
Pamiętam Twój ostatni mecz w barwach Unii. To było decydujące, finałowe spotkanie o złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski w sezonie 2012, w którym „Jaskółki” podejmowały na Stadionie Miejskim Stal Gorzów. Pojechałeś świetnie, wygrywając dwa wyścigi i walnie przyczyniając się do zdobycia mistrzostwa Polski. Ale potem okazało się, że nie ma dla Ciebie miejsca w drużynie na kolejny sezon…
Akurat kończyłem wtedy 21 lat, czyli wiek juniora, i działacze oraz trener widocznie doszli do wniosku, że nie byłem jeszcze gotowy na to, aby jako senior ścigać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. To był na pewno trudny moment, bo musiałem zmienić otoczenie. Ale trafiłem bardzo dobrze, bo mój nowy klub okazał się poukładany i w pełni profesjonalny.
Przez ostatnie cztery sezony byłeś zawodnikiem Orła Łódź. Jak oceniasz te lata? Czy był to dobry okres w Twojej karierze?
Na pewno tak. Zawodnikiem Orła zostałem w bardzo ważnym momencie kariery, kiedy ukończyłem wiek juniora. W Łodzi dojrzałem, rozwinąłem się. To były dobre lata. Zaczynaliśmy mozolnie wspinaczkę w tabeli I ligi, aby zdobyć w niej tytuły wicemistrzowskie. Miewałem w Łodzi dobre i złe momenty, ale tych pierwszych było zdecydowanie więcej, a z ostatniego sezonu mogę być naprawdę bardzo zadowolony. Chciałem też podkreślić fakt, że traktowałem Łódź jak moje drugie miasto, drugi dom, bardzo dobrze czułem się w tamtejszym klubie. Orzeł ma też wspaniałych, oddanych kibiców, którym chciałbym podziękować za fantastyczny doping. Będę na pewno bardzo miło wspominał starty w tym klubie.
Skoro więc w Łodzi było tak dobrze, dlaczego zdecydowałeś się jednak skorzystać z oferty działaczy Unii i wrócić do Tarnowa?
Nie była to na pewno łatwa decyzja, ale zadecydowało o tym kilka czynników. Pierwszy sportowy. Działacze Unii oficjalnie ogłosili, że ich celem jest szybki powrót drużyny „Jaskółek” w szeregi ekstraligi. Tymczasem pan właściciel łódzkiej drużyny oświadczył, że celem Orła w sezonie 2017 nie będzie awans. Znam swoją wartość i mam duże ambicje, aby stać się solidnym zawodnikiem na poziomie ekstraligi, dlatego interesuje mnie jazda w drużynie z ambicjami awansu, a taką jest tarnowska Unia. Nie chcę wygrywać, a potem przed końcem sezonu „hamować butami”, aby przypadkiem nie wywalczyć promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej. Na pewno istotnym argumentem było też to, że otrzymałem propozycję naprawdę korzystnego kontraktu. Ale za powrotem do Unii przemawiały też względy rodzinne. Mieszkam w Tarnowie, niedawno ożeniłem się, w kwietniu spodziewamy się dziecka, dlatego wolę być na miejscu. Uznałem, że w tej sytuacji to dla mnie najlepsze rozwiązanie.
Mówisz o ambicjach awansu, ale do tego potrzebny jest jednak mocny skład. Kiedy rozmawiamy, nie znamy jeszcze wszystkich jego elementów, podobnie jak pełnych składów rywali, ale kibice zastanawiają się, czy faktycznie Unia Tarnów stanie się faworytem rozgrywek, tak jak się powszechnie oczekuje. Odeszli przecież najlepsi, w tym Janusz Kołodziej i Leon Madsen…
Trzeba pamiętać, że to jest tylko sport i wszystko może się na torze zdarzyć. Nawet drużyna z sezonu 2016 nie mogła dać pełnej gwarancji, że wygrałaby rozgrywki Nice Polskiej Ligi Żużlowej. Ale jestem optymistą. Zostali Kenneth Bjerre i Mikkel Michelsen, klub potwierdził już oficjalnie, że powraca do Unii Artur Mroczka, czekamy na kolejne decyzje i ostateczne dopięcie składu. Patrząc na transfery u rywali, wydaje mi się, że o zwycięstwo w Nice Polskiej Lidze Żużlowej walczyć będą głównie trzy drużyny: oczywiście Unia Tarnów, a także Wybrzeże Gdańsk i Orzeł Łódź.
A propos Twoich planów startów w ekstralidze… Jeden z byłych szkoleniowców Unii powiedział mi niedawno, że Kuba Jamróg to dziś zawodnik kompletny, który może być wartościowym zawodnikiem ekstraligi. Ale nie brakuje i takich głosów, że jesteś dobry na I ligę, ale najwyższa klasa rozgrywkowa to jednak nieco zbyt wysokie progi. Co o tym myślisz?
Kibice mówią różne rzeczy i mają prawo do swoich odczuć. Tak jak już wspomniałem, mam swoje sportowe ambicje i chcę je realizować. Wracam, aby pomóc macierzystej drużynie w powrocie do ekstraligi, a potem się w niej ścigać.
A nie boisz się „powtórki z rozrywki”? Tego, że pomożesz Unii awansować, a potem usłyszysz: Kuba dziękujemy, ale nie widzimy dla ciebie miejsca w zespole w ekstralidze?
Jeżeli tak się stanie, powiem „trudno”. W najbliższym sezonie postaram się udowodnić swoją wartość tak, abym na zakończenie sezonu 2017 mógł powiedzieć, że dałem z siebie wszystko i przeżyłem w Unii Tarnów cudowny, sportowy rok. To jest teraz najważniejsze.






















