gdy zasiedlane było otoczenie obiektu? Zasadnicza część grodziska ma skalne podłoże. Część badaczy uważa, że nawet jeżeli istniała tu przed laty zabudowa naziemna, to jej pozostałości w warunkach szybkiej erozji mogły ulec całkowitemu zniszczeniu. Wielość wałów czyni gród na Bocheńcu podobnym do innych współczesnych, trwale zasiedlonych, a zarazem jednym z ogniw rozbudowanego systemu. Lepiej zbadane grody mają czasem rzadką zabudowę lub wolną powierzchnię na przyjęcie ludności z okolicy. Zawsze jednak miały też pozostałości trwałej zabudowy.
Legenda łączy kościół ze źródełkiem
Ślady religii, którą prawdopodobnie pośród szczęku oręża przyniósł na te ziemie Świętopełk na wiele lat przed oficjalnym chrztem Polski, widoczne są do dzisiaj. Na szczycie znajduje się kościółek, w którym odprawiane są msze. Kiedy na Bocheńcu budowano murowany kościół, jadowniczanie zaczęli się zastanawiać, kogo obrać na patrona świątyni. Obok placu budowy – według miejscowej legendy – wytrysnęło wtedy źródełko. Zmęczeni budowniczy mogli przy nim ugasić pragnienie. W upalny dzień św. Anny bawiące się obok źródełka dzieci ujrzały wielką jasność. Przestraszone pobiegły po rodziców. Po kilku chwilach przy sadzawce zgromadził się tłum. Nagle z jasności wyłoniła się kobieca postać. Jadowniczanie uklękli i zaczęli się modlić. Wówczas postać przemówiła: jestem św. Anną i pragnę, abyście tę świątynię poświęcili memu imieniu. Tak miejscowe podanie tłumaczy wybór patronki kościółka i powstanie źródełka.
Warto zauważyć, że początki kultu tej świętej sięgają średniowiecza. Świątynia wzniesiona została przed rokiem 1596 z fundacji sędziego krakowskiego, niejakiego Lubowieckiego. Murowana z kamienia, częściowo gotycka, ma zatarte cechy stylowe. Wnętrze kościółka zachwyca skromnością i prostotą. Można je zobaczyć, kiedy trafimy na Bocheniec w czasie, gdy odprawiana jest msza. Ołtarz główny jest wykonany w stylu rokoko i pochodzi z drugiej połowy XVIII w. Umieszczono w nim obraz Adoracji Krzyża Świętego przez św. Annę Samotrzeć oraz świętych Józefa i Joachima. Dwa boczne ołtarze w manierze barokowo-klasycystycznej wykonano na początku wieku XIX. Lewy zawiera obraz świętych Wojciecha i Doroty z postacią fundatora duchownego. W prawym ołtarzu widnieje obraz św. Michała Archanioła i św. Zofii z córkami, fundowany przez Józefa i Zofię Pitlowiców w 1741 r.
Włamanie do kościółka
W historii parafii miało miejsce pewne smutne, na poły legendarne, zdarzenie. W 1846 r. po lipcowych uroczystościach ku czci św. Anny w kościele na Bocheńcu pozostawiono monstrancję z hostią oraz kielich z komunikantami. Nazajutrz miała być odprawiona kolejna msza św. W nocy do kościółka włamali się dwaj złodzieje. Ukradli obrusy z ołtarza, korale z obrazu św. Anny, monstrancję i kielich, z którego wysypali komunikanty. Łup zakopali nad brzegiem pobliskiej Uszwicy. Jeszcze tej samej nocy Jadowniki nawiedziła ogromna ulewa, która trwała przez kilka dni. Rzeka wezbrała, woda rozmyła kryjówkę i rozniosła skradzione przedmioty. Kiedy deszcze ustały i wody zaczęły opadać, jeden z chłopów zauważył zaplątane w gałęziach nad rzeką sznury korali. Proboszcz nie miał jednak pewności, czy są one własnością kościoła i nie chciał ich wziąć. Minął rok i ksiądz został wezwany do konającej kobiety. Staruszka na łożu śmierci wyznała w obecności świadków, że jednym ze złodziei był jej syn. Wtedy też świętokradcy przyznali się do winy. Okazało się, że znalezione nad rzeką korale pochodzą z obrazu św. Anny. Pozostałych przedmiotów liturgicznych nie udało się odzyskać. Zostały jednak odkupione dzięki ofiarności miejscowej ludności.
Bocheniec ma zatem potencjał, aby stać się w przyszłości jedną z największych atrakcji regionu. Tymczasem zamiast wieży widokowej i skansenu obok miejsca, gdzie przed tysiącem lat istniało okazałe grodzisko Wiślan, na razie ma powstać ponad 40-metrowa wieża telekomunikacyjna. Pomimo protestów mieszkańców zamierza ją tu postawić Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, która – jak informowaliśmy w TEMI – dostała od wojewody pozwolenie na realizację inwestycji. Ma to być element krajowej sieci radiokomunikacyjnej, zapewniającej łączność służb kontroli ruchu z samolotami.
























