Ostatnie dni przyniosły niepokojące informacje dotyczące drużyny żużlowej Unii Tarnów. Nagle opinia publiczna dowiedziała się, że klub ma spory dług i w efekcie nie stać go na nowy kontrakt z jednym z liderów – Martinem Vaculikiem. Dla kibiców było to spore zaskoczenie, bo po udanym sezonie 2015 sygnały z Unii były optymistyczne: zostawiamy tegoroczny skład, pozyskujemy dobrego juniora i jedziemy dalej! Tymczasem…
Jako prowadzący interesy Janusza wiedziałem o tych kłopotach nieco wcześniej, kiedy zaczęły narastać zaległości. Na pewno na ich wysokość wpłynął fakt awansu drużyny do play off, zawodnikom trzeba było zapłacić dodatkowo za cztery spotkania. Między innymi dlatego po podliczeniu sezonu okazało się, że są długi. Stąd rozstanie z Martinem, który podobno chciał mieć nieco wyższy kontrakt, ale szczegółów oczywiście nie znam.
Głośno było także o propozycjach z innych klubów, jakie otrzymał Janusz Kołodziej, ale on postanowił pozostać w Tarnowie. Kontrakt, jak rozumiem, jest już podpisany…
Zgadza się, pojawiły się propozycje, ale Janusz postanowił, że zostanie w Tarnowie. Podpisał moim zdaniem korzystny, kolejny roczny kontrakt z zespołem Unii i jest z niego zadowolony.
Sporo zamieszania wywołał ostatnio także fakt podany przez dziennikarza „Przeglądu Sportowego” o tym, że Kołodziej ma być nowym jeżdżącym trenerem „Jaskółek”. Dziennikarz zdradził, że to Ty byłeś źródłem tej informacji, tymczasem prowadzący Unię w sezonie 2015 Paweł Baran powiedział, że jest zaskoczony, bo nic na ten temat nie wie…
Doszło do nieporozumienia. Ja nikomu nie mówiłem, że zapadła decyzja o tym, aby Janusz był jeżdżącym trenerem. Podczas rozmowy to dziennikarz zasugerował takie rozwiązanie i to w sumie była jego twórczość. Na pewno ten pomysł nie wyszedł ani ode mnie, ani też z klubu.
Wróćmy do kwestii zawodniczych. Nie sądzisz, że bez jednego z liderów, jakim był Vaculik, „Jaskółkom” trudno będzie powtórzyć wynik z bieżącego roku w kolejnych rozgrywkach o mistrzostwo ekstraligi?
Lekko nie będzie, ale z tego co wiem, w Unii pracują nad pozyskaniem żużlowca, który mógłby uzupełnić lukę w składzie po odejściu Słowaka. Kogoś, kto potrafiłby zdobywać punkty, ale jednak miałby zdecydowanie niższe oczekiwania finansowe niż Martin. Nie jest tajemnicą, że bliski jest podpisania kontrakt z juniorem – chodzi o Krystiana Rempałę. Taki dobry junior pozwoliłby podczas meczu na taktyczne roszady, bo mógłby w niektórych biegach zastępować najsłabszego z seniorów.
Problemy finansowe nie dotyczą jedynie tarnowskiej Unii, inne kluby też mają poważne kłopoty, o których donoszą media. Niewesoła jest nawet sytuacja w tak mocnym do tej pory ośrodku jak Zielona Góra. Czy w ogóle jest w Polsce obecnie klub, który nie ma zadłużeń?
Z moich informacji wynika, że z klubów ekstraligowych ze swoimi zawodnikami rozliczyły się te z Leszna, Gorzowa i bodaj Torunia. Zaznaczam: mówię jedynie o zobowiązaniach wobec zawodników.
Temat długów w polskim żużlu ciągnie się od wielu sezonów i mam wrażenie, że narasta. Czym jest spowodowany? Kto jest winien? Klubowi działacze podpisujący kontrakty bez pokrycia lub oparte o złe biznesplany czy pazerni zawodnicy, którzy chcą zarabiać coraz więcej?
Wina leży po obu stronach. To nie jest tak, że nikt tego problemu nie dostrzega i nie robi nic, aby mu zapobiec. Jest przecież opracowany precyzyjny regulamin finansowy, który reguluje kwestie kontraktowe z korzyścią dla obydwu stron. Problem w tym, jak się go przestrzega. Niestety bywa i tak, że żużlowcowi obiecuje się dodatkowe pieniądze poza kontraktem – są na to sposoby. I potem mamy problemy, bo oczekiwania niektórych zawodników wzrastają, a kluby w konsekwencji nie są w stanie im sprostać. Zawodnicy natomiast do mnie, jako prezesa Stowarzyszenia mającego bronić ich interesów, nie zgłaszają się wtedy, kiedy podpisują nowe, świetne z ich punktu widzenia umowy z klubami, tylko wtedy, kiedy mają kłopoty z wyegzekwowaniem od nich zobowiązań.
Do czego to zatem prowadzi? Speedway może upaść z braku pieniędzy?
Mam nadzieję, że tak źle nie będzie, chociaż o pozyskiwanie sponsorów na ten sport jest naprawdę bardzo trudno. Ale widać już pewne symptomy otrzeźwienia i innego myślenia. Wysokość kontraktów w ostatnim czasie zauważalnie spadła, widać to nawet na przykładzie tarnowskiej Unii. Kluby generalnie zrobiły się ostrożniejsze w wydawaniu pieniędzy. Sprawa Martina Vaculika jest tutaj dobrym przykładem. Może się zdarzyć też tak, że przynajmniej kilku topowych zawodników nie zobaczymy w składzie żadnych polskich drużyn, bo po prostu nikt nie będzie chciał z nimi podpisać kontaktu na warunkach, jakie stawiają. Chyba że zgodzą się na mniejsze pieniądze.
Żużlowe pieniądze
REKLAMA
REKLAMA























