Juniorzy trafili dziesiątkę

0
Mistrtzostwa
Radość młodych polskich żużlowców z powodu zdobycie kolejnego mistrzostwa świata
REKLAMA

W cieniu uzasadnionej radości po raz kolejny powraca pytanie o przyczyny naszej dominacji i czy czasem potęga naszego speedway’a nie jest pochodną przede wszystkim kryzysu, jaki go toczy na świecie.

Tarnowskie wejście smoka
Wszystko rozpoczęło się dwanaście lat temu, jesienią 2005 roku. Wtedy to po raz pierwszy rozegrano Drużynowe Mistrzostwa Świata Juniorów. Zespołowa rywalizacja w tej kategorii wiekowej jest więc młodsza od indywidualnej o prawie trzy dekady, tę pierwszą, początkowo pod szyldem mistrzostw Europy, zainaugurowano bowiem w roku 1977. Powołanie do życia mistrzostw drużynowych miało w założeniu spopularyzować żużel i wpłynąć korzystnie na szkolenie w poszczególnych krajach. Aby bowiem skutecznie rywalizować o medale w drużynówce, trzeba posiadać przynajmniej czterech jeżdżących na dobrym poziomie zawodników. Założenia były więc szczytne, chociaż, takie mam wrażenie, ich realizacja nie przyniosła oczekiwanych efektów.
Zresztą już pierwsza edycja mistrzostw przyniosła pewne kłopoty; w półfinale w Rybniku z konieczności wystartowały aż dwie reprezentacje Polski, bijąc na głowę rywali z Rosji i Finlandii. Pierwszy historyczny finał odbył się 1 października 2005 roku w czeskich Pardubicach i zakończył pewną wygraną Polaków. Biało‑czerwoni pokonali wtedy Szwedów, Duńczyków i gospodarzy.
Trzeba koniecznie przypomnieć, że bardzo ważnymi ogniwami tamtej drużyny byli ówcześni zawodnicy Unii Tarnów – Janusz Kołodziej i Marcin Rempała. Obydwaj byli wówczas czołowymi polskimi juniorami, w ekstralidze stanowili młodzieżową super parę, walnie przyczyniając się do drużynowego mistrzostwa kraju, jakie wywalczyły „Jaskółki” w latach 2004‑2005. W Pardubicach Janusz Kołodziej zdobył 14 punktów, będąc najlepszym zawodnikiem turnieju, Rempała zakończył zawody z dorobkiem 8 punktów. W składzie byli jeszcze późniejsi zawodnicy Unii – Krzysztof Kasprzak i Krystian Klecha oraz Karol Ząbik. W kolejnych finałach Polacy także z reguły triumfowali. Wystarczy dodać, że w latach 2005‑2016 wygrali aż dziewięciokrotnie, zdobyli medal srebrny i brązowy.
Rybnicki triumf był więc dziesiątym na trzynaście edycji, a piątym z rzędu. Inni mogą nam jedynie zazdrościć.

REKLAMA (3)

Będziemy mieli konkurencję?
Triumf drużyny złożonej z zawodników Unii Leszno: Bartosza Smektały i Dominika Kubery, Sparty Wrocław: Maksyma Drabika, ROW Rybnik: Kacpra Woryny, wreszcie rezerwowego Rafała Karczmarza ze Stali Gorzów nie był jednak oczywisty. W pierwszej części zawodów mocno rywalizowali z nami Australijczycy, którzy momentami nawet prowadzili. Trudno, aby było inaczej, skoro dysponowali trójką zawodników dobrze znających żużlowe rzemiosło i z powodzeniem terminujących w polskich ligach: Jacka Holdera, Maksa Fricke oraz Brady`ego Kurtza. Gdyby mieli równie dobrego czwartego, mogliby być jeszcze groźniejsi.
Solidną drużynę zaprezentowali Duńczycy, a ponieważ u nich szkolenie jest postawione na bardzo wysokim poziomie, począwszy od tego podstawowego na mini torach, o ich przyszłość możemy być spokojni. Chociaż menedżera duńskiej kadry – legendarnego Hansa Nielsena – czeka jeszcze bardzo dużo pracy, aby wychować godnych siebie następców.
W finale większej roli nie odegrali Anglicy, ale widać, że po kilku latach całkowitego zastoju pojawiła się u nich niewielka na razie grupka zawodników, na czele z 19 – letnim Robertem Lambertem, która może pomóc wyspiarski speedway odbić od dna. A biorąc pod uwagę zasługi Anglików dla światowego żużla i ciągle jeszcze mocną pozycję, jest to niezwykle istotne.
Cieszy także fakt pojawienia się na torach młodej grupy zawodników rosyjskich, a także niemieckich, solidnie pracują Łotysze w swoim jedynym ośrodku w Daugavpils. Może więc niebawem nasza młodzieżowa husaria będzie miała w swojej kategorii wiekowej silniejszą konkurencję, niż ma to miejsce obecnie? Ale tak łatwo palmy pierwszeństwa nie oddamy. Warto odnotować, że z rybnickiej złotej drużyny, która 16 września pojedzie jeszcze w zaległym finale Drużynowych Mistrzostw Europy w Krośnie, tylko Woryna kończy wraz z bieżącym sezonem wiek juniora. Smektała i Drabik to 19‑latkowie, natomiast Kubera i Karczmarz mają dopiero po 18 lat. Nasza tegoroczna drużyna nie jest więc teamem na jedne mistrzostwa, ale perspektywiczną na kilka kolejnych sezonów. A przecież nie są to jedyni zdolni młodzi zawodnicy, którymi dysponuje polski speedway. W przyszłość możemy zatem patrzeć spokojnie pod warunkiem jednak, że nasi zawodnicy w myśl łacińskiej zasady będą „primus inter pares”, czyli pierwszymi wśród równych. Gorzej, kiedy nie będą mieli z kim rywalizować. Ale przebieg tegorocznych młodzieżowych drużynowych mistrzostw czy to świata, czy Europy świadczy, że wcale tak być nie musi.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze