Do dziś nie zerwał ze sportem, jest szkoleniowcem, założycielem i trenerem odnoszącego duże sukcesy klubu mini żużla UKS „Jaskółki”. To właśnie w „Jaskółkach” przygodę ze sportem rozpoczynał kilka lat temu jego syn Mateusz. 16‑letni dziś zawodnik okrzyknięty został rewelacją sezonu i po zaledwie kilku miesiącach startów otrzymał powołanie do reprezentacji Polski juniorów – wypadek w krajowym speedwayu dotąd niespotykany.
Debiut „w obcej skórze”
Październikowa niedziela. Ostrów. Miejscowa Ostrovia podejmuje w rewanżowym, barażowym meczu o miejsce w I lidze Polonię Piła. W składzie gospodarzy jako gość zgłoszony jest Mateusz Cierniak. Dopiero kilka dni wcześniej ukończył 16 lat, zgodnie więc z regulaminem nie mógł startować w ligowych meczach sezonu 2018 w macierzystej drużynie Unii Tarnów, a tylko w imprezach młodzieżowych. Wraz z kolegami zdobył drużynowe mistrzostwo kraju w tej kategorii wiekowej, powszechnie uznano to za sporego kalibru niespodziankę, bo tarnowianie nie byli zaliczani do grona faworytów. Mateusz, obok znacznie bardziej doświadczonego Patryka Rolnickiego, był liderem mistrzowskiej ekipy. W Ostrowie jeździ znakomicie, odważnie, dojrzale technicznie. Kibice i rywale przecierają oczy ze zdumienia. Mateusz zdobywa z bonusami komplet punktów – takiego debiutu nie miał w krajowym żużlu chyba jeszcze żaden z późniejszych asów naszych torów, Tomasza Golloba nie wyłączając.
Jak doszło w ogóle do tego trochę niespodziewanego występu? Mówi Mirosław Cierniak: Kilka dni przed barażami skontaktował się ze mną trener Ostrovii, Mariusz Staszewski i zapytał, czy Mateusz chciałby pojechać w barażach. Mariusza znam bardzo dobrze, bo przecież razem startowaliśmy na torze. Poprosiliśmy o czas, aby to wszystko sobie poukładać. W międzyczasie okazało się, że startem syna w barażach zainteresowane są także inne kluby – były oferty z Zielonej i Rybnika, ale my już daliśmy słowo trenerowi klubu z Ostrowa. Po drugie stawką meczu ROW Rybnik‑ Falubaz Zielona Góra było miejsce w ekstralidze i nie chciałem narażać Mateusza na dużą presję.
Co ciekawe, dla samego Mateusza baraż w Ostrowie, jego debiut w „dorosłym” żużlu był po prostu zwykłymi zawodami i nie odczuwał przed nimi większego niż zazwyczaj stresu. – Starałem się podejść do tych zawodów bardzo spokojnie, wierzyłem w siebie i swoje możliwości, chciałem zaprezentować się dobrze, wiedziałem, że sprzęt przygotowany przez Jacka Rempałę dobrze jest dopasowany do tego toru. Nie stresowałem się i mogłem się skupić tylko na dobrej jeździe.
Podglądanie taty i mini żużel
Jak to się wszystko zaczęło? Najpierw było podglądanie jazdy taty chociażby na materiałach filmowych. Mirosław śmieje się, że nieraz spotkał się z krytyką syna dotyczącą jego stylu jazdy. Mateusz szybko prostuje: – Kilka wyścigów oraz akcji na torze mi się podobało.Potem pojawiła się pokusa, aby samemu spróbować.
Mirosław: Mateusz od dziecka interesował się motoryzacją i gdy zaczął jeździć na małym motocyklu crossowym, to już było widać, że wciąga się w ten sport. To on mnie namawiał na mini żużel i małe motorki, więc dałem mu szansę. Tą szansą stał się założony kilka lat temu przez Cierniaka – seniora Uczniowski Klub Sportowy „Jaskółki”, w którym grupa dzieciaków szkoliła się w jeździe na mini żużlu. W Mościcach powstał specjalny tor, na którym organizowano zajęcia, sam twórca klubu składał w przydomowym warsztacie małe motocykle o silnikach o pojemności adekwatnej do wieku i umiejętności młodziutkich zawodników. Z czasem, głównie za sprawą Mateusza, ale także kilku innych jego kolegów o „Jaskółkach” zrobiło się w kraju głośno, bo tarnowianie zaczęli zdobywać medale w mistrzostwach Polski w mini żużlu.
Mini żużel jest czasem nazywany przedszkolem tego klasycznego. Niektórzy fachowcy uważają jednak, że mało ma wspólnego z „dorosłym” speedwayem i sukcesy w nim nie gwarantują wcale późniejszych sukcesów na klasycznym torze. Ale przykład chociażby Bartosza Zmarzlika czy całej plejady znakomitych Duńczyków zdaje się temu przeczyć. Zdaniem Mateusza mini speedway dał mu wiele. – Nauczyłem się odpowiedniego podejścia do zawodów, walki ze stresem przed zawodami, poznałem smak rywalizacji oraz ciężkiej pracy.
Po udanym debiucie w Ostrowie i wcześniejszych występach w zawodach młodzieżowych Cierniakowie nie mogli opędzić się od propozycji z ekstraligowych klubów. Decyzja ojca była jednak stanowcza. Mateusz zostaje w Tarnowie. – Jest na początku swojej sportowej drogi, która wymaga wytrwałości, sumienności, pokory i chęci do ciężkiej pracy. Dlatego chciałem, aby nadal startował w domu, nie odrywał się od swojego środowiska. Mateusz dodaje: Zawsze marzyłem, aby tak jak tata startować z jaskółką na piersiach. Cieszę się bardzo, że moje marzenia z dzieciństwa się spełniają.
Niełatwo pogodzić szkołę i sport
Mateusz jest uczniem pierwszej klasy technikum i stara się godzić naukę ze sportem, co w tym przypadku jest trudne. Ale daje sobie radę. – To trudne wyzwanie szczególnie w sezonie, ale już po staram się wszystko nadrobić. Nauka nie sprawia mi większych problemów, w zeszłym roku, gdy kończyłem gimnazjum, udało mi się zdobyć świadectwo z paskiem.
W święta będzie czas na odpoczynek, ale, jak deklaruje młody zawodnik, będzie to wypoczynek czynny. Pod choinką znajdzie pewnie kilka prezentów, ale kto wie, czy ten najpiękniejszy nie sprawił mu trener reprezentacji młodzieżowej naszego kraju, powołując go do kadry narodowej juniorów na sezon 2019. Pierwszym jego kontaktem z reprezentacją będzie lutowe zgrupowanie w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem.‑ Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, że w tak młodym wieku zostałem zauważony przez trenera kadry, Rafała Dobruckiego i to właśnie mnie powołał spośród tylu młodych i dobrych zawodników – przyznaje Mateusz.
Cierniak – senior już poznał smak startów w reprezentacji narodowej, m.in. w 1994 roku brał udział w mistrzostwach świata juniorów. To były czasy, kiedy polscy młodzi zawodnicy nie dominowali nad rówieśnikami z innych państw i sam awans do finału imprezy był dużym wyczynem. Mirosław był tego blisko. Bez problemów przebił się do półfinału, startując w ćwierćfinale w Randers w Danii. W półfinale w węgierskiej miejscowości Gyula prowadził w biegu barażowym, którego zwycięzca kwalifikował się do finału. Niestety, na ostatnim wirażu urwał mu się łańcuszek sprzęgłowy i do norweskiego Elgane na finał pojechał tylko jako rezerwowy. Potem miał okazję startować jeszcze w eliminacjach seniorskich mistrzostw świata.




















![Klasowe ognisko koronawirusa [MEM] Koronawirus mem klasowe ognisko](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/09/korona-324x235.jpg)

![PREMIERA filmu „ŻUŻEL” – spotkanie z Januszem Kołodziejem i Ernestem Kozą [WIDEO] Premiera filmu żużel](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2021/07/c0212.00_04_32_42.still004-100x70.jpg)
