Co jest grane w tarnowskim żużlu?

0
Co jest grane w tarnowskim zuzlu
Co-jest-grane-w-tarnowskim-zuzlu
REKLAMA

Prezes Azotów krytykuje
O tym, jak wielka, a wręcz kluczowa jest rola Grupy Azoty w funkcjonowaniu żużla, wie w Tarnowie każde dziecko. To dzięki pieniądzom płynącym od lat od chemicznego potentata speedway w mieście nad Białą funkcjonuje na jako takim poziomie. Kiedy zapytałem niedawno prezesa SSA Unia, Łukasza Sadego i przewodniczącego rady nadzorczej spółki, Jerzego Putowskiego o procentowy udział Azotów w partycypacji kosztów utrzymania żużla, odmówili odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą handlową. Nie narażając się jednak na popełnienie błędu, można napisać, że pieniądze pochodzące od Grupy Azoty stanowią zdecydowanie większą część budżetu. I nie bawiąc się w karkołomne wyliczenia, ze spokojnym sumieniem można stwierdzić, że środki te trzymają tarnowski sport żużlowy przy życiu, bez nich mógłby funkcjonować co najwyżej na poziomie drugoligowych dołów, jeśli w ogóle. Dlatego też to, co ma do powiedzenia najważniejsza osoba w firmie ,powinno być słuchane z należytą uwagą i dogłębnie analizowane.
We wspomnianym wywiadzie dostało się zarówno prezydentowi Tarnowa, Romanowi Ciepieli, jak i prezesowi SSA Unia, Łukaszowi Sademu. O Ciepieli Wojciech Wardacki wypowiedział się między innymi tak: Niestety prezydent chyba nie kocha żużla. Ponieważ te środki, które przeznacza są bardzo niskie, a przecież drużyna była zawsze ambasadorem Tarnowa. Z niepokojem patrzymy, że nic się nie wydarzyło ze stadionem. (…) Przekazujemy z różnych podatków do kasy miasta ponad 20 milionów złotych. I te środki powinny być właściwie wykorzystywane, również na rozwój sportu. To nie może być tak, że wszystko finansuje Grupa Azoty, a potem prezydent Roman Ciepiela w wywiadzie w dodatku Rzeczpospolitej twierdzi, że co prawda Grupa Azoty jest największa, ale nie najważniejsza dla władz Tarnowa.
Krytycznie prezes Grupy Azoty podsumował także pracę Łukasza Sadego. Odpowiadając na pytanie dziennikarza, czy pozycja sternika tarnowskiego żużla jest zagrożona, powiedział: To jest rola właściciela spółki, my nie jesteśmy właścicielami, natomiast moja opinia jest krytyczna. Podzielam opinię kibiców.
Co ciekawe, kilka dni wcześniej rada nadzorcza spółki w wydanym oświadczeniu wyraziła prezesowi Unii pełne votum zaufania, twierdząc, że dobrze dba o interes klubu. Jak więc widać, deklaracja ta rozmija się zupełnie z opinią prezesa Wardackiego.

Kasę dają, głosu nie mają
W tym miejscu warto zatrzymać się nad pewną tarnowską osobliwością. Otóż w sportowych organizacjach regułą jest, że główny sponsor, firma, która utrzymuje drużynę lub łoży na nią największe środki dysponuje udziałami w sportowej spółce, ma swojego przedstawiciela we władzach, czasem nawet prezes tejże firmy staje na czele klubu. A jeżeli nie, to obdarza owe władze swoim pełnym zaufaniem. Jest to logiczne: skoro dajemy grube miliony złotych, to chcemy mieć wpływ na to jak zostają one wydatkowane, chcemy mieć wpływ na to, jak klub, który wspieramy jest postrzegany w środowisku. I co za tym idzie wpływ także na obsadę kluczowych w klubie stanowisk.
W Unii jest zupełnie inaczej. Grupa Azoty nie ma w niej udziałów, udziałowcami są: Tarnowskie Towarzystwo Żużlowe oraz firmy: Wesbud, Rozkwit, Wamex oraz agencja ochrony Hektor. Jednoosobowy zarząd stanowi prezes Łukasz Sady, którego pracę legitymizuje rada nadzorcza, na której czele stoi Jerzy Putowski, działający dawniej w sekcji żużlowej ZKS Unia jeszcze w latach 70. minionego wieku, a obok niego czterech szefów firm udziałowców. Na tej liście próżno szukać przedstawiciela Grupy Azoty. Jeszcze kilka lat temu chemiczna fabryka miała w radzie swojego przedstawiciela, ale po pewnym czasie postanowiła go wycofać. Sytuacja dziś wygląda więc tak, że utrzymując żużel przy życiu, Grupa Azoty nie ma – przynajmniej oficjalnie – żadnego wpływu na to, jak klub funkcjonuje.
Komentując sytuację w klubie, prezes Wardacki zastrzega, że jest to jego prywatna opinia, ale dodając, że jest ona tożsama z opinią kibiców, mimochodem stwierdza, że w tenże, także krytyczny wobec władz sportowej spółki głos się wsłuchuje. Jednocześnie Łukasz Sady deklaruje, że od przedstawicieli strategicznego sponsora otrzymał deklaracje podpisania nowej, dwuletniej umowy sponsorskiej niezależnie od tego, w jakiej klasie rozgrywkowej występować będzie Unia. Czy zatem wywiad Wojciecha Wardackiego traktować trzeba jako swoiste votum nieufności, coś w rodzaju „żółtej kartki”, sugerujące pilną potrzebę rewolucyjnej zmiany polityki lokalnego samorządu wobec sportu żużlowego oraz konieczność „wietrzenia” w spółce? Z pewnością ta wypowiedź stanowić musi temat do przemyśleń dla Rady Nadzorczej SSA Unia, która zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że niepodpisanie nowej umowy sponsorskiej przez Azoty doprowadzi do katastrofy. Ale to także temat do przemyśleń dla prezydenta, któremu krytyka ze strony prezesa Grupy Azoty nie pomaga w kampanii o reelekcje na fotel prezydenta Tarnowa.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze