Nie taka Unia straszna, jak ją malują?

0
zuzel Unia Tarnow PGG ROW Rybnik
fot. Sebastian Maciejko
REKLAMA

Konsekwencje jazdy „bez presji”
Nigdy nie byłem udanym chórzystą, więc nie zamierzam się i do tego chóru przyłączać, zwłaszcza, że kopać leżącego jest przecież prosto, a przy okazji łatwo zyskać poklask medialnego „pistoletu”. Mnie to do szczęścia niepotrzebne. Co nie oznacza oczywiście, że podoba mi się wszystko, co dzieje się w klubie, na którego „piersi” żużlowo się wychowałem. I wielokrotnie dawałem temu wyraz, jak mi się zdaje, z otwartą przyłbicą. Unia ma dzisiaj mnóstwo problemów, także finansowych, ale mając sporo wiadomości konkretnych, a nie „zasłyszanych”, czy też spekulacyjnych, z jakże popularnych ostatnio wśród dziennikarskiej braci „nieoficjalnych źródeł”, stawiam tezę, że nie są to problemy obce większości innych klubów w Polsce. Dlaczego więc to tarnowski klub stał się przysłowiowym chłopcem do bicia? Otóż to, co go negatywnie wyróżnia na tle innych i co stanowi – moim zdaniem – jego największy problem, to problem… wizerunkowy oraz komunikacyjny. Dotyczący dziennikarzy, kibiców, jak i sponsorów. Błąd popełniono już przed sezonem. Nie można, nawet nie wprost, dawać kibicom do zrozumienia, że drużyna jeździć będzie „na luzie”, „bez presji”, bo kibic tego po prostu nie lubi i nie toleruje. Efekt takiej polityki był widoczny, na żadnym meczu w sezonie stadion nie wypełnił się nawet w połowie! Wniosków nie wyciągnięto, czego dowodem mecz z Daugavpils. Oddawanie wyścigów przez liderów drużyny, w efekcie wypuszczenie z rąk wygranej i wpadnięcie już w półfinale play off na faworyta rozgrywek, wywołało mnóstwo negatywnych komentarzy. Kibic nie lubi, gdy czuje się robiony w balona. Rozmawiałem niedawno z jednym z kibiców, wspierającym jednego z adeptów, który powiedział wprost, że czuje się oszukany taką postawą i prawdopodobnie ze sponsoringu zrezygnuje.

Szlachectwo zobowiązuje
Błędem kierownictwa klubu jest też toczenie „wojenek” z częścią środowiska dziennikarskiego. Nawet, jeśli czuje się oceniane niesprawiedliwie, to się po prostu nie opłaca i w konsekwencji generuje negatywny obraz klubu w mediach. A przykład potraktowania niczym persona non grata wieloletniego współpracownika kilku redakcji, w przeszłości znanego działacza klubowego, wielkiego pasjonata i autorytetu, jest zupełnie niezrozumiały.
Podobnie rzecz się ma ze stosunkiem do władz samorządowych. Nie można z prezydentem rozmawiać za pomocą mediów i regularnie go krytykować. Nawet, jeżeli racja jest po naszej stronie, a gospodarz miasta nie czuje sportu i nie chce, lub nie może, wzorem prezydentów innych miast, mocniej zaangażować się w pomoc sekcji żużlowej. Potrzeba więcej dyplomacji, bo to prezes klubu występuje niestety w roli petenta, a podszczypywanie w mediach na pewno nie poprawi sytuacji. A propos dyplomacji… Bardzo „niedyplomatyczny” – delikatnie rzecz ujmując – był wyjazd prezesa na urlop i jego nieobecność podczas najważniejszego meczu w sezonie – play off z ROW-em Rybnik. Oczywiście, każdy ma prawo do urlopu i wypoczynku, ale wyjazd sternika klubu na urlop w takim momencie to strzał we własne kolano, bo może zostać to odebrane, i tak niestety było, jako lekceważenie klubu i drużyny. Bo cóż powinno być istotniejszego dla sternika klubu niż najważniejsze imprezy przez niego rozgrywane i przez niego organizowane? Nauczyciel liceum nie bierze urlopu podczas matur, ksiądz proboszcz, kiedy w jego parafii dzieci przystępują do I komunii, a marszałek sejmu podczas zaprzysiężenia prezydenta. Po prostu „szlachectwo zobowiązuje” i tyle w temacie. Pomijam już fakt, że prezesowskie wojaże stały się wygodnym pretekstem do kolejnych salw z nieprzyjaznych, dziennikarskich klawiatur komputerowych. Nieświadomie wystawił się po raz kolejny na strzał.
Teraz kwestie sponsorskie. Rok temu, po degradacji Unii z ekstraligi prezes zarządu Łukasz Sady i prezes rady nadzorczej Jerzy Putowski pokazali mi długą listę firm, do których zwracali się bezskutecznie z propozycją współpracy. Nie mam powodów, aby im nie wierzyć, że działali w dobrej wierze. Z drugiej strony warto zadać pytanie, czy żużlowa spółka prowadzi prawidłową, profesjonalną politykę marketingową. Zacznijmy od podstaw i zajrzyjmy na oficjalną stronę internetową Unii, do zakładki „oferta marketingowa”. Ja to zrobiłem kilkanaście dni temu. Błędy, literówki i nieaktualne informacje. Jakby nikt tekstu nie sprawdził przed publikacją i od wielu miesięcy do niego nie zaglądał. Czy to jest odpowiednia wizytówka klubu z ambicjami, który chce się zareklamować przed potencjalnym sponsorem i pokazać z jak najlepszej strony? Skoro jednak jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze? Unia wywalczyła awans do play off kosztem między innymi Wybrzeża Gdańsk i Orła Łódź, chociaż w sezonie zasadniczym jeździła w optymalnym składzie tylko w trzech meczach!

REKLAMA (3)

Druga strona medalu
Powtórzmy pytanie: Skoro jest tak źle, to dlaczego jest tak…dobrze? Dlaczego zawodnicy, przynajmniej oficjalnie, wypowiadają się, że w Unii czują się dobrze i w większości już teraz deklarują, że chcą jeździć nadal w klubie z Mościc? Oto kilka przykładowych wypowiedzi z ostatnich dni. – W drużynie była dobra atmosfera, to mi sprzyja – twierdzi rewelacja tego sezonu, Wiktor Kułakow, a drugi z liderów Peter Ljung dodaje: Lubię to otoczenie. Cieszę się, jeżdżąc w Tarnowie. Zawsze notowałem w zespole dobre występy, dlatego to jest główny powód, dla którego w tym miejscu czuję się dobrze. Podoba mi się domowy tor i wszystko pozostałe. Jest zatem duża szansa, że będę nadal występował w Tarnowie. – Mało? To jeszcze Artur Mroczka: Chciałbym powiedzieć, że w przyszłym roku będę na pewno w Tarnowie – jeśli klub będzie chciał, to zostanę.
Widocznie więc zawodnicy, mając doświadczenie startów w innych klubach i znających ich realia, dostrzegają, że w Tarnowie, pod okiem Grupy Azoty wcale nie jest im tak tragicznie źle? Bo wiedzą, że z kasy chemicznego potentata, być może z opóźnieniem, ale pieniądze jednak zostaną wypłacone, a w ich poprzednich klubach różnie z tym bywało? Teraz trzeba spokojnie zamknąć sezon i zastanowić się, co dalej. Na pewne sprawy, na przykład na modernizację stadionu klub wpływu nie ma. Ale wiele rzeczy można w nim poprawić. Przede wszystkim wspomniane przeze mnie komunikacje i wizerunek. Przyjacielską sugestię kieruję w stronę prezesa Łukasza Sadego. Zacznijmy od litery „A”. Niech zacznie odbierać telefony. Na początek chociaż od zawodników i dziennikarzy…

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze